wtorek, 21 listopada 2017

JAKIE TAJEMNICE MAJĄ ŚCIANY




Jakie tajemnice mają ściany

Różne ściany mają domy -
ta jest szara, tam - różowa,
a tu plama jest na plamie,
aż od tego boli głowa!

Ta ściana na wiele okien,
tutaj wisi pięć balkonów,
a na dole drzwi szerokie
do wnoszenia fortepianów!

Lecz w tym domu nic nie słuchać.
Cisza. I pies nie zaszczeka.
Od tego jest ściana smutna,
szarą barwę przyobleka...

W żółtym domu jest weselej,
ktoś otworzył kilka okien,
gra muzyka, słychać śmiechy,
dzieci bawią się pod blokiem.

Kiedy w domu jest wesoło
ściany też się uśmiechają,
kto tam mieszka i co robi -
w tajemnicy wciąż trzymają.

© Elżbieta Żukrowska
fot. dzienniklodzki.pl

21.11.2017.


LISTEK I CZTERY PORY ROKU



Listek i cztery pory roku

Wczesną wiosną wychynął z maleńkiego pączka
liść - i zerkał ciekawie - tu stawik, tam łączka.
A na łączce za chwilę owieczki się pasą,
w stawie słońce się kąpie, do trzciny się łasi.

A mały listek rośnie, pięknie się zieleni,
tymczasem pod wierzbami już ktoś zasiadł w cieniu,
bo to gorące lato bardzo szybko przyszło
i staw zawołał dzieci w ciepłe kąpielisko.

Lecz po gorącym lecie jesienne podmuchy,
oraz zapowiedź zimnej bezlitosnej pluchy.
Liść jest wiatrem szarpany, lecz ciągle zielony,
trzyma się mocno drzewa, rozgląda na strony.

A to już wiatr z północy mroźnym swym oddechem
zwarzył w krąg inne liście - i on spadł... ze śmiechem!
Ucieszył się prawdziwie, że na resztkach trawy
takim go odpoczynkiem teraz los obdarzył.

© Elżbieta Żukrowska
fot. Zdzisław Marciniak

21.11.2017.

NIEROMANTYCZNE ROZSTANIE




Nieromantyczne rozstanie

Sam widzisz - czasy niepewne
nie ma już słodkiej idiotki
a choć poznałeś królewnę
to pozostały ciągotki...

Poznajesz - przyznaj to szczerze -
te rozwichrzone kołtuny
i już się tu nie nabierzesz
potrafisz uczucie stłumić

A dla mnie nic się nie liczy
gdyż odrzuciłeś piosenkę
nie zrobię z siebie pół-lwicy
i wyżej też już nie sięgnę

Zamykam - dalej nie plotę
napisów nie dam na mury
żale od siebie wymiotę
i na tym zakończę bzdury

© Elżbieta Żukrowska
fot.własne

20.11.2017.

poniedziałek, 20 listopada 2017

ODPOWIADAJĄC NA NIEZADANE PYTANIA




Odpowiadając
na niezadane pytania

Nowe otwarcie
stare serce
i bardzo bolące oczy

Wyrzucona za drzwi
sprawdzam okiennice
mimo napory wiatru

Krzyczę że wierzę
choć nie wiem
o co tak naprawdę chodzi

Pozwalam
nieść się z prądem
nowej mody

Ale w rzeczywistości
nic a nic
już mnie to nie obchodzi

© Elżbieta Żukrowska
fot. wlasne

20.11.2017.

TAKIE MARZENIA NIEDUŻE




Takie marzenia nieduże

Nie budząc śpiącego licha, oglądam się przez ramię:
co znów zostało za mną, co jeszcze czeka na mnie...
Którędy dzisiaj pójdę, co znowu będę śpiewać,
czy się nastroić miło, czy lepiej szukać chleba... ?

Po stoku moich myśli znów kamień się potoczył,
prawie jak ten Syzyfa, daremnie przymknąć oczy.
Czuć jego wielki ciężar, trzeba determinacji,
by znowu w ogień skoczyć, nie ulec prowokacji!

A ona mała pisze - moja drobinka szczęścia -
że chciałaby od losu pierścionka i zamęścia...
Że jej marzeniem nawet pięć dni życia na luzie,
odejście od choroby, a radość tak na dłużej.

I jeszcze, by w niedzielę, może już po obiedzie,
przyszedł do niej kolega tak zwyczajnie posiedzieć,
pogadać o minionym, wróble na płocie śledzić,
przecież może i częściej tak ją w kuchni odwiedzić.

W pokoju mama chora, więc tam go nie zaprasza,
ale w kuchni też dobrze, teraz już światło przygasza,
trochę musi oszczędzać. Dlatego tak o tym luzie...
Ma takie zwykłe potrzeby, takie marzenia nieduże...

© Elżbieta Żukrowska
fot. własna

20.11.2017.

niedziela, 19 listopada 2017

NADZIEJA POŻYCZYŁA SOBIE PSTREGO KONIA




Nadzieja pożyczyła sobie pstrego konia

Tylko imaginacja i gra światłocieni,
dzień, który ledwo zechce z dzwonkiem się obudzić.
Ptak zatroskany załkał skryty na gałęzi,
a ja... ja nic nie wiem, odeszłam od ludzi.

Słowa są gniewne, proste, lecz służą do bicia!
W każdym z nich kiełkują ziarenka goryczy...
W zawiłym wzorze równań z odroczonego życia
"zostaw mnie" - coś z boku rozpaczliwie krzyczy.

Osunąć się od ludzi, nie toczyć słownych wojen,
zawinąć się w pięć koców, nie znać gniewu życia,
pochować transparenty - to jest pustosłowie,
rozrusznik serca stanął - i skończyło się bicie.

© Elżbieta Żukrowska
fot. własna

19.11.2017.

piątek, 17 listopada 2017

SŁOŃCU SIĘ KŁANIAJĄC




Słońcu się kłaniając...

Kiedy przez dwa tygodnie deszcz i deszcz,
kiedy niebo stanowią ołowiane chmury,
o, moja ty dzienna gwiazdeczko - przecież wiesz -
wypatruję choć najmniejszej dziurki
i twego promyczka, co mi świat rozjaśnia,
odsuwa na bok ponurackie myśli,
wyzwala nawet z depresyjnych macek;
ku memu zdziwieniu i nocą się przyśni,
że brodzę w zieloności pachnącej łąki,
po pas, po szczęście, po śpiewy skowronka
i granie orkiestry tej całej owadziej,
pod batutą wiatru nagrzanego słonkem...

Takie przeżycia, gwiazdo, to tobie zawdzięczam,
bo pamiętam lata upalne, gorące,
kiedy kropla wody pożary gasiła,
kiedy nawet i serce chciało spalić słońce.
A chłopak się czulił, lodów nie żałował,
pozwalając by promienie żarliwie pieściły nam skórę,
zamieniając bladość w złotą czekoladę...
Byśmy razem byli jak barwne motyle,
płynące poza ludzkim widzeniem w błękicie,
w rozjarzonym blasku słońca... czy miłości?
Namiot nas okrył, zasłonił przed okiem,
byśmy znów zatęsknili za spienioną falą
i słońcem odbitym w jej iskrzących łuskach,
byśmy nie myśleli, że za dziesiątą dalą
rozciąga się mroczna, już bez słońca, przystań...
Bez miłości,
bez życiodajnych soków i jasności...
Bez nas...

©  Elżbieta Żukrowska
fot. Andrzej Kosiba

16.11.2017.

czwartek, 16 listopada 2017

GRZECHY I GRZESZKI LAWENDOWE




Grzechy i grzeszki lawendowe

Nie da się bez grzechu iść przez świat
albo tylko patrzeć przed siebie
myśleć pozytywnie złego się bać
liczyć na wybaczenie w niebie

Liliowe zmierzchy wśród lawendy
myśli pachnących i ciekawskich
które w szaleństwie pędzą tędy
ale zaledwie są jak kłaczki...

Pstryk... Zgasło słońce nad jeziorem
aż zaszumiały tataraki
bo grzechy wcale nie są chore
już się zbudziły rade takie

Dopadną ciebie gdy alejką
wędrować będziesz spacerować
ogarną cię tą chętką wielką
że ich nie będziesz ignorować...

© Elżbieta Żukrowska
fot. - autor nieznany

9.11.2017.

MYŚLI JAK ORZECH WYŁUSKANE (2)


Myśli jak orzechy wyłuskane (2)

***

Otworzyły się tunele z chmur
wiatr deszczem obleka krajobrazy
niszczy kolorowych liści rój
parasol - to nie dom nie azyl
więc płyną strugi jesiennego deszczu
i tylko ziemia szepcze - padaj na mnie jeszcze


***

Otworzyły się wrota jesieni,
czy furtka jedynie?
Ile trzeba przestrzeni
gdy
samotna łza płynie?
A ile, gdy potok łez...?

***

Urodzony włóczęga jestem,
a dla niektórych prawie zbój,
nie wiesz, co ciebie czeka jeszcze,
czy warto, bym był twój,
nie wiesz, którędy moje ścieżki,
po co ten nocny deszcz,
nie wiesz - czy wiedzieć chcesz,
jaki ze mnie gość...

© Elżbieta Żukrowska
fot. Desert - roze

14.11.2017.

środa, 15 listopada 2017

ZIMNO MI





Zimno mi

Znów się kulę na szarym fotelu.
Niektóre moje myśli wczepiają się pazurkami
w koc, który mnie okrywa, w moją bluzeczkę
- bym ich nie usunęła i trwała w dziwnym zawieszeniu
pomiędzy wczoraj a jutrem - bez dziś.
Bo i cóż takie dziś? Przecież ciebie nie ma.
Wczoraj byłeś. A na jutro jest nadzieja...
Ta okropna nadzieja - mówią, że matka głupich...
Podciągam koc pod samą brodę,
niech okryje nawet moje ramiona.
Zimno mi bez ciebie.
Smutno tak.
Pusto.
Nijak.

© Elżbieta Żukrowska
autor zdjęcia - nieznany

14.11.2017.

MYŚLI JAK ORZECH WYŁUSKANE (1)




Myśli jak orzech wyłuskane (1)


***

Czas był łaskawy - jestem emerytką,
tak wiele kobiet tego wszak nie doczekało...
I za młodością już wcale nie tęsknie,
doceniam moją wysrebrzoną starość.


***

Odchodząc rozdarłeś zasłonę,
oszalałe serce pobiegło za tobą.
Jak mam teraz żyć?
Wszystko wokół wrogie!
A poza tym... Poza tym bez serca - nie mogę!


***

Na krawędzi nicości białe oczy słońca
patrzą - a nie widzą
płoną - i nie spalają
sen w takiej jasności znowu się poplątał
a śniłam że twoje usta już na mnie czekają

© Elżbieta Żukrowska
fot. Elegant photography

13.11.2017.

wtorek, 14 listopada 2017

KSIĘGA




Księga

Zamknęłam księgę. Jest już bardzo stara.
Stronice mają postrzępione brzegi,
jednak treść księgi przyciąga jak jarmark
różnorodnością zwartych wypowiedzi.

Można by kupić inną, pachnącą i nową,
ale to ta zawiera bogactwo odręcznych przypisów,
dowcipnych uwag, czasem ripostę surową,
czynione przez dziada, ojca, innych bisów.

Czasem - nieśmiało - dopiszę coś z rymów,
nie mam odwagi przy mądrości panów.
I myślę o tym, czy najstarszy z synów
będzie chronił  księgę dla następnych fanów...

© Elżbieta Żukrowska
fot. Desert roze

13.11.2017.

KRÓLOWA LODU




Królowa Lodu

dzięki krawędzi księżyca włosami śniegi zmiata
i z zakamarków wydobywa złoto odrzuconych uczuć
śnij pokąd anioły cię strzegą aż przy bramach świata
odpoczywaj by już nigdy z nikim się nie kłócić...
ale jeśli zatęsknisz za Gwiazdą Polarną
gdy zwabi  cię w podróż Wielka Niedźwiedzica
zawiadom telepatycznie - bo koc jest dla ciebie
dzięki niemu unikniesz zimna puchami okryta
ktoś będzie cię pytać o puste przestrzenie
o lot między gwiazdami ścieżek twych przystanki
i tak wiesz dobrze co podlega ocenie
a co spiesznie odrzucą za horyzont rajski... 

© Elżbieta Żukrowska
fot. Andrzej Kosiba

13.11.2017

poniedziałek, 13 listopada 2017

DAREMNIE...





Daremnie...

Rzuciła wszystko na jedną szalę:
łzy zbuntowane, myśli zgubione...
Ale tęsknota nie chciała maleć -
z dołka drapała się w jego stronę.

© Elżbieta Żukrowska
fot. Pinterest

13.11.2017.

MŁODZIENIASZKU...




Młodzieniaszku...

Kobieta porodziła, gdy ojciec płeć określił,
a później długo wspólnie cię wychowywali.
Stałeś się ich miłością, duży trud ponieśli,
byś wyrósł na mądrego - tak się postarali.

Lecz ty pośpiesznie z gniazda, oby jak najdalej,
by nie musieć się troszczyć, obdarzać miłością.
To wolność ci wabiła jak sznurek korali,
na wszelkie napomnienia wybuchałeś złością.

Odpłynąłeś za górę siódmą lub ostatnią,
nikt o tobie nie słyszał, listów nie pisałeś.
Cóż dziś tobie rodzice - nawet delikatną
myślą tylko ich nigdy już nie zahaczałeś...

Teraz jednak wróciłeś - jak syn marnotrawny,
wrak zniszczony życiem, obdarty ze złudzeń.
A w twojej kieszeni jest pięć kopiejek marnych,
za to chorób zbyt wiele nazbieranych w trudzie.

Kąt dla ciebie jest nadal. Rodziców uczucia.
Nigdy nie będziesz umiał takich odwzajemnić.
Pomyśl, co z tobą dalej? Wszak nie masz dziedzica,
a rodzice odejdą. Zostaniesz - ich zmiennik.

© Elżbieta Żukrowska
fot. Gentleman night

9.11.2017.

KIEDY CZAS PRZEMINĄŁ





Kiedy nasz czas przeminął

Obracam w palcach pusty kielich od wina.
Po cóż go trzymam - skoro w nim nic nie ma?
Na twoje zdjęcie też zbyt często patrzę,
to niepotrzebne, rusza złudzeń zaprzęg!

Wszystko co z tobą - w tajemnicy trzymam,
skarb kloszem kryty - może to jest drwina?
Jak przed złodziejem ukrywam wspomnienia,
lecz wszystko marność, gdy ciebie tu nie ma.

Uciekam dalej, przekręcam imiona.
Pamięć zawodzi - czy ma zamiar skonać?
Bez względu na to, co jeszcze dziś przyśnię
- samotność do mnie przylega najściślej.

© Elżbieta Żukrowska
fot. Pixabay

12.11.2017.

niedziela, 12 listopada 2017

O BRZASKU...




O brzasku...

O brzasku ledwie bladym i leniwie miękkim,
wyrywa mnie ze snu cichy, najcichszy szloch.
Szukam dłonią... Niespełnione obietnice ciągle są.
Milknie we mnie daremne czekanie - to już koniec.
Otulona najcieplejszą chustą piję na werandzie
gorącą kawę, grzejąc jednocześnie palce.
Mam w sobie jeszcze skarb... pamiętam!
Teraz czekam na pełną jasność dnia,
by nie poddać się wszechobecnej monotonnej szarości
i słowom uparcie drażniącym w środku głowy.
Kawa smakuje tak jak zwykle - jest doskonała!
Koncentruję się na niej. A później wracam do sypialni
i obracając w palcach znalezioną przez ciebie muszelkę
- rozpakowuję swój skarb: pamięć
o naszych stu spotkaniach, najczulsze słowa i gesty,
naszą minioną miłość...

© Elżbieta Żukrowska
fot. Pixabay

12.11.2017.

ŻYCIA CUD





Życia cud

Matka dała ci ciało, ja, twój ojciec, duszę
i tak dla nas powstałeś - maleńki okruszek,
by na wzór dębu dźwigać się w przestworza,
na starość swych rodziców doglądać na łożach...
a później odprowadzić w trumnach na cmentarze
w podzięce za to życie otrzymane w darze...

© Elżbieta Żukrowska
fot. Art-graphiK

9.11.2017.
Wiersz inspirowany wierszem Jerzego Mościckiego.

czwartek, 9 listopada 2017

DO DOMU




do domu

zniechęcona codziennością
wyrywam się do innego świata
słyszałam że jest piękniejszy
że więcej tam życzliwych ludzi
wracam z bólem głowy i przeświadczeniem
iż kłamstwo rodzi następne kłamstwo
a w domu i tak jest najlepiej

© Elżbieta Żukrowska
fot. Andrzej Kosiba

9.11.2017

niedziela, 5 listopada 2017

NIC - A JAKŻE WIELE










nic - a jakże wiele

niewiele chciałam
byś z wieczora pogładził dłonią me policzki
albo herbatę z malinami postawił blisko na stoliczku
i jeszcze może byś przytulił rankiem, kiedy do pracy się zabierasz
ślad pocałunku mi zostawił, abym myślała o nim nie raz...
a ja zwyczajnie zrobię obiad
gotując garnek zupy, kaszy i takie zrazy
jakie lubisz z ogórkiem lub z kapustą z marzeń...
takie zwyczajne ciche życie które rozplata nocą senki
wkrada się między dwoje bliskich i niweluje wszystkie lęki
nikt tu nie myśli o kapuście zrazach mielonych i kurczaku
bo nagle w łóżku jest lirycznie i nawet z piżmowym zapachem
plączą się ręce myśli smaki i słowa prawie zamierają
to tak zwyczajnie miłość przyszła, została
czeka świtu aż znowu w oknach stanie szarość...
chce się zawołać - deszczu złoty tańcz
na ramiona spadaj nam na plecy
te krótkie chwile te zaloty
i to spełnienie - dla nas wszystkim!

© Elżbieta Żukrowska
fot. Art-graphiK

5.11.2017

*** (nic się nie stało...)




***

nic się nie stało
zimne powietrze wiatr przegania
szarpie ostatnie liście z drzewa
gdzieś w załamaniach muru skamle
to znowu jak chuligan śpiewa
zupełnie nie rozumiem czemu
dopadła mnie gnębiąca chandra
może dlatego że się przyśnił
sen w którym wiatr za włosy targa
a przecież ja czekałam ciebie
i twoich rąk tak zawsze głodnych
i ust spragnionych pocałunków
i oczu w których żądzy płomyk
nic się nie stało
nie ma ciebie
radio cichutko szepcze nutki
nic... znowu chmury są na niebie
deszcz skryje szloch tłumiony smutny

© Elżbieta Żukrowska
fot. Art.graphiK

5.11.2017.

czwartek, 2 listopada 2017

ZALEWAJKA



Zalewajka
/to nie jest wiersz/

Przetłuszczone włosy
(kilka dni temu skończył się szampon
na razie nie ma pieniędzy na nowy)
i kusa sukienka
brak rajstop - gdyby choć spodnie na gołe nogi...
Buty trochę dziurawe i mocno wykrzywione
to przez to że za małe
Jest kurtka - też wiatrem podszyta
zamek ma uszkodzony
To obraz małej nędzarki z twojego miasta
Jeszcze ma kąt przy rodzicach
ale to nie potrwa długo
bo mieszkanko jest nieogrzewane
Przyjdą dwie albo trzy komisje
i będą wydziwiać nad zupą zalewajką
w której zabrakło boczku kiełbasy i śmietany
nad plackami ziemniaczanymi
(dziś tylko po trzy sztuki na głowę)
Ta pani z komisji ma rajstopy
za sześćdziesiąt złotych
akurat za te pieniądze mogliby przeżyć
przynajmniej cztery dni
A tamten pan pyta
z czego się robi zalewajkę
Panie - nie po oczach!

© Elżbieta Żukrowska
fot. twitter.com

2.11.2017.

ZBIÓR NIEMOŻLIWOŚCI




zbiór niemożliwości

jeszcze się żarzył papieros w kąciku ust
a ręka chętnie trzymała butelkę
nadzieja pełzła z kąta do drzwi
a wcale nie była wielka
pełzła ostatkiem sił...

bo jakaś myśl przez prześwit w głowie
coś półpłynnego niczym kisiel
że można być inaczej żyć
że nawet bez butelki tak pomyślał
jak bez butelki - niemożliwe

i już wpadając w pragnień rządzę
w rzekę niemocy w alkoholizm
on ciągle wierzył że jest w stanie
z tego nałogu się wyzwolić

© Elżbieta Żukrowska
fot. Planeta FM

2.11.2017.

środa, 1 listopada 2017

SZARY ANIOŁ




Szary anioł

Zadumał się na cmentarzu anioł
nad losem ludzkim i swym przeznaczeniem
Kamienną twarz objęły smutki
i podniósł ręce w skardze niemej
Lecz jakie skargi i do kogo
człowiek swój los bezwiednie przędzie
I czy mu dobrze czy też nie
z upodobaniem wręcz grymasi
a tam na górze przecież ktoś
i tak o czasie świeczkę zgasi

Choć gdyby tak... a może nie...
zmienił coś wcześniej zamiast gdybać
dożyłby nawet setki lat -
lecz kto by z nim wytrzymał...
Musiałby anioł dostać zmianę
jakiegoś w skrzydłach pomagiera
bo ciężko tak przy jednym być
i dać się przez wiek poniewierać...

I czas się skończył - grób mogiła
Cmentarz jesienią całkiem szary
i szary anioł na cokole
szary i całkiem skamieniały...

© Elżbieta Żukrowska
fot. z internetu

1.11.2017.

Z CHRYZANTEMĄ I ZNICZEM




Z chryzantemą i zniczem

Wygodniej zamknąć oczy
i ograniczyć pole myślenia.
Skupić się na tym, co się wydaje
jedynie słuszne, właściwe.
Bo nie wiesz, czy jest przed tobą jakieś jutro.
A brzozy uparcie szumią.
Przeciwstawiają się buńczucznym nadziejom.
Tu krzyk gawronów jest surowy, złowróżbny.
Cóż cmentarze? - Są dla milionów.
Tobie (i mnie) pobyt tam jeszcze nie służy.
Mnie nogi już nie zaniosą.
Wędruję myślami od grobu do grobu.
Z chryzantemą i zniczem.

© Elżbieta Żukrowska
fot. D&D Travel

1.11.2017.

poniedziałek, 30 października 2017

ZMIERZCH



Zmierzch

Niech ci to minie - niech ci przejdzie.
Skończ wyliczanie moich grzechów.
Sam się zresetuj. Nawet przewietrz,
abyś na wieczór znów był wesół.

Wiatr, który wpadnie ci pod czaszkę,
niech zrobi małe zamieszanie.
Nie wszystko mądre, w co wierzyłeś.
Nie wszystko dobre, co się stanie.

Znów pod stopami miękkie błota,
to jesień niesie nadmiar deszczów.
Co dzień dopada nowa słota,
a ty narzekasz, żeś jest nieswój...

Siatka zmarszczek na rękach, na twarzy.
Czas zmumifikował zmarznięte uśmiechy.
Spowolnił oddech. Niektórym go zabrał.
I grzechy ktoś liczy... Po co liczyć grzechy?

© Elżbieta Żukrowska
fot. Daily Mail

30.10.2017.

sobota, 28 października 2017

PŁACZĄ, BOLĄ MYŚLI...




Płaczą, bolą myśli...

Bolą mnie słowa, które masz na myśli,
cały ten zły, niewypowiedziany szum,
jak stare oczy, jak przedwczesny przypływ,
i jak tych kilka wyświechtanych bzdur.

W pęknięty cement wdarł się mały kwiatek,
i jego mocy nic teraz nie spęta.
O swoje życie walczy jak gagatek.

Herbata dzisiaj parzy nasze usta,
przewidywalny czas znika w zakrętach,
droga do jutra przeraźliwie pusta.

Smutek się przypiął do niemrawych myśli,
czarna woalka ledwie chroni oczy.
Lecz tamta radość mnie się już nie przyśni,
więcej goryczy, owszem, może wkroczyć.

© Elżbieta Żukrowska
fot. Kasza i Pasza

28.10.2017.

poniedziałek, 23 października 2017

PRZYWOŁYWAŁAM CIĘ





Przywoływałam cię

Mówiłam - napisz wreszcie ten wiersz
na który tak czekam
Za oknem pies wył uporczywie
Znów nie było księżyca i gwiazd
Szalony przestwór chmur
zasłonił Mleczną Drogę
Nie mogłeś pisać - wiem
miałeś zbyt ciemno w duszy
a przez sumienie
przetoczyło się kilka głazów
Zaciśnij dłonie - prosiłam bezgłośnie -
niech ci zostanie
chociaż jedno marzenie

© Elżbieta Żukrowska
fot. własna

23.10.2017.

niedziela, 22 października 2017

***(był tylko znajomy...)



***

był tylko znajomy poszum wiatru
w wysokich drzewach
i słaniające się z niewyspania gwiazdy
wszystko pachniało tobą
jakby
stopiły się w jedno
naturalny twój zapach i miłość

roztapiał się czas
może i świat przemijał
ale w krótkim błysku chwili
eksplodowało życie
i nie mogłeś już mówić
że uczucia nic nie znaczą
bo aż łkałeś wtulając twarz
w moje włosy

w tej jednej chwili
miałeś wszystko

© Elżbieta Żukrowska
fot. Flamens - red black

22.10.2017.

piątek, 20 października 2017

SAMOTNA WE DWORZE





samotna we dworze

w cienkiej koszulce o wyblakłym wzorze
róż i magnolii oraz niebieskich ostróżek
siedziała przy biureczku skrobiąc raźno piórem
w pośpiechu list pisała

do męża? do córek?

pozostając sama w tym rozległym dworze
trochę się bała a trochę zasmuciła może
przywykła do gwaru dość już miała bzdurek
i jakże tak bez rozrywki

bez męża? bez córek?

tymczasem na dworze wiatr w listowiu szumiał
opowiadał szeptem pradawne romanse
budził słodkie nadzieje krajobrazy z chmurek
i tęsknoty rozkoszne

do męża? do córek?

głos gromu z daleka zmącił delikatną ciszę
teraz pani z przestrachem aż głową kołysze
wiatr nagle się zmienił w okropną wichurę
a ona samotna.

bez męża bez córek...

© Elżbieta Żukrowska
fot. Piterest

19.10.2017.

czwartek, 19 października 2017

WSZYSTKO JEST STARE



Wszystko jest starae

O, patrz, kochany, koniec śmiechu
- kabaret skończył się w niedzielę.
A teraz trzeba już wypocząć,
nim nowy włos nam osiwieje.
Jutro znów przecież do roboty,
jak w każdy smętny poniedziałek.
To nowy tydzień, a kłopoty
jak zwykle stare, wręcz zastałe.
Świt mgłami okno wciąż przysłania,
lecz jesień-zima kiedyś miną.
Czy sam rozpoznasz, że kłopoty
razem z tym śniegiem także zginą?
Pilnuję swoich godzin pracy,
podobnie później odpoczynku.
Może i chciałabym inaczej,
ale się nie da bez wysiłku...

© Elżbieta Żukrowska
fot. własne

18.10.2017.

MAŁY WIERSZYKU MÓJ




Mały wierszyku mój

Jak mam pokonać ten ból głowy?
Malutki wiersz prosi się na świat.
Tymczasem chaos zaszachował,
rymy usunął albo pokradł...
Ktoś tu położył pawie pióro
- widomy znak zbyt szybkiej klęski.
A tyle razy byłam górą...
Wiecznie nie można być zwycięskim.
Ból też przez chaos, który teraz
w mej głowie porozstawiał myśli.
Powinnam poznać już podpowiedź...
ale suflera gdzieś wynieśli...
Tragedie mnożą się jarmarczne,
Goliat walczący z małą myszką,
wszystko spóźnione, nie na czasie,
a wierszyk sobie w kątku usnął.
Mały biedaczek, przy tym cichy
i się łokciami nie rozpycha.
Lecz kiedy wreszcie go przeczytasz,
to długo później będziesz wzdychać.
A może nawet łzę uronisz,
kiedy za serce ciebie ściśnie.
Bo wiersz choć taki niby drobiazg,
a uwypukli oczywiste.

© Elżbieta Żukrowska
fot. Zdzisław Marciniak

18.10.2017.

środa, 18 października 2017

ŚPIJ SPOKOJNIE - GRETCHEN CZUWA !




Śpij spokojnie - Gretchen czuwa!

I stało się, wiem. Był taniec na rurze jak sen!
Nic więcej się nie liczyło.
Jednak oklasków nie było,
a wielki totalny jęk - rura urwała się...!
Aby to sobie zrekompensować
postanowiłam zabalować.
Mając na względzie, że noc niewielka,
znalazłam miejsce w knajpce Muszelka...

I było miło, panowie z kasą,
na oko chętni, inteligentni.
Każdy zaś starał się  trzymać fason,
nawet najsłabiej  temperamentny.
Lecz każda nocka też ma swój koniec,
wracam nad ranem bardzo zmęczona.

Patrzę na okna - Gretchen pilnuje!
Czyżby jak sowa nocą czuwała?
Może na starość w głowie musuje?
Ja bym ją z krzesła amputowała!
Patrząc na Gretchen krzywo stąpnęłam,
ona się ze mnie złośliwie śmiała.
I jest nieszczęście - obcas złamałam!

Mój dzień wczorajszy był niewart słowa.
Przeminął szybko, pościel skotłował.
Lecz wieczór przygód był, jak widzicie,
drinki i szampan. Gretchen na szczycie!

© Elżbieta Żukrowska
fot. Pinterest

17.10. 2017.

niedziela, 15 października 2017

PRZEJAZDEM PRZEZ BERDYCZÓW




Przejazdem przez Berdyczów

Nie chcę do ciebie pisać listów.
Wiersze? - Już tworzyć ich nie będę.
Kiedyś pisałam na Berdyczów,
mając nadzieję, że osiądę...
Lecz jestem w ciągłym życia pędzie,
szalona zamieć żniwo zbiera,
dla ciebie zawsze byłam zmysłem
i przez to brała cię cholera...
Zabawa w słowa nieproszone,
jak zimne ręce skute lodem,
nic nie zatrzyma srogiej zimy,
ona na zawsze twoim wrogiem.
Teraz to ty pisz na Berdyczów,
bo oczekiwać zaprzestałam.
Sumienie się po lodzie ślizga,
a wokół pustka - to poznałam.

© Elżbieta Żukrowska
fot. Ecotravel - Berdyczów, Ukraina

15.10.2017.

sobota, 14 października 2017

DZIWADŁO?




"Oksymoron - zestawienie wyrażeń o przeciwnym znaczeniu, pełniące funkcje metafory lub paradoksu." (z internetu)

Dziwadło?

Tak sobie porozmawiamy, mój oksymoronie,
o zmianach jakie ciągle w tobie wyrastają,
jak dziwną masz naturę, a oko ci płonie,
w te oczy ludzie jak w gwiazdy stadnie zaglądają
i nic nie widzą...

Bo ty oksymoronem jesteś już od urodzenia,
płochliwym, a niestałym, płynnym i pobieżnym.
Czapka była na głowie, a ręce w kieszeniach
i gwizd bardzo głośny gdy mijałeś panny
z zakręconą głową...

Wyważałeś drzwi ciszy biegnąc przed szeregi,
na spulchnionej ziemi chciałeś mieć klepisko!
Cień zamienić w słoneczną plamę nawet zamierzałeś,
lecz słońce ci uciekło, choć już było blisko,
niebo je przygarnęło...

Lecz ty już umyśliłeś dla się nową pracę
- oduczyć pływania czarne łabędziątka.
Pielgrzymując po skupiskach wodnego ptactwa
zrozumiałeś daremność i z naturą zaprzestałeś walca.
Boli skaleczony palec...

© Elżbieta Żukrowska
fot. pixabay

14.10.2017.

piątek, 13 października 2017

ŚMIERDZĄCY PROBLEM




Śmierdzący problem

Tamiza, Loara, Sekwana, Wisła...
Płyną sobie beztrosko, przy tym nieświadomie.
A ludzie im zanieczyszczeń nie skąpią i błyska
w słońcu olejowa plama, albo rybie brzuchy
gdy ławice śniętych ryb staną na "kotwicowisku"
i kłują w oczy. Stają się dowodem
tysięcznych zaniedbań przeciw środowisku.
Nad rzeką miało pachnieć, a - nieszczęściem - śmierdzi...
I cóż, że określenie złe jest do poezji?
Za to prawdziwe. A dalej widoczny jest zator
z butelek plastikowych i innych pływających śmieci...
Ucieka nam gdzieś piękno... Coraz mniej zachwytów.
I ptaków mniej śpiewa... Za to wrony kraczą.
To się źle kojarzy!

© Elżbieta Żukrowska
fot. z internetu

17.08.2017.

A-A-A - KOTKI DWA





A-a-a - kotki dwa!

Mokro i zimno - co za dzień!
I sień dokładnie jest zamknięta.
A na kanapie drzemie cień
- to jest pięć kotów! - niebożęta.
Pomarzły łapki i ogonki,
wiec tu szukają utulenia,
okryłam je kocykiem miękkim
- i już mi mruczą z zadowolenia.

© Elżbieta Żukrowska
fot. z internetu

15.09.2017.

GDY MARZENIA CZASAMI TAŃCZĄ




Gdy marzenia czasami tańczą

Czasem gdy skrzydło dotyka skrzydła
a dmuchawców puchem bielą się sady
w łunie zachodu czas się rozwidla
część marzeń spada lub chce się bawić

a reszta płynie górą po szczytach
z chmury na chmurę ponad lasami
w zakrętach wiatrów są niezdobyte
skoro zaprzęgły wróżkę z czarami

w pasiastych tęczach były południem
rano tańczyły ze śpiewem ptaków
pod wieczór senne jakby marudne
niechaj pod wodą szukają raków

marzenia skaczą z kwiatka na badyl
są niestabilne i rozczochrane
lecz to się zmieni o świcie bladym
gdy ptak rozśpiewa się chłodnym ranem

© Elżbieta Żukrowska
fot. z internetu

13.10.2017.

środa, 11 października 2017

WIATR WICHER ORKAN




Wiatr wicher orkan

Myśli schłodzone są jesiennym wiatrem
tym co na dworze hula i rozpiera w duszy...
Zamiast uśmiechu bywa nos z katarem
coś już kryształki niepamięci kruszy

A brzozy w bieli i szarości stoją
straciły liście jak dziewczyna cnotę
Choć wciąż wysokie i bezsprzecznie dumne
wiatr odarł złoto i cisnął w nie błotem

Wiatr pan jesieni władca chmur na niebie
złośliwy demon i chytry zarazem
Mówi o sobie "dziś włóczęgą jestem"
bawi się jesiennym i zmiennym obrazem

Gwiżdże przeraźliwie i zmienia w orkan
straszy właścicieli wszystkich słabych dachów
W porywach szalonych drzewami potrząsa
nie słyszy błagania gdy ktoś jęczy ratuj

© Elżbieta Żukrowska
fot. Andrzej Kosiba

11.10.2017.

wtorek, 10 października 2017

GWOŹDZIE I MŁOTEK - opowiadanie







Gwoździe i młotek
(opowieść prawdziwa, ale niewesoła...)

Na przestrzeni lat Dziewczynka miała różne zabawki, na przykład bezimienną szmacianą laleczkę, z której już sypały się trociny. Nikt nie miał czasu uszyć jej nowej, a sama jeszcze nie umiała. Cztery latka to za mało, by być wytrawną krawcową, nawet taką od lalek. Za zabawki służyły żywe zwierzęta – kot, pies, cielaczek, wiosną pisklęta kur, kaczek i gęsi. Inyczęta jakoś nie – były brzydkie. Jednak jeśli chodzi o zabawki – najgorsza była zima bez mrozu, chlapa na dworze, „żywa” woda w stawie zamiast lodu. Koty chciały spać, a psy i inne zwierzęta „na pokoje” nie były wpuszczane. Nie było czym się bawić…

Dom był stary. Miał drewniane podłogi z szerokich, równych desek, które na brzegach ze starości były lekko uniesione do góry, może na milimetr lub dwa. W kuchni podłoga nigdy nie była malowana, za to w każdą sobotę szorowana mydlinami i szczotką ryżową do białości. Między deskami potworzyły się minimalne szparki, czymś zasypane na stałe, Dziewczynka nie wiedziała czym. Ta podłoga oraz zebrane jesienią kasztany i żołędzie w pewien sposób poruszały wyobraźnię Dziewczynki, ale czuła, że nie ma jeszcze wszystkich elementów dla dobrej zabawy. Może zapałki? Wpychane w szpary między deskami zbliżały do realizacji projektu, ale zbyt dużo ich ulegało zniszczeniu. Znacznie lepsze okazały się… gwoździe i młotek.

I oto Dziewczynka na podłodze w kuchni zaczęła odwzorowywać bezmiar wiosennych pół i łąk. Powstawały tak zwane okólniki dla wypasu krów – marzenie wiejskich dzieci. Zamknięte w okólnikach krowy paść mogły się same, bez opieki. Czy może być coś bardziej nudnego od sterczenia nad krowami przez 4 – 5 godzin po obiedzie aż do wieczora? Było tyle innych ciekawych zajęć w lecie – chociażby śledzenie biedronek albo motyli, sprawdzanie jak szybko rosną rzodkiewki, przedzieranie się przez pokrzywy do dojrzałych porzeczek. Albo ognisko! To dopiero była zabawa! A tu ona z tym młotkiem i gwoździami (nie wolno było wbijać zbyt głęboko!). Stawała się architektem pól. Bardzo lubiła na przykład, aby łąka, która w zabawie Dziewczynki zazwyczaj stanowiła wydłużony prostokąt, miała jeszcze doczepiony maleńki prostokącik – jak ganeczek przy domu. Albo odwrotnie – ten prostokącik był wpuszczony w niby-łąkę – jak sień w domu. Krowy raz się pasły na tej, raz na innej łące. Przeprowadzenie dużej liczby kasztanowych krów i żołędziowych cielaczków wymagało długiego czasu i wiele zachodu. Czasem dochodziło także takie na niby pojenie tego wymyślonego bydła. Dziewczynka snuła przy tym opowieści: mówiła do krów, wydawała im polecenia, skarżyła się do taty (dalej na niby), że któraś krowa dziś słabo jadła, a inna ciągle wpychała się pod druty tego okólnika i teraz trzeba sprawdzić, czy tam kołki nie są obluzowane… Zamykając się w wąskim temacie krów i pól powstawała opowieść o życiu wsiowego dziecka – wystarczyły gwoździe i młotek, oraz życie w wiejskim środowisku. I żywa wyobraźnia.


© Elżbieta Żukrowska
fot.  Depositphotos

9.10.2017.

*** (ja ciebie kocham...)



***

ja ciebie kocham tak zwyczajnie
tu nie ma fanfar czy pozłoty
ręka do ręki - idealnie
bo niepotrzebne nam kłopoty
przytulam twarz do twojej twarzy
a ty całujesz mnie tak słodko
więc z trampoliny w sedno marzeń
moje kochanie - moje złotko!

© Elżbieta Żukrowska
fot. Taoetus.pl

10.10.2017.

WSZYSTKO PRZEMIJA




Wszystko przemija

To był przelotny tylko romans
wiec nie rozpaczaj nie myśl źle
piliśmy razem mocną kawę
a później już mówiłam cześć

Romans przelotny jakich wiele
troszeczkę pudru więcej mgły
nie było mowy o kościele
bez uczuć były nasze sny

Romans jak romans już bez westchnień
i bez dramatów w poprzek dni
więc nie mów mi że kochasz jeszcze
to były tylko takie gry

Nie całowałeś rąk z oddaniem
różę podarowałeś raz
wszystko przemija mój kochany
i tak przeminął też nasz czas

© Elżbieta Żukrowska
fot. Dasktop Nexus Nature

10.10.2017.

poniedziałek, 9 października 2017

*** (w tej zapomnianej...)




***

w tej zapomnianej galerii
ktoś na ścianach powiesił obrazy
i myśli w wiersze ujęte
a patrzeć i czytać - aż boli
tu zrozumienie przychodzi pół-bokiem
schody za wysokie
za niskie poręcze
roztopione światło elektryczne z nieba
a z głośników muzyka
jak srebrne ptaki nad Wisłą
jak gwiazdy w wodzie odbite

jak przyszłość

© Elżbieta Żukrowska
fot. własne

8.10.2017.

OSTATNIE PYTANIA




ostatnie pytania

gdy skamienieje moje serce
gdy nie napiszę słowa więcej
może już wtedy będę ślepa
cóż zrobisz ty?

sprzed oczu znikną mi kolory
cały organizm będzie chory
drętwota mą ogarnie duszę
cóż zrobisz ty?

zamknięta w czterech ścianach smutku
odchodzę z życia po cichutku
nic z sobą w drogę nie zabieram
bo nie mam nic

© Elżbieta Żukrowska
fot. Zdzisław Marciniak

9.10.2017.

niedziela, 8 października 2017

ZA PÓŹNO


za późno

i znów po ścianie cień się skrada
jest coraz dłuższy przed zachodem
coś przypomina opowiada
coś w ręce wciska - mimochodem

a to jest list

kiedyś na niego tak czekałam
ale nie dotarł z biegiem rzeki
więc może ptaki - w strachu drżałam
dopiero teraz - wprost do ręki

wszystko za późno

dzień gasi uśmiech zapala świece
mnożą się w głowie zwykłe troski
zabrakło w niej dla ciebie miejsca
serce ma zamek "eklerowski"

© Elżbieta Żukrowska
fot. DaWanda

8.10.2017.

sobota, 7 października 2017

WSZYSTKO ALBO NIC!




WSZYSTKO ALBO NIC!

Swoją koronę jej do stóp,
wszystko co miał najdroższego...
a może i dumę, i honor, i próg
- niech powie, że chce wyjść za niego!

© Elżbieta Żukrowska
fot. Pixabay

5.10.2017.


WIERSZE MUSZĄ BYĆ SMUTNE




wiersze muszą być smutne

wiersze muszą być smutne
szczęśliwa rozmawiam z tobą
nieszczęśliwa - zbieram słowa w wiersze
ale nie chcą się zapisywać
węźlastym sznureczkiem
wyciekając na papier - ranią duszę serce
zalewają tę odrobinę nadziei
która do niedawna się tliła
najsłabszym żarem

© Elżbieta Żukrowska
fot. własna

7.10.2017.


*** (rozpakowałam wiersz...)




***

rozpakowałam wiersz
słowa w nim lśniły jak lampki bożonarodzeniowe
a zaraz obok tuptał jeż
i czas się ze mną drażnił słowem
oczy mnie piekły - bo za sucho
i lampa pod sufitem drżała
a ja... ja nie wiedziałam czy ktoś szedł
czy świeca drżącą łzą kapała
czy świeca łzą...

a wiersz twój dla mnie
był jak modlitwa z pokorą w kątku wyszeptana
twoja czy moja - nie wiedziałam
bo byłam taka zakochana
twoja czy moja...
bądź czyjaś wola bądź
ty bądź zawsze blisko
bym się w tęsknotę nie zamieniła
bym wierszem dalej się modliła
w ten węzeł uczuć wciąż wierzyła
choć droga przede mną dziwnie śliska...

© Elżbieta Żukrowska
malarstwo - Graham Gercken

6.10.2017.

piątek, 6 października 2017

NA PRZEŁOMIE


Na przełomie

I znów te same wazony pełne słonecznych gladioli,
ale to już ostatnie tego lata, właściwie jesieni,
wiatr, sprytny drzewokrążca, sad z liści omiata
i owoce strąca, aż trudno ze zbieraniem zdążyć.

Czy pora na chochoły? Przecież jeszcze kwitną
ciemnoczerwone róże i trzy herbaciane.
A pod ścianą domu - i wcale nie smutno! -
płonie czerwienią dzikie wino - zakochane...

Na zagonku przy płocie, gdzie czułości uncja,
jak małe słoneczka jarzą się spóźnione nagietki.
Zapomniana w donicy zakwitła opuncja,
a nad oczkiem wodnym wciąż się kręcą jętki.

© Elżbieta Żukrowska
fot. własna

5.10.2017.

NIE JESTEM SALOME




Nie jestem Salome

Nie dotykam.
Nie przenikam.
Nie uwodzę
i życia nie słodzę.
Patrzę krytycznie.
I praktycznie,
bo kobiety już tak mają.
Szczególnie,
kiedy siebie
na tacy podają.
Podawałam wlasną głowę.
A teraz tylko gwizd.
Już cię nie przeklinam,
i nie wspinam
po tobie jak bluszcz.
Już nie potrzebna
ta adrenalina.
Już cię nie dotykam,
w twe sprawy nie wnikam.
Mam swój blady świt.

© Elżbieta Żukrowska
fot.Inne Oblicza Historii

5.10.2017.