sobota, 31 grudnia 2016

życzenia




DROGI MÓJ CZYTELNIKU
Życzę
dobrej zabawy na dziś,
a na jutro i na następne dni
szczęścia, miłości i zdrowia.
Niech życie się do Ciebie uśmiecha!
A w Twoim pucharze 
niech zawsze będzie słodki nektar!

DLACZEGO NIE?




dlaczego nie?

wygodnie przymknąć oczy myśli
w bezszeptne chwile zanurkować
i odpoczywać w błogiej ciszy
nie smucić się i nie planować

później odrodzić się jak Feniks
błysnąć piórami niczym złotem
i pełną piersią znów oddychać
nie myśleć o odległym potem

a kiedy się otworzą wrota
nie czynić zbędnych spekulacji
wejść w życie zwykłym rónym krokiem
i kochać choć się oko zaszkli

© Elżbieta Żukrowska 31. 12. 2016.
fot. z internetu

DOBRYCH SPOTKAŃ - DOBRYCH DNI




Dobrych spotkań - dobrych dni

Kiedy piekę chleb lub obieram ziemniaki
życie wydaje się takie zwyczajne
lecz wystarczy że spotkają się ręce
że odnajdą się oczy
a czas patrzy z niedowierzaniem
bo oto serce rozmawia z sercem

© Elżbieta Żukrowska 31.12.2016.
fot. z internetu

czwartek, 29 grudnia 2016

CZAS PODSUMOWAŃ




czas podsumowań

czas podsumowań - koniec roku
pora rozsupłać węzły serca
zdjąć okulary zamknąć oczy
i częstotliwość zmierzyć w hercach

ile tam dobra ile złości
co jeszcze można dziś naprawić
i jakie przesłać wiadomości
a może tylko się zabawić

były przyjaźnie i sympatie
okruchy szczęścia i nadziei
zdawało się że w totka trafię
lecz znowu wszystko diabli wzięli

nie będę robić postanowień
ustawiać innych priorytetów
nie będę też starać się dowieść
że kapelusz lepszy od beretu

© Elżbieta Żukrowska 29.12.2016.
fot. z internetu

środa, 28 grudnia 2016

ZA GARŚĆ OKRUCHÓW, ZA GARŚĆ ZBOŻA





Za garść okruchów, za garść zboża

Jeszcze trzy wiersze i życzenia...
I poruszenie do dna serca!
I westchnie kilka... Bez cierpienia.
I bez tych wszystkich zdrad wcześniejszych.

Jeszcze daremny żal i trwoga
- nic się nie stało, nic nie stanie!
Dalej spokojna w wieczność droga,
więc czemu czarne jest "krakanie"?

Ktoś się zapomniał, nie wybaczył,
kogoś innego dławi rozpacz...
I tylko wróbel na gałązce
ćwierka i stara się nie podpaść.

Szczęście okrakiem tkwi na drzewie,
wiatr chce je strącić na podłoże.
Mały wróbelek o tym nie wie,
radosny, bo wciąż ma jedzenie.

Tak mało trzeba - pełna miska,
kilka okruchów z pańskich stołów,
a ćwierka tak jak za delicje,
gotów ich szukać na dnie dołu.

© Elżbieta Żukrowska 28.12.2016.
fot. z internetu

OSTATNI MARGINES ŻYCIA




Ostatni margines życie

Dałeś nadzieję - niczym... ochłap...
Aż zasmucona przystanęłam.
Dlaczego - pytam, właściwie szepczę.
Czuję się tym upokorzona.

Przecież odszedłeś w czas miniony,
a teraz tylko drobne słowa
kartką papieru ograniczone...
Po co udajesz, żeś miłował?

Pamięć jak iskra, jak początek,
ale i koniec ostateczny.
Dowód, że życie wypełnione,
że czas dla uczuć nie jest wieczny!

Ugina mnie ten smutny ciężar,
tli się maleńki żar w pamięci.
Lecz to minęło, wieczór stężał,
ciemność jest wokół. Mnie - nie nęci.

I w drobnych płatkach zapomnienia
chciałabym ukryć cień zadumy,
nie zdradzić tęsknot i nadziei,
którymi upokarzać umiesz...

© Elżbieta Żukrowska 28.12.2016.
fot. z internetu

wtorek, 27 grudnia 2016

UCIECZKA W MARZENIA




Ucieczka w marzenia

Dziękuję ci za dni słoneczne
chociaż za oknem wicher z deszczem
dziękuję za świąteczny nastrój
za wiarę że chcę kochać jeszcze

Dziękuję za te pukle marzeń
za świat radosny i bez drinków
za to że czas swój dałeś w darze
i nie szczędziłeś kwiatów kilku

Przyjdą anioły mnie utulić
szeptem śpiewając kołysanki
w sennych obrazach wrócą do mnie
wiosenne trele i sasanki

© Elżbieta Żukrowska 27.12.2016.
fot. z internetu

CZY PAMIĘTASZ...




Czy pamiętasz...

Patrz - już po świętach!
Dopijam sama senną kawę
- mam jej tu przecież cały dzbanek.
A niebem lecą czarne ptaki,
marzną im skrzydła w taki ranek...

Już po świętach...
Jeszcze została mi zaduma,
blisko mi wciąż do nieobecnych,
nikt tamtych dni tu nie zatrzymał,
w radosnym trwaniu nie jest wieczny...

Nadal migocą małe lampki,
blaski się kładą na bombeczkach,
okno, niestety, szkli się deszczem,
tymczasem szukam ciepła w świeczkach.

Nie było śniegu, ale przecież
nie pierwszy raz deszczowe święta,
nie pierwszy raz tęskność z zadumą
i szereg pytań "Czy pamiętasz?".

© Elżbieta Żukrowska 26.12.2016.
fot. z internetu

poniedziałek, 26 grudnia 2016

ZABRAKŁO SŁOŃCA



Zabrakło słońca

Białe prześwity korytarzy
jaskrawe światła w każdej sali
bunt co się z miłością nie kojarzy
a przecież miłość właśnie kwili

Uwięziona przed samą sobą
zamknięta w tej krzyczącej bieli
a jednak znowu nie pamięta
po co i skąd się tutaj wzięła

Jedno pragnienie CHCĘ DO DOMU
którego nie potrafi szepnąć
jak ból rozpiera ją od środka
od niego zdaje się już ślepnąć

Cóż że rodziny ciepłe dłonie
irytacja wspina się na wyżyny
i krzyk rodzi się w tej przestrzeni
za wszystko swych najbliższych wini

DOM kilka ścian i bezpieczeństwo
znajomy zapach światło ciepło
dobry łyk kawy po obiedzie
nadzieja że już dalej łatwo...

© Elżbieta Żukrowska 26.12.2016.
fot. z internetu

niedziela, 25 grudnia 2016

PRZY CHOINCE, PRZY OPŁATKU




Przy choince, przy opłatku

Zatroskanie zostało poza światłem choinki.
Tu i teraz jest pełno miłości, dobroci.
Uśmiech zagościł na twarzy dziewczynki,
na wszystkich twarzach dorosłych i dzieci.

I nie chodzi o uśmiech ledwie powierzchowny!
Ale o to by serce radością płonęło.
Tak wielką, że można darować bliźniemu,
niech lśni soczystym pięknem, jakby było perłą.

Magia świąt. Nie wszyscy w to wierzą, ufają.
Ale ciągle jest w sercach na miłość otwartych,
które mają w sobie i czułość, i dobro,
które wiedzą ile te uczucia warte!

© Elżbieta Żukrowska 25.12.2016.
fot. z internetu

sobota, 24 grudnia 2016

WIGILIJNY CZAS




Wigilijny czas

Chwilami zmęczenie przymyka mi oczy.
Błoga cisza tak słodka dla uszu!
Dróżką myśli wspomnienie już kroczy...
Dom rodzinny - stół z bielą obrusów...

Uśmiech taty pod małym wąsikiem,
zatroskanie jest w oczach mateczki...
Zapach jodły, makowca z piernikiem,
nastrój tworzą płonące już świeczki...

Sześć aniołków w sukienkach z bibułki,
jeden łańcuch ja sama zrobiłam!
Tuzin bombek jest sprzed drugiej wojny.
Złota gwiazda na czubku zalśniła.

Dziś na choince są sztuczne światełka,
nie ma cacek ręcznie robionych,
renifery mkną po igiełkach...

Tylko o północy jednako brzmią dzwony.

© Elżbieta Żukrowska 24.12.2016.
fot. z internetu

MAGIA ŚWIĄT (opowiadanie)





Magia świąt
(opowiadanie)

Twierdzisz, że święta ci nie pasują. Że osławiona "magia świąt" to bzdura, pusty frazes. Że dzisiejsze święta to nawet farsa... Wujek ze stryjkiem pokłócą się o politykę, ciocie będą siedziały z nosem w ekranie telewizora, dzieci zabunkrują się przed komputerami... A ty, boś gospodyni, będziesz tylko donosić potrawy na stół, zbierać brudne naczynia i podawać czyste. A tak chętnie poleżałabyś z książką w ręku... W ciszy. Najlepiej sama. W takim świętowaniu nie widzisz żadnej magii. Narobiłaś się przed świętami jak wół, musiałaś o wszystko sama zadbać i w większości sama zrobić... Dalej nie przyuczasz dzieci do pomocy, bo sama zrobisz szybciej, nie będziesz tłumaczyć i pokazywać, jak się co robi. Od męża też coraz mniej wymagasz, bo nie lubisz jego gadek umoralniających, licho cię bierze na źle zrobione zakupy (mimo kartki z listą!) i te późne powroty do domu (znów po piwie!). Gdy przychodzi wieczór wigilijny jesteś tak zmęczona, że już nic cię nie jest w stanie ucieszyć. Dom wprawdzie błyszczy - ale jakim kosztem! Jedzenia jest dostatek, prawie wszystko się udało, ale... Zawzinasz się, że na drugi raz kupisz wszystko gotowe i nie będziesz się przejmować. Przebierasz się (z niechęcią) do kolacji, w lustrze widzisz się podstarzałą o następne wyszykowane święta. I gdzie jest to MAGIA ? No gdzie? Jak masz dzielić się za chwilę opłatkiem, skoro w sercu jest tylko gorycz? Przełamujesz się z największym trudem...

Po kolacji otwieracie prezenty.
Syn osobiście zrobił ci album na zdjęcia i w połowie już go zapełnił... Od córeczki dostałaś szalik, który samodzielnie zrobiła na drutach... Masz łzy w oczach, bo takiego zaangażowania się nie spodziewałaś! A mąż? Patrząc ci w oczy wyznaje, że cię kocha i że dla niego jesteś najpiękniejsza. Właśnie wykupił ci tydzień odpoczynku w spa... Tego nie zgasi nawet kąśliwa uwaga ciotki ani lekceważące spojrzenie stryja Leona... Zatem MAGIA działa. Mimo wszystko.

Teściowa uśmiecha się z głębi kanapy i mówi, że nikt nie umie przygotować świąt tak jak ty...

© Elżbieta Żukrowska 24.12.2016.

piątek, 23 grudnia 2016

MARZENIA NIE TYLKO Z OKAZJI ŚWIĄT




Marzenia nie tylko z okazji świąt

Mam bardzo skromne, świąteczne, a przecie
chodzi tylko o to, by pokończyć wojny,
by dzieci miały uśmiech w bezpiecznym już świecie,
by los ich był piękny i wreszcie spokojny.

By domy postawione mogły stać wiekami,
bez bomb, kataklizmów i brutalnej śmierci,
by dzieci nie ginęły w pyle pod gruzami,
a mogły się bawić i śmiać najgoręcej.

By nie głodowały, nie znały pragnienia.
Przecież ktoś się bogaci na tych wszystkich wojnach.
Ktoś, kto już dawno wyzbył się sumienia,
a nędzy dzieciaków sam nie ma za podłość.

Boleję, że te marzenia takie nierealne,
że ciągle ważniejsze władza i pieniądze,
że najmłodszych dotyka życie ekstremalne,
bo rządzący światem własne sycą żądze.

© Elżbieta Żukrowska 23.12.2016.
fot. Demoty.pl

ŻYCIE NA GORĄCO





Życie na gorąco

Wstał cudowny ranek magią świąt owiany!
Jeszcze mam chwileczkę na kawę i myśli.
Mam czas, by w swej głowie dopracować plany:
co pierwsze zrobię - to staram się uściślić.

Lecz myśl, że mam wybór - jest tu najważniejsza.
Niczego nie muszę - jeśli chcę - to mogę!
Oceniam co ważne, a co takie sobie,
stosownie do tego - spokojniutko zrobię.

Dziś wiem, że pośpiech bywa złym doradcą.
A to odnosi się też do przygotowań.
Każda praca z uśmiechem wydaje się gładszą,
a ten uśmiech także na święta zachowam.

© Elżbieta Żukrowska 23.12.2016.
fot. z internetu

czwartek, 22 grudnia 2016

MUFFINKI, BEZY I MAKOWCE




Muffinki, bezy i makowce

Moja kochana - bez pośpiechu!
Pieczenie ciasta wymaga skupienia.
Uważnie przestudiuję przepis,
składników lepiej nie zamieniać.

Później układam w kolejności,
w jakiej do miski będę wkładać.
Upewniam się, czy wszystkiego dosyć,
teraz o blaszkę mogę zadbać.

Wykładam ją papierem,
albo smaruję, posypuję
i mogę już piekarnik włączyć,
niech mały ogień w nim buzuje.

A teraz robię wreszcie ciasto,
podglądam przy tym często przepis.
Trzymając minę dosyć dziarską
na wynik już się mogę cieszyć.

© Elżbieta Żukrowska 22.12.2016.
fot. z internetu

MANDARYNKI I WSPOMNIENIA




Mandarynki i wspomnienia

Któż z tobą jeszcze będzie tańczyć, miły,
gdy twą ukochaną z nagła boli głowa,
złośliwe oczy już ją zniechęciły,
i - przestraszona - przed ludźmi się chowa...

Nie oczekuję, że mnie sam zaprosisz,
walc skończył się dawno, zapomniałam brzmienia.
I chociaż głowę wysoko znów nosisz,
jesteś samotny, jakbyś nie miał cienia...

Ja? Tylko zjadam małe mandarynki,
sycę się wonią jak naszą melodią...
Tamci muzycy już dawno umilkli,
trawy szept niosą,wspomnienia znów mrowią...

© Elżbieta Żukrowska 22.12.2016.
fot. wlasne

środa, 21 grudnia 2016

DWA BAŁWANY




Dwa bałwany

To była zima, były święta.
Zaspy ze śniegu - Boże drogi!
Ale dlatego ją pamiętam!
Pod białym puchem całe głogi!

Wieczór od śniegu był dość jasny.
Z kieliszkiem wina w oknie stałam.
To nie do wiary co spostrzegłam!
Nawet na chwilę oniemiałam!

A na podwórku dwa bałwany
właśnie z butelki się raczyły
i głośne "Gloria" odśpiewały,
później na zmianę znów wypiły.

Stałam w tym oknie wmurowana,
a w głowie mi się aż kręciło!
Jeden miał szalik od sąsiada,
a drugi gębę bliską, miłą...

Musiałam poprzecierać oczy,
dolałam sobie jeszcze wina.
Ależ się wcale nie myliłam -
ten drugi to był mój chłopczyna...

© Elżbieta Żukrowska 21.12.2016.
gif z internetu

PRZYPALANIE NIE TYLKO WODY (żartując)




Przypalanie nie tylko wody (żartując)

Zanim dla świata nos wystawię -
jeszcze przeczytam wierszy kilka
i długo przy tym nie zabawię,
bo obowiązek w głowie tyka.

Mnie tu nerwacji nie potrzeba,
raczej skupienia i uwagi,
w przepisach lepiej nic nie zmieniać,
a wyjdą mięsa i pierogi.

Ciasta, pasztety i gęsina,
kulebiak oraz tatar z pstrąga.
Wszystko się uda znakomicie,
choć przepowiednia jest złowroga!

Bo ktoś mi mówi, że nie wierzy
w moje zdolności kulinarne.
Lecz ja się staram! Słowo daję!
I nic nie może iść na marne!

© Elżbieta Żukrowska 21.12.2016.
fot. z internetu

wtorek, 20 grudnia 2016

W PRZEDEDNIU ŚWIĄT (żartując)



W przededniu świąt (żartując)

Jestem w kłopocie - ten los jest srogi,
bo albo wiersze, albo... pierogi,
nie ma poczekaj i nie ma zmiłuj,
choć chcę do przodu - coś mnie do tyłu!

I albo wiersze, albo szczupaki,
karp po żydowsku (może dla draki?),
wędzone pstrągi oraz pasztecik -
z dorsza, selera potrafię sklecić...

A - jasna sprawa - wierszy brakuje!
I choć fantazję już w sobie czuję,
to zamiast pisać - w kuchni wciąż siedzę
i już szykuję rolmopsy, śledzie.

Następnie wkraczam w słodki świat ciasta!
Makowce, sernik z dodatkiem masła,
tiramisu (ach!) podlane amaretto,
sękacz z Podlasia - i już jest święto!

Na szczęście w głowie roją się słowa,
w wiersze je włożę - płyną jak woda!

© Elżbieta Żukrowska 20.12. 2016.
fot. z internetu

DO ROBOTY!





Do roboty!

Dziś wierszy nie ma w mojej głowie.
Ogarniam ten czas przedświąteczny.
I byle do świąt jakoś dobiec...
przy tym ważnego nic nie prześnić...

Okna, firany i podłogi...
Choinka czerwona od bombek!
Pająki pochowały nogi,
ozdoby ustawione w rządek.

Jeszcze po głowie myśl się plącze
na temat worka Mikołaja:
czy zdąży ten ostatni zakup...
To frajda by była niemała!

Miejsca w lodówce już brakuje,
a zamrażalnik w szwach aż pęka!
W głowie pomysły dojrzewają
i nie oszczędzam na swych rękach...

Nic nie za dużo! Wszystko trzeba!
I ta cudowna mnogość potraw!
Nawet upiekę bochen chleba -
przecież nie jestem taka wątła!

Później za stołem dumna siądę,
nic, że kręgosłup, ręce, nogi...
Oko mi błyszczeć będzie szczęściem,
gdy się zapatrzę na mych drogich!

© Elżbieta Żukrowska 19.12.2016.
fot. własne

poniedziałek, 19 grudnia 2016

W ZAPOMNIANYCH ALEJKACH




W zapomnianych alejach

Jest wiatr, który zamiast ciebie całuje...
Nie znałam tego wcześniej, nie wiedziałam.
A teraz sprawdzam - bo coś jednak psuje
szlaki, nad którymi uczucia spisałam.

Przypominam sobie, jak było, jak trwało,
gdy razem, gdy wspólnie, tacy nierozłączni.
Lecz nic nie pomogło, ochronić nie chciało,
nie ocaliło uczuć najbardziej gorących...

Rozplątałam przędziwo - barwne sznurki wzruszeń,
łez emocje kapały, powiał wiatr żałosny...
Darmo czekać, że deszcz przyschłe zło wypłucze,
czas, jak zawsze dla mnie, dalej bezlitosny!

© Elżbieta Żukrowska 15.12.2016.
fot. z internetu

niedziela, 18 grudnia 2016

MGŁA



mgła

wracam z odległych stron
codzienny pośpiech był mi towarzyszem
wracam mimo mgieł i złudzeń
nagromadzonych złych podszeptów
jeszcze raz odgruzowuję wejście do raju
przywołuję wizję odległych czułości
a później płacząc bezgłośnie sączę białe wino
żadna łza nie zmieni się w złotą rybkę
czego mi bardziej żal - siebie czy tego
że nic się już nie powtórzy

© Elżbieta Żukrowska 18.12.2016
fot. z internetu

POWROTY...




Powroty...

Byłam i patrzyłam - aż kręci się w głowie
złe wiadomości czepliwe jak rzepy
i choć zbiór doświadczeń - żadne nie podpowie
co dalej co teraz uczynić najlepiej

Wydaje się nawet - daremne wysiłki
zbyt wiele zależy od stanu chorego
lekarze mijają dla czegoś jak milczki
boją się wyrzec słowa czysto czczego

Skotłowana pościel chora niespokojna
jak się troszczyć łagodzić nastroje co rano
nie ma świadomości i trwa ciągła wojna
o posiłek o masaż spokój o... nią samą

© Elżbieta Żukrowska 18.12.2016.
fot. z internetu

czwartek, 15 grudnia 2016

JAK TO Z PIERNIKIEM BYŁO...

Piernik? - Najważniejszym składnikiem są starannie dobrane przyprawy korzenne: imbir, cynamon, kardamon, goździki, gałka muszkatołowa, ziele angielskie i pieprz. Od idealnie skomponowanej mieszanki przypraw zależy to, czy piernik będzie udany.



Jak to z piernikiem było...

Szukałam przypraw do piernika -
wywiało, nie ma w żadnym sklepie.
Fatalnie! - jak urodziny bez kielicha,
więc muszę zrobić - mam zacięcie!

Już poszukałam w internecie:
szczęśliwie mam wszystkie składniki,
cynamon, imbir i kardamon,
ziele angielskie i goździki.

Jest jeszcze imbir, pieprz i anyż,
suszona skórka cytrynowa,
podobnie z pięknej pomarańczy
oraz gałeczka muszkatołowa...

Kiedy to w młynku na pył zetrę
kakao dodam dla ozdoby,
a do misy miodu sporo wleję
i wsypię trochę proszku sody...

Jest mąka, masło obok mleka
i już zabieram się za ciasto.
Dzisiaj bez jaj robię, nie zwlekam,
niech pachnie w domu "na bogato"!

© Elżbieta Żukrowska 15.12.2016.
fot.własna

NA PROGU ŚWIĄT




Na progu świąt

Chowam się za obowiązki jak za zwartą ścianę...
Coraz trudniej posiać świąteczną cynfolię.
Zrobić nie tylko konieczne, ale jeszcze pianę
i magię świąt przywrócić z komety ogonem!

Z białymi aniołami na srebrnej gałązce choinki
i czarem bombek czerwonych, wesołych światełek.
Niech się snuje cynamonu zapach oraz mandarynki,
smak piernika i maku wśród świątecznych mgiełek.

Takie piękne święta...! Z górą prezentów, słodyczy,
gdzie oczy roześmiane, wspomnień grad radosny,
obok atrybutów wigilii i świątecznych życzeń;
i jeszcze kolędy śpiewane ciepło, a czasem podniośle...

A ja się chowam... Jakbym nie mogła wykrzesać
tej koniecznej magii, by dom przyozdobić,
natchnąć bliskich świątecznie, emocje pomieszać,
tradycje przypomnieć, stare z nowym spowić.

© Elżbieta Żukrowska 15.12.2016.
fot. własne

wtorek, 13 grudnia 2016

PRAWIE ŚWIĘTA




Prawie święta (na roboczo)

Firanki wybielone proszkiem do pieczenia i okna pomyte.
Dywany na trzepakach wietrzą niemal wszyscy.
Mole spożywcze poznikały z szafek
przy pomocy octu i laurowych liści.

Na półkach luźniej, bo część garderoby
właśnie już wczoraj skończyła w śmietniku.
A w wielu domach sztuczna choinka
pyszni się ustrojona w światełka - bez liku!

I tak święta wchodzą do domu oknami,
pachnącym czystością każdym pomieszczeniem,
lśnieniem wesołych ozdób oraz nadziejami
na prezent szczególny pod zielonym drzewkiem.

Cóż, że strudzone ręce, każdy mięsień boli,
konto uszczuplone, by dać najwięcej radości.
Po świętach podopina się wszystko powoli,
a nastrój we wspomnieniach będzie długo gościł.

© Elżbieta Żukrowska 13.12.2016.
fot. z internetu

ZNÓW PATRZĘ ZA SIEBIE




Znów patrzę za siebie

Szuwary stopą nietknięte, wiatrem kołysane...
I tętniące wspomnienia tak wierne nad brzegiem, 
czasem pod liściem łopianu schowane, 
a zimą na mrozie - pod kożuchem śniegu.

Wracając nad rzekę, do domu, do siebie,
nie zapominam, że mam ledwie śnienia,
wspomnienia utkane na błękitnym niebie.
Gdzie nawet wiatr z tęsknoty na chwilę oniemiał...

Te strzępki tęsknoty wiszą nad leniwą tonią,
czekają, że je pozbieram niczym pajęczynę,
odtworzę wizję, tę dawną, omgloną,
a z nią znów łodzią, jak dawniej, popłynę.

© Elżbieta Żukrowska 13.12.2016.
Hanna Moczydłowska-Wilińska - Odnoga Narwi 2007

poniedziałek, 12 grudnia 2016

DESZCZ BEZ KOŃCA


Deszcz bez końca

Trzeźwieję pod ulewnym deszczem
gdy porywisty wiatr szarpie płaszczem
droga westchnień wciąż pełna złych wizji
nie ma słów jadowitych są myśli pełne żaru
może dobrze że deszcz chłodzi plądruje
wpada w zakamarki nierealnych obrazów
pustoszy miejsca zadbane teraz zbędne
Chłodnieje gorąca głowa czas na ukojenie
na spotkanie z trzeźwym osądem
w trzepocie białych skrzydeł
nikt w głos nie zawoła
a na tle czarnych - brama kolorowa
wejście dla wiernych w ciszy czekających
I ten deszcz deszcz bez końca

© Elżbieta Żukrowska 12.12.2016.
fot. z internetu

niedziela, 11 grudnia 2016

* * * (W swojej chorobie...)




   *   *   *

W swojej chorobie
nie potrzebujesz mnie odrzucasz
szybujące myśli spadają na podłogę
są ranne sponiewierane
rozmazane straszne przykre
W tym wcieleniu nie dotknęłaś nieba
a prawda tylko w połowie jest rzeczywista
Zaś ja nie nauczyłam się właściwego szeptu
za mało niosłam czułości
i wykluły się umęczone myśli
nie akceptujące mnie blisko
Uśmiechasz się do innych
Drażni cię moje obecność
Oddychasz z ulgą kiedy wreszcie wychodzę

© Elżbieta Żukrowska 11.12.2016.
fot. własna

sobota, 10 grudnia 2016

TYLKO PATRZĘ - Z BÓLEM SERCA




Tylko patrzę - z bólem serca

Powolne
przenikanie do innego świata:
obłożnie chorych,
wyrwanych ze swojego gniazda,
cierpiących w milczeniu
lub
wyrażających swoją wściekłość
gestem i mimiką.
Jakże boli...
Jakże gorzka prawda!
Serce skowyczy, a ręce bezradne!
I znów nic, NIC uczynić nie można...
Za co taka kara?
Czemu ta niemożność??
Jeszcze nie okrzepłam,
szarpię się, przeżywam nocami,
nieupilnowane łzy wyłamują zamki.
Czasem pozrywane wszystkie tamy,
czasem błysną świadomości ułamki...
I znów nic.
Noc i mrok. Mgła.

© Elżbieta Żukrowska 10.12.2016.
fot.z internetu

piątek, 9 grudnia 2016

ROZPACZ




Rozpacz

Kiedy serce łka, a dusza się żali...
Świat wokół bezduszny, obcy, nawet wrogi...
Oddech jest spazmatyczny,
puls oszalały z trwogi...
Jest muzyka...
Jest?
Trzy obce akordy, niespójne, zgrzytające...
jak początek wojny.
I... nagła nawałnica!
Szloch zagłusza wszystko!
Graj!
Ale muzyk nie gra... Przestał być artystą...

© Elżbieta Żukrowska 9.12.2016.
film z YouTube

KŁĘBOWISKO PONURYCH MYŚLI



Kłębowisko ponurych myśli

Został wiatr w oczy
czasem deszcz ze śniegiem
i nieprzyjemnych myśli zwitek ciasny
nie było dla mnie kwiatu paproci
i szczęścia bzy mi też nie przyniosły

Został kąt zimny
pełen problemów
w tym też choroby gdy ból poniewiera
i choć często patrzę na twarz kochaną
bezradność szarpie nadzieję odbiera

Myśli uparte
krnąbrne a czepliwe
nie ustępują trwają jak na warcie
cóż że innej drogi teraz próbuję
w marazm popadam całkiem otwarcie

© Elżbieta Żukrowska 9.12.2016.
fot. z internetu

czwartek, 8 grudnia 2016

PRZYCZYNEK DO WALKI Z BEZRADNOŚCIĄ




Przyczynek do walki z bezradnością

Czasem szczęśliwe wiadomości pukają do okna
- jak zakochane gołębie nic że trochę mokną

same stają się słońcem i to one grzeją
gdy niosą na swych skrzydłach ufność wraz z nadzieją

Powtarzając że wierzę że mam zaufanie
sama przyspieszam chwilę kiedy TO się stanie

natomiast brak ufności chwieje filarami
odsuwa w przyszłość chwilę oznajmioną snami

Szukam złotego środka chcę wierzyć w spełnienie
lecz wyraźne przesłanki niosą zaprzeczenie

tak łatwo się poddaję nie czyniąc wysiłku
by odrzucić bezradność na pożarcie wilkom

© Elżbieta Żukrowska 8.12.2016.
Hanna Moczydłowska-Wilińska - Oczekiwanie 2006

środa, 7 grudnia 2016

SIEDEM DĘBÓW

/warsztat - z siódemką/

Siedem dębów

Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami,
żył wielki pan w zamku z siedmioma wieżami.
Piękna żona (jedna) siedmiu synów dała
i za każdego w podzięce pierścień otrzymała.
Nad wychowaniem młodych wielu się trudziło,
wzrastali kolejno zalet swych nie kryjąc.

Najstarszy był mądry, szczery, solidarny,
posłuszny wychowawcom, rodzinie lojalny.
Nie szastał pieniędzmi, rodziców szanował,
potrzebującym pomoc szczodrą oferował.

Drugi stateczny i poważny, uczony i spokojny,
a przy tym z braci najbardziej przystojny,
choć robił wrażenie wśród swych koleżanek,
postanowił, że serca żadnej z nich nie złamie.

Trzeci syn - to radość, którą wokół tryskał,
zarażał nią wszystkich - tak przyjaciół zyskał.
Do tego pracowity i bardzo uczciwy,
był na piękno natury ogromnie wrażliwy.

Czwarty młodzian - skóra zdjęta z rodziciela,
w swej skromności w ojca charakter się wcielał.
Spokojny a ambitny, bardzo pracowity,
niestety miał i wadę - bo był chorowity.

Piąty syn choć udawał jakby lekkoducha,
miał gołębie serce i uważnie słuchał.
Umiał poratować, dłoń pomocną podał
i na to czasu innym nigdy nie żałował.

Syn szósty wśród braci orłem był prawdziwie!
Przodował w uczciwości i serce miał tkliwe.
Pracowity, zaradny, hojny i wrażliwy,
był też bardzo odważny oraz dociekliwy.

Wreszcie siódmy syn - dziecko szczęścia -
tak o nim mówiono. I choć miał lat dwadzieścia
dziecko w nim chroniono - uśmiechnięte, szczęśliwe,
zawsze ufające, a nigdy nie chciwe.

Puenta być powinna... Rodzina szczęśliwa,
gdzie siedmiu synów z ojcem ramię w ramię bywa.
Mądrzy i układni, przy tym wykształceni,
są dumą rodziców i nadzieją Ziemi.
Lecz cóż z tym najmłodszym? Ciągle niedorosłym?
Los się... zapomniał i stał się tu wyraźnie psotny?
Nieprawda! Takie dziecię chować nie najprościej,
lecz to żywy podręcznik nauki miłości.

© Elżbieta Żukrowska 7.12.2016.
fot. z internetu

poniedziałek, 5 grudnia 2016

ASYSTENTKA




/warsztat - związki frazeologiczne/

Asystentka

Miała kocie oczy oraz gęsią skórkę,
była prawą ręką, słono kosztowała!
Cóż że często przy niej było mu pod górkę,
kiedy to dla niego perliście się śmiała!

Choć nie ranny ptaszek - złote serce miała,
przy tym pilnowała każdej ważnej sprawy.
A w razie potrzeby i głowę łamała,
pracowała na serio - nigdy dla zabawy.

Dla niej nigdy nie miał węża w swej kieszeni,
często za to była języczkiem u wagi,
bo i jej fachowość bardzo sobie cenił,
dzięki niej wypłynął na szerokie wody!

© Elżbieta Żukrowska 5.12.2016.
fot. z internetu


SZUKAJĄC GUZA




/warsztat - związki frazeologiczne/

Szukając guza

Nikt mnie nie przekona, że czarne to czarne,
zresztą w ciemnościach i tak nic nie widać!
A pięty, proszę pana, to obie mam marne
i po co tak zaraz Achillesa wzywać?

Nie traktuję serio walki z wiatrakami,
ale czemuś zbyt często mam kielich goryczy,
ręce opadają - mówiąc między nami -
a tych kłód pod nogi nikt już nie policzy!

Kiedyś chwytałam wiatr we wszystkie żagle,
skóry na niedźwiedziu nigdy nie dzieliłam.
A i oczy innym mydliłam dość marnie,
bo zapominałam języka. Dziś...  ręce umywam.

Tak się porobiło, że aż pluję w brodę...
Nieprzespane mam noce, zaś rachunek słony.
Nadaremnie teraz łamię sobie głowę:
jak jest ptasi móżdżek - plecie się androny...!

© Elżbieta Żukrowska 5.12.2016.
fot. z internetu


PRZYCHODZISZ I ZNIKASZ


Przychodzisz i znikasz

Przychodzisz jak wicher i dalej gdzieś fruniesz
obiecujesz przygarniasz zostawiasz uśmiechy
a z takich obietnic nic się nie zbuduje
rozmyte nad wodą nie odpowie echo

Co cię tak ściga gdzie śpieszysz czego poszukujesz
czym wciąż jest zajęta twa głowa twe myśli
czy nadal masz wizje i ciągle planujesz
wybierasz na oślep czym teraz zabłyśniesz

A ja tu czekam cicho niespełniona
na cud twych powrotów ramion i miłości
znajduję nad ranem spojrzenie z ikony
a czuję się winna i grzeszna do kości

© Elżbieta Żukrowska 4.12.2016.
Fot. z internetu

niedziela, 4 grudnia 2016

* * * (Majowy czas...)




   *   *   *

Majowy czas niesfornych białych bzów!
Albo czerwiec z odurzającym zapachem jaśminu...
I lato upalne, swawolne od słów
o uczuć potędze w miłości krainie...

A później już jesień zrudziała a piękna,
jednak bez gorących, namiętnych porywów,
zgubiła pożądanie, we wrzosach uklękła,
lecz wcale nie szuka natchnienia dla zrywów.

Wreszcie śnieżny pył zimy! Uwodzenie bielą!
Szaleństwo na nartach, na łyżwach i sankach!
A miłość zmrożona, na nic nie ma siły. Jest niema!
A taka w zasadzie niewiele jest warta...

© Elżbieta Żukrowska 4.12.2016.
Hanna Moczydłowska-Wilińska - Okno (2009)

sobota, 3 grudnia 2016

TAKI ARTYSTA-ZAWODOWIEC




Taki artysta-zawodowiec

Pisywał do niej nieomal od świtu
wyznania czułe i najśliczniejsze.
Podobno była już jego życiem,
to z nią powiązał co najważniejsze.

Lecz zgasły ognie po jakimś czasie,
jakby niedobry sen się wypełnił.
Pokazał inną twarz w całej krasie,
wszystko w myśl starej przepowiedni.

Lecz zanim odszedł - wyczyścił konto,
upłynnił skromne złote precjoza,
a ona wzięła pożyczkę piątą,
bo taki wzniecił w niej uczuć pożar...

Teraz jest sama w dość pustych ścianach,
trwa z bólem głowy i kredytami...
Musi pracować na dwa etaty,
by się - kiedyś tam - uporać z problemami.

© Elżbieta Żukrowska 3.12.2016.
fot. Art.graphiK

* * * (Kartka jest...)




   *   *   *

Kartka jest pusta. Myśli niewesołe.
Tu nie ma teraz miejsca na wiersz!
Ze smutku rytmu dziś nie wykroję.
Jest otępienie - pal je sześć!

© Elżbieta Żukrowska 3.12.2016.
Hanna Moczydłowska-Wilińska - Konary - 2012

Z BOKU...




Z boku...
(nie do końca to jest wiersz)

W ostrym zimowym słońcu osłaniałaś oczy rondem kapelusza,
ale i tak raził cię blask odbity od skrzącego się śniegu.
Było zimno. Ten fakt nigdy nie zatrzymywał cię w domu,
bo żądna nowych wrażeń, zimowych pejzaży,
wędrowałaś skrajem parku albo po spokojnych ulicach.
I znajdowałaś coś ciekawego, co prosiło się o namalowanie.
Nie sposób było wszystko uwiecznić w obrazach!
Widziane piękno rozrastało się w tobie, by kiedyś wydać owoce...
Malowałaś wtedy cienie na śniegu, grę świateł i swój podziw dla natury.

Zastanawiam się - kiedy do tego wrócisz...

© Elżbieta Żukrowska 3.12.2016.
Hanna Moczydłowska-Wilińska - Rusałka (2005)

piątek, 2 grudnia 2016

ROZMYŚLANIA PRZED SNEM




Rozmyślania przed snem

Nie umiem od siebie odsunąć przykrości,
rozmyślam, jakbym zaglądała w duszę.
Boli. Nawet gdy zamykam mocno oczy.
Bardzo boli. A tłumaczyć się z tego nie chcę i nie muszę.

Zatrzymuję w głębi wszystkie gorzkie myśli,
oglądam z każdej strony nieomal pod światło.
Nowego nie odkryję, nie będę kaprysić.
Smutno. Smętnie. Bezradnie. I nie jest z tym łatwo.

Nie odkrywam zmian w kolejnych dniach,
bo każdy - choć nowy - ale nasiąknięty starym.
Strzepnąć bym to chciała, nie czytać półprawd.
Odizolować się. A nawet niektóre mosty... spalić.

© Elżbieta Żukrowska 1.12.2016.
fot. Art.graphiK