sobota, 17 sierpnia 2019

GNIAZDKO /czyli dwa w jednym/




Gniazdko
/czyli dwa w jednym/

- Przykręć to gniazdko, kochany tata.
Ono całkiem ze ściany "wylata".
- Mówi się "wylatuje" lub lepiej "wypada".
Daj mi dziś święty spokój i więcej nie gadaj!
- Ale to już szmat czasu, tatusiu kochany!
- Sport oglądam właśnie, więc nie bądź gałganem!

Długo tak trwało. A teraz gdy goście
tato leci do kuchni, może coś wymości...
Lecz mamie przeszkadza - bo ona pitrasi.
Musi ze wszystkim zdążyć, nawet pożar zgasić!
Tato zdenerwowany, bo śrubeczkę zgubił,
mama zaś ze śmietany tworzy strugi długie...

Źle będzie. Bo też fatalnie wszystko jest odkładać.
Tego "na potem" nawet nie ma jak zagadać.
nic nie wychodzi dobrze, a i drugim szkodzi.
Cóż? Sport był ważniejszy - oglądał go co dzień.
Teraz goście do domu, a choć gniazdek dużo
- to jedno najważniejsze. Inne źle tu służą.
Mama zdenerwowana, zaś syn od ojca się uczy
jak swojej żonie później, kiedyś tam, dokuczyć.

© Elżbieta Żukrowska 16.08.2019 r.
fot. salon24

piątek, 16 sierpnia 2019

JESTEŚ




Jesteś

Jesteś w tym wierszu, w każdym słowie,
które wyszeptały spierzchnięte usta.
Jesteś w tym zmierzchu, który w zmowie
z nocą gładkie wody zamienił w lustra.
I jesteś w pianie, którą niosą
na cichą plażę morskie słone bryzgi.
A nade wszystko w sercu jesteś.
Moim. Na czas obecny i czas przyszły.

© Elżbieta Żukrowska 15.08.2019 r.
fot. własna

środa, 14 sierpnia 2019

SPACER Z MARZENIEM



Spacer z marzeniem

Kiedy nastroszysz swoje piórka
dojdziesz do ładu nawet ze mną
ustroję cię w nowy kapelusz
pójdziemy spotkać nockę ciemną

Najpierw na spacer przy ratuszu
a później rajd wokół jeziora
lubię gdy kipisz animuszem
i idziesz obok mnie wesoła

Już słychać echo naszych kroków
buty stukają dla zachęty
księżyc namawia aby z mroku
sen się wychylił uśmiechnięty

Otoczę ciebie mocną ręką
podtrzymam gdybyś się potknęła
masz minkę taką słodziusieńką
drżę abyś gdzieś mi nie zniknęła

Dziś ucałuję twoje oczy
czubeczki palców pasmo włosów
jutro po skroni niech się toczy
szept - jak miłosny cichy poszum

© Elżbieta Żukrowska 14.08.2019 r.
fot. własne



poniedziałek, 12 sierpnia 2019

POLOWANIE




Polowanie 

Łobuziak mały - pchła nieznośna!
Mówiłam jej, by sobie poszła.
Ale się wcale nie słuchała
- ze mną została...

Lecz gdzie mnie gryzła - milczeć muszę,
godząc się nawet na katusze!
A ostre ząbki ma maleństwo!
Co za szaleństwo!

Mam tajne miejsca, nie nazwane,
jednak swędzenie podejrzane!
Cóż z pchełką zrobić? Nie ma rady!
- czas jej zagłady!

Pośpiech wskazany przy łapaniu,
więc taką akcję dobrze planuj.
Dlatego uzbrojona w lampę
zaraz ją stłamszę!

Złapałam, trzymam, pora śmierci!
Ale ta mała coś się wierci!
I wyskoczyła chyżo oknem
- niech sobie moknie!

© Elżbieta Żukrowska 12.08.2019 r.
fot. Wikiźródła

MINIATURKI PISANE NA DOBRANOC




Miniaturki pisane na dobranoc

Zrudziałym trawom szepnę - koniec
już rosa nie chce ze snu budzić
skruszyły się zżółkły ostanie
zabrakło im ożywczej strugi

Więc może tylko na dobranoc
dziś ucałuję mak ostatni
skąd tyle mocy że czerwony
czy zdoła wyprowadzić z matni

Ognik wesoły jasny płomyk
taki kochany i znajomy...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~  

Nie będzie wierszyka dzisiaj na dobranoc...
Zapomniałam chyba, jak się wiersze pisze.
Może cię przytulę i lekko pomiziam?
Sen przypłynie łodzią i cię ukołysze...

~~~~~~~~~~~~  

I oto dzień się kończy -
kroplą miłości, pożądania...
Spać już czy nie spać?
Może rozpalić w sercu ognisko?
Może zaglądać ukochanej w oczy?
Anioł tak westchnął.
Szepnął "dobranoc"
i się rozpłynął w szarej pomroce...

~~~~~~~~~~

Gdzie się podziała rosa, czemu deszcz nie pada?
Nie szemrzą krople w strugach w pociemniałym oknie
I choć mówisz "dobranoc" - to jest błazenada,
bo dobra już nie będzie, bo będzie okropnie,
skoro drzwi muszę zamknąć za tobą na klucz....

~~~~~~

Jeszcze ci szepnę - dobranoc, miły.
Gwiazdy mrugają, więc zaraz usnę.
A ty, najdroższy, czekaj tej chwili,
aż noc zostawi puzderko puste -
całkiem bez snów...
Może do jutra je znów napełni... nadzieją z bzów...

~~~~~~~

Nocka jakaś za krótka, a cisza się snuła
i nie budziło mnie wołanie sowy. 
I tylko auta kałuże kroiły
głośnym poszumem stwarzając ból głowy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nocka przyszła zaplątana w granatowy szal..
I przyniosła senne senki - zaczynają bal...
Tańczą kominiarczyk z Różą,
Mały Książę łka.
O, tych strachów jest za dużo!
Popłynęła łza...
Taka słona łza...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~   

© Elżbieta Żukrowska 5 - 11.08.2019 

sobota, 10 sierpnia 2019

DESPERACJA



/warsztat - tercyna/
DESPERACJA

Miało być śniadanie obiad i kolacja
lecz wyszło jak zawsze ciebie znów zabrakło
dla mnie pozostała czysta desperacja

Oczy mam zamglone lecz na przekór faktom
powinnam już wiosną przewidzieć rozstanie
gdy nie czułam żaru było mniej kontaktów

Daremna nadzieja na wspólne śniadanie
wakacje na Krecie kafejki przy plaży
a później namiętne wspólne figlowanie

Zamiast cykad wrony kraczą nam rozkazy
Zgrzyt płynie za zgrzytem koniec między nami
Pora zgasić światło nic się nie wydarzy

Ciemna noc faluje czarnymi skrzydłami
gwiazdy spłoszone zamarły w bezruchu
Kwiaty gniewu płoną pod czarnymi brwiami

© Elżbieta Żukrowska 10.08.2019 r.
fot. Lukas  Żuk. - zachód słońca na Krecie

środa, 7 sierpnia 2019

KSIĘŻYC




Księżyc
/prawie erotyk/

nocą w srebrnej poświacie młodego księżyca
ktoś się tulił w altance i wzdychał i skarżył
księżyc jakby dla pary wartą się zachwycał

w rozbudzonej nie darmo bujnej wyobraźni
/bo sam jęknął z zachwytu widząc taki szmaragd/
natychmiast skory dążyć poza próg przyjaźni

i pomagać mężczyźnie rozebrać do naga
oswobodzić z bielizny nie tylko z sukienki
bo czegoż mógł dotyczyć ten różaniec błagań

podziwiał jak mężczyzna odsłania jej wdzięki
bez pośpiechu rozpina tajemne zapinki
i obnaża biust stromy a sam przy tym cierpi

tak bardzo drżą mu ręce choć owocu bliski
to jeszcze się wstrzymuje by czar trwał najdłużej
tymczasem obydwoje na chwilę zamilkli

księżyc aż czuł się chory od nadmiaru wizji
nie miał swojej kobiety planety lub gwiazdy
łzę uronił lodową swe wargi zagryzłszy

takie ludzkie uczucia prawdy i półprawdy
to miłość księżycowa - tu zabrakło nazwy

© Elżbieta Żukrowska 7.08.2019 r.
fot. z internetu

wtorek, 6 sierpnia 2019

WIERSZYK NA DOBRANOC




Wierszyk na dobranoc

Dziś dużo wcześniej dobranoc głoszę
- trochę poczytam i pokokoszę. 
Jakieś uparte zawroty głowy, 
kręgosłup boli... powysiłkowy... 
Sobota złota, przerwa na piwo 
- ale nie dla mnie, choć - jako żywo - 
w dobrym klimacie małą miareczkę 
chociażby cydru... Nalej szklaneczkę...
A tam za oknem, za jarzębiną 
jakoś niemrawo obłoczki płyną 
- ktoś mówił BURZA i ARMAGEDON. 
Wcale nie będzie - więc już się nie bój.

© Elżbieta Żukrowska 3.08.2019 r.
fot. własna

KUCHENNE PISANIE




Kuchenne pisanie

Między garnkami i szklankami
rodzi się wiersz o pannie z groszkiem,
która przemyka opłotkami
w jasnej sukience, nieco mokrej...

A później, krojąc już marchewkę
i narzekając na nóż tępy,
panna chwyciła wody zgrzewkę
- może to tylko sentymenty...?

Co jest ważniejsze - po co sięgasz:
napisać wiersz, marząc o centach,
czy też ten groszek i marchewka
dla swego męża - jak przynęta?

Już cisza, spokój, mąż je obiad,
zły - nie przepada za jarzynką,
ale ty wiesz - witamin trzeba
i tak jest dobrze, bo się przymknął...

Tymczasem twoja panna z groszkiem
znów się ubrała w suknię śliczną,
już teraz deszczem jej nie chłoszczesz
- balladę tworzysz dramatyczną...

© Elżbieta Żukrowska 4.08.2019 r.
fot. własna

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

GDY PÓŁMETEK LATA ZA NAMI




Gdy półmetek lata za nami

Noc była spragniona romantycznych pieśni,
a tu już skowronki poznikały z pola
i słowik z bzów odleciał... Teraz sowa woła,
a na niebie klucze żurawi i gęsi.

Niby jeszcze nie jesień i nawet pajączki
nie zaczęły chaberdzi zdobić pajęczyną,
lecz lato zanika, ciepło musi zginąć,
a otwartą werandę znowu trzeba oszklić...

Na klombach nadal mnogość kolorów od astrów,
coraz bliżej ziemi przypada nasturcja,
dynia ciągle puchnie, a może rozkurcza,
jest przecież ozdobna i rada z poklasku.

Lecz noc tego nie widzi - ni kwiatów, ni liści,
jedynie zapachy słodkie sobie łowi,
a za zmoczenie ziemi podziękuję dżdżowi
i przysiądzie na chwilę wśród winogron kiści.

© Elżbieta Żukrowska 4.08.2019 r.
fot. własna

niedziela, 4 sierpnia 2019

Zdjęcia

Wiersz warsztatowy


Zdjęcia

Komórka, komórka i pstryczek za pstrykiem,
bo zdjęcie, bo chwilka ta może być hitem.
Dla kogo te fotki? - zapyta przyjaciel.
Na wieczną pamiątkę - czyż można inaczej?
Jak później możliwe z obrazów tysiąca
wyłowić to jedno - przepiękne, gorące!?
Już szukasz godzinę, trzy doby, tygodnie -
niestety - zginęło, a było cudowne!
Tam wszyscy robili, pstrykali, śledzili,
by zaraz zapomnieć o tej ważnej chwili.
W powodzi wydarzeń wciąż dzieją się cuda,
więc może następna foteczka się uda...
Tę wrzucisz na fejsa, tę schowasz w albumie.
Lecz i tak zapomnisz, zagubisz je w tłumie.
Podpowiem ci drobiazg - fotograf z tysiąca
wybierze dziś jedno, a resztę odtrąca.
Od razu kasuje, wyrzuca do cienia,
bo przecież niewarte drugiego spojrzenia.

© Elżbieta Żukrowska 4.08.2019 r.
fot. Jacuś C.

sobota, 3 sierpnia 2019

MARZENIA NAD JEZIOREM




Marzenia nad jeziorem

Jezioro jak wielka misa
dla nas pełna gwiazd
w tatarach derkacz przysiadł
bąk zadudnił w bas
A spłoszony letni wietrzyk
musnął twoją twarz
jakby sprawdzał czy na pewno
uśmiech na niej masz

Uśmiech na niej masz

Na spotkanie z małą dłonią
sunie twoja dłoń
bardzo dobrze że jest duża
już dosięgła skroń
Niesie ciepło bezpieczeństwo
mam się przestać bać
z tobą mogę ruszyć wszędzie
nawet podbić świat

Nawet zdobyć świat

Kiedy jesień zabrzmi świerszczem
gdy nadpłyną mgły
nie zostawiaj mnie na wietrze
chcę wraz z tobą śnić
Przytulona w twoje ciepło
chcę przeczekać zmierzch
niechaj zima stąd ucieka
a skowronki śle

Niech skowronki śle

© Elżbieta Żukrowska 3.08.2019 r.
fot. Alicja Stankiewicz

piątek, 2 sierpnia 2019

ŚWITANIEM...




Świtaniem

Świtem piję kawę wróble wyćwierkują
modlitwę do nieba które rozjaśnione
zapłonie gdy trzeba uderzy promieniem
rozmyślnie gorącym - jest słońce

Włączam aparaty z odwieczną muzyką
gitara dla mnie szlocha chce zawładnąć duszą
zniszczony akordeon przy nim stare ręce
wie że takiego grania potrzeba mi więcej

koi zmysły choć oko znów zachodzi łezką
gdy rozedrgane dźwięki dotrą aż do serca
a z rozgrzanej duszy potok słów wyruszy
tam tęsknota - cóż ona - w nieznaną dal skręca

© Elżbieta Żukrowska 2.08.2019 r.
fot. własne

CZYŻBY...?




Czyżby...?

Wszystko zostało już powiedziane:
stary kałamarz trzasnął o ścianę,
po której teraz atrament ścieka.
Już nie uzbroi w wyraz człowieka,
nic nie zostanie więcej spisane...

A pisarz tylko ręką po czole
- nie ściga myśli. Ściera w mozole
ostatki gniewu, potu, uwagi...
Gdzieś w głębi duszy wie - nie da rady!
Ta rana będzie go długo boleć...

Lecz czy naprawdę już poległ właśnie?
Raz jeszcze kartkę kładzie na taśmie
i wyrównuje brzegi przy stole.
Jednak się rodzą giganty w porę!
Powstają nowe wątki dla baśni!

© Elżbieta Żukrowska 2.08.2019 r.
fot. własna

czwartek, 1 sierpnia 2019

CZY TO MOŻLIWE - PYTAM W DUCHU...




Czy to możliwe - pytam w duchu...

Dziwny naród ci poeci -
piszą choć im nikt nie każe,
wysyłają z wnętrza słowa
i stawiają na ołtarze.

Każdy chciałby choć tomiczek
wydać, jasno wierszem błysnąć,
marzą - niekoniecznie skrycie! -
by wydany komuś wcisnąć...

A tu nikt się nie zachwyca...
Już drży broda, łza się zbiera
i do tego grupy forum
nagle wierszem poniewiera...

To źle piszę? Nie dość składnie?
Czemu ktoś się rymów czepia?
Wszak pasują. I dokładnie!
Skąd ta napaść na człowieka???

Niby co? Że częstochowa?
Wszak inaczej nie da rady!
To maniera niezbyt nowa -
każą pisać do szuflady!

I nie koniec, bo adminka
(ta co tak zadziera nosa)
infantylność zarzuciła
- lubi żądlić niczym osa!

Trudno przyjąć jest krytykę,
wszak się staram, niszczę pióro.
A adminka znowu na mnie...
No i minę mam ponurą...

Wniosek dla mnie teraz prosty:
znikam, co mam robić bosa?
Może jeszcze się podszkolę
i admince przytrę nosa.

Dziwny naród - ci poeci.
Piszą, aby coś tam sklecić.
Potem nocami czytają i...
chyba im jest zawsze mało..

© Elżbieta Żukrowska 31.07.2019 r.
fot. własne

środa, 31 lipca 2019

ZADRŻĄ BOLEŚNIE WYZIĘBIONE DŁONIE





zadrżą boleśnie wyziębione dłonie

zbrakło nadziei - wtedy ptak nie śpiewa
lecz gorsza pustka którą niesiesz w sobie
gorycz aż krzyczy jak nad wodą mewa
może to bodziec

kiedy samotność bije cię po oczach
kiedy nostalgia na wylot przewierca
znajdź uścisk dłoni który darzy mocą
jest jak esencja

na nieruchomym niebie jasny obłok
samolot bielą dzieli nieba błękit
już pora lecieć gdzie może cię objąć
krzyna energii

a może dzisiaj zapatrzysz się w kwiaty
dostrzeżesz piękno natury i blaski
czas już nie ważny gdy dla krzywej chaty
pora kasacji


© Elżbieta Żukrowska 30.07.2019 r.
fot. własna

piątek, 26 lipca 2019

ANTEK


Tak się budowa zaczynała...
A  to jest stan na dzień 26 lipca 2019 r.
Widać jak Antoś coś w wiaderku na grę wciąga...

ANTEK

Wrony - od czwartej, później samochody.
Minutkę śpiewu ma ptak o poranku.
Koniec. Rusza budowa i na niej rozmowy:
ANTEK, podaj narzędzia, ANTKU!

Zgrzyta kołowrót, wibrują maszyny,
w górę w wiadrach jadą jakoweś substancje.
Antek wciąż na baczność, nie ważne dziewczyny,
bo z wysoka drą się: podaj wodę ANTEK!

ANTEK to, ANTOŚ tamto, bez chwili wytchnienia.
ANTEK, łazęgo, gdzie ty znowu chodzisz?
A tu słońce w zenicie w ogień się zamienia.
Nikt ANTKA nie zastąpi, fajrant za kilka jest godzin.

Wreszcie siedemnasta, ustają maszyny.
Woda z butelki ledwie twarz obmywa.
ANTEK  sprawdza telefon - pisały dziewczyny,
lecz zmęczenie wielkie... Nie, dziś nie będzie gdybać.

© Elżbieta Żukrowska 23.07.2019 r.
fot. własne

wtorek, 23 lipca 2019

**** (Ziarno nienawiści...) - STORNEL

Ta strofa zwana jest STORNELEM. - Warsztat

*****

ziarno nienawiści
urośnie potajemnie wszczepione za darmo
szczęśliwy ten kto szybko ze zła się oczyści
nienawiści ziarno
może całkiem zniewolić wszystkie dobre myśli
a w sercu przemaluje uczucia na czarno

~~~~~~~~~~~~~~

złudna wierności
wkradłaś się w moje serce od złych uczuć brudna
niechaj nadzieja szybko uczy cię miłości
wierności złudna
straciłam całą ufność do twej rzetelności
przekreśliłaś uczciwość mówiąc że jest trudna

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

miłości szalona
porwałaś zniewoliłaś miałaś zamiar ochrzcić
jakbyś dopiero wtedy mogła być spełniona
szalona miłości
padłam w twoje rozwarte pełne żądz ramiona
przekonana do każdej lubej rozwiązłości

 Elżbieta  Żukrowska 20.07.2019 r.
  zdjęcie własne

poniedziałek, 22 lipca 2019

PIĘĆDZIESIĄT LAT - A DLA NAS MOMENT





Pięćdziesiąt lat - a dla nas moment

Roczek za rokiem tak znienacka
i już pięćdziesiąt lat minęło,
a życie z nami się nie cacka:
zmarszczki posiało, plecy zgięło...

Choć w oddaleniu - to pod rękę,
świecą nam dawne ideały:
empatia, miłość, dobro, piękno.
Ułamki szczęścia czas ocalić.

Wspomnień okruszki zebrać w całość,
kilka zdjęć zrobić na pamiątkę,
aby to nowe się nie zlało
z dziś zakończoną pięćdziesiątką.

Kiedy zakwitły NAM kasztany
- młodość i miłość była w sercach,
nie przerażały żadne zmiany,
nieznany wyraz to "demencja"...

"Pod Papugami" śpiewał Czesław...
Krysia i Maciek, Basia, Andrzej -
im właśnie gwiazda uczuć wzeszła,
obrączka i przysięga dla niej...

Ktoś orzekł jednak, że za wcześnie,
że lepiej studia, tańce, wino
i zaszalało się troszeczkę,
Michał z niejedną już dziewczyną...

Dziś jest w pamięci amfiteatr,
spacery, bzy, pierwsze wyznania,
lecz czas powoli to zaciera,
wnukami chwalisz się od rana!

Rozkosznie było nam być młodym
i marzeniami biec daleko,
wierzyć, że wszystko jest przed nami,
prawdziwa miłość ciągle czeka.

Wierzyć, że gruszki są na wierzbie
że można plan zrealizować,
wystarczy tylko dłonią sięgnąć,
i można będzie wznosić toast!

© Elżbieta Żukrowska 16.05.2019 r.
zdjęcie - Ala Bartkowska
Wiersz powstał na Jej zamówienie.

niedziela, 21 lipca 2019

*** (Dziś już czas...)





***

Dziś już czas ran nie leczy, a nowe zadaje,
krzycząc głośno, że starość, że już nie dasz rady.
A serce zbuntowane, nie słucha, nie staje,
gotowe dalej kochać, bez względu na zmiany!

Czyż naprawdę to starość? Przecież nadal można
przynosić JEJ bukiety i dawać drobiazgi,
nie pozwolić, by niemoc zabraniała doznań,
albo czas bezprzykładnie twe uczucia nadgryzł.

Jaka starość, gdy serce aż kipi miłością,
że usnęło libido - wcale nie przeszkadza!
Tylko szepnij wybrance - ode mnie nie odchodź!
I tak nad oschłym czasem rodzi się przewaga.

© Elżbieta Żukrowska 21.07.2019 r.
zdjęcie własne

czwartek, 11 lipca 2019

LETNIE PODPOWIEDZI




Letnie podpowiedzi

Nie mów, że za mało piasku jest na plaży,
że fale za zimne, słońce za gorące.
Lato tu zajrzało, aby cię "przysmażyć",
jednako przyjemne na morzu czy łące.

Tylko burz unikaj, bo gdy woda siecze,
gromy rozgniewane sieją spustoszenie,
wichura zbyt łacno drzewem auto zgniecie,
a dla ludzi wcale nie ma zrozumienia.

Zatem czekaj słońca, bezchmurnego nieba,
zbieraj białe muszle lub ziele do wianka,
przy ogniu się staraj najpiękniej zaśpiewać,
nie pozwól tęsknocie beznadziejnie załkać!

Twierdzisz, że za mało piasku jest na plaży?
Że księżyc zdziczały, a koty niesforne?
Wszystko bez znaczenia, jeśli tylko marzysz.
Zły czas bez miłości - wszak to szybko pojmiesz...

© Elżbieta Żukrowska 11.07.2019 r.
fot. z internetu

wtorek, 9 lipca 2019

ROZDMUCHUJĄC STARE SPRAWY...




Rozdmuchując stare sprawy...

Zawędrowałeś w kwieciste łąki,
w zapachy lata, w morze rozłąki,
choć się zdawało, że jedność blisko... 
A nieco dalej było ściernisko 
i zżęte chabry schły w letnim słońcu... 
Ty sam szeptałeś, że zbyt gorąco...

Zachwycały cię letnie kolory
i bieli dużo - jak cud bezsporny,
i te zapachy co gęsto wisząc
już otulały wieczorną ciszą...
by w dzień znów piętno magii odcisnąć
i gęstą rosą w akacjach błysnąć.

Co jeszcze było? Za czym tęskniłeś?
Przypomnij sobie - duży wysiłek...?
Lecz przecież warto, bo o nią chodzi,
o tę jedyną... Ile to godzin
stałeś pod oknem, w cieniu sumaka...
z ściśniętym sercem, gotów zapłakać...

Teraz te łąki, to morze maków,
gęstwina wspomnień, płaszcz z tataraku...
trele słowika i gwizdy kosa
- a dom z przyjaciół już opustoszał...
Sam ze wspomnieniem i ze wzruszeniem,
i sam z tęsknoty wielkim brzemieniem...

Jest cisza... Liczysz ćmy nad ogniskiem...
Miała odwiedzić, przyjść - lecz nie przyszła.
Nie przyszła...

© Elżbieta Żukrowska 9.07.2019 r.
fot. własne

piątek, 5 lipca 2019

BURZA NOCĄ





Burza nocą

Noc nie oznacza spokojnych godzin,
bo oto niebo ogniem dziś płonie
i piorunami do ziemi schodzi.

Grzmią mocne działa, choć to nie wojna,
trzaski, hałasy, napór wichury!
Olbrzym rwie blachę, dachy chce porwać!

Dawnym obrządkiem stawiasz gromnicę,
wtem słyszysz łoskot - runęło drzewo!
Perun nawiedził twą okolicę!

Oka nie zmrużysz - za oknem widno,
więc patrzysz przez nie na moc żywiołu.
Taka potęga i intensywność!
Dalej trwa burza w samorozwoju...

© Elżbieta Żukrowska 5.07.2019 r.
fot. Twoja pogoda - Pixabay

POECIE TRZEBA...


Poecie trzeba...

Poecie dużo smutku trzeba
- wtedy się rodzą piękne wiersze.
Słucha muzyki, w której klarnet
na zmianę ze skrzypcami łka...

Gdy na napiętej pięciolinii
czarne jaskółki sypią nuty,
złapany w sieci zapach nocy
nastraja duszę pośród łez...

Ty wiesz, że muszę, że napiszę!
I za zasłoną tkaną w gwiazdy
zapalam woskową świecę,
która dyktuje nowy wiersz...

Kiedyś przeczytasz, dotkniesz serca,
kiedyś się może nawet wzruszysz...
Patrz, po twoim niebie
ogon komety zmiata sny...

© Elżbieta Żukrowska 5.07.2019 r.
fot. blog gwiezdnyspacer

czwartek, 4 lipca 2019

ROZSTANIE




Rozstanie

Nic się nie uda - nie ponaglaj!
Już po firance suną cienie,
są jak fioletowy powój,
który oplata światło bramki.

Od dziś nie będziemy razem jeść jagód...
Czas jest niczym rozsypane konfetti:
ta godzina twoja, ta moja,
ale która dokładnie - nie wiadomo...

Czy między nami było uczucie?
Może tylko trochę złotych iskier pożądania
i skrawki nadziei tak lekkie jak puch!

Odwracając się od wspólnego życia
zakładasz uciążliwe jarzmo samotności.
A później, w ciemności, oboje szlochamy przez sen...

© Elżbieta Żukrowska 4.07.2019 r.
fot. Pixabay

niedziela, 30 czerwca 2019

WIDZISZ SAM




Widzisz sam

Widzisz sam jak to jest:
cztery muchy, osa, pies,
a powietrze w słońcu drga,
widzisz sam - na końcu ja...

Pomyliły się imiona...
Byłam w ciebie zapatrzona.
Świat się śmiał, ze mną grał
w zielone, rozmarzone...

Pomyliły się adresy,
nie ma map, są GPS - y,
a czas diabeł nakrył czapką
i zachował się piracko...

Widzisz sam jak to jest:
puste wnętrza, szczeka pies...
Na zachodnim brzegu mgły,
na nich płyną ciche sny...

© Elżbieta Żukrowska 30.06.2019 r.
fot. z internetu

sobota, 22 czerwca 2019

LATO, MOJE LATO !


LATO, moje LATO!

Ach, LATO !

Tęsknię do ciebie, zimą wzdycham,
czekam, aż minie pora cicha,
aż wreszcie ptaki, kwiaty, wiatry...!
O, jak cudownie! Jak inaczej!

Ach, LATO !

Aura prawdziwie zaszalała!
Popatrz chwileczkę - odkryte ciała!
A niebo czyste, lazurowe,
(dobrze kapelusz mieć na głowie).

Ach LATO !

Wieczory duszne od maciejki,
lecz krótkiej nocy nie potępiaj!
Słowiki ciągle trele tkają,
choć niby "cześć" rzuciły majom...

Ach, LATO !

I to jest to - LATO upalne -
przyjemność dla siebie zagarnę,
bo bardzo lubię morską bryzę
i falę, która plażę liże.

Och, LATO !

A kiedy już białe obłoki
ściemnieją i staną się deszczem,
ja na to z wielką łezką w oku
szepnę najczulej - zostań jeszcze!

© Elżbieta Żukrowska 22.06.2019 r.
fot. z internetu

środa, 19 czerwca 2019

HOP - SIUP!


Hop - siup!

Wiewióreczka fiku-miku
na to trzmiel odpowie bzyku!
Tu jest chmurka, a tam bzdurka,
wilk się w lesie sroży
na Czerwonego Kapturka!
Na jagody, na przygody
ruszył Kuba bosonogi,
a Grześ z wielce mądrą miną
nie ma worka - jest z dziewczyną!
Tak się kręci karuzela
i dzieciarnię rozwesela.

Fiku-miku na ręczniku
kogut zapiał kukuryku!
Dzban bez ucha chlusnął wodą,
by z dziewczyny zmyć urodę.
Z Bieszczad miś zwany Bazylim
nie chce wierzyć, że się myli,
że już wiosna, pora wstawać,
wszak zwołano szereg narad.
Nawet żubr, choć ociężały,
głową kiwa, bo jest śmiały.

© Elżbieta Żukrowska 18.06.2019 r.
fot. z internetu

wtorek, 18 czerwca 2019

PIWONIE (vilanella)




vilanella - warsztat

Piwonie

Rankiem mokre głowy dźwigają piwonie
uwalniają zapach - eteryczną piękność
kropelki na płatkach lśnią niczym cyrkonie
~~
Jeszcze niebo słońca żarem nie zapłonie
a i wiatr udawać może obojętność
ciężkie rosą głowy dźwigają piwonie
~~
Tak krótko trwa lato - umysł piękno chłonie
zachwycony kwiatem - gotów przed nim klęknąć
Rosy łzy na płatkach lśnią niczym cyrkonie
~~
A kiedy się zdarzą kwiatów pełne dłonie
najcieplejszy kolor i zapachu piękno
zanosisz do domu ogromne piwonie
~~
w salonie ustawiasz w przepięknym wazonie
to kwiaty którym lato nie da szybko zwiędnąć
kropelki na płatkach lśnią niczym cyrkonie
~~
Pokój w aromacie nieomal utonie
oczy się ucieszą na tę niecodzienność
rankiem ciężkie głowy dźwigają piwonie
rosa na ich płatkach udaje cyrkonie
~~
© Elżbieta Żukrowska 18. 06. 2019 r.
fot. z internetu

poniedziałek, 17 czerwca 2019

SKOŃCZYŁO SIĘ




Skończyło się

Ani rozzłoszczony wicher
ani spolegliwa miłość
nie zatrzymają urażonej dumy
Nie ma nic
co mogłoby wyrównać rachunki
Wściekłość dyszy ciężko
miłość gorzko szlocha
Sen jest zbyt daleko
znów nie przybędzie na czas
Skroplony wyrzut sumienia
znaczy drogę histerii
Jeden łyk to za mało
a cała butelka
gasi szanse na wyzwolenie

© 17.06.2019 r.
fot. z internetu

czwartek, 6 czerwca 2019

BUDZIKI



Budziki

  Córka: - Przecież słyszę, jak opowiadasz bzdurę za bzdurą! Społeczeństwo jest już tak podzielone, tak wymieszane, że... Skąd mam wiedzieć, kto ma rację? No skąd? Wszyscy narzekają. Wszyscy mają za mało pieniędzy. Znasz kogoś, kto zarabia w ciągu roku milion? Podobno takich jest wielu... A jednocześnie wszyscy żyją na kredyt, wierząc, że będą mieli dość kasy, by te debety pospłacać.
  Matka: - Może masz rację... A teraz jeszcze ten pożar Katedry Notre Dame... I parlament islandzki, który zagłosował, klasyfikując wszystkie religie jako broń masowej zagłady. Islam, chrześcijaństwo, judaizm, hinduizm i buddyzm są teraz w tej samej kategorii co broń jądrowa, gaz musztardowy i chemiczne środki bojowe. Czy ty to sobie możesz w ogóle wyobrazić?
   C:  - Nie wiem... Ale kiedy Hitler dochodził do władzy nie przeciwstawiano się mu, choć widziano, że dąży on do państwa totalitarnego. Rozbudował policję polityczną i aparat terroru. Wielokrotnie powtarzane kłamstwa stawały się prawdą.
   M: - Ale jaki to ma związek z Katedrą Notre Dame i ze strajkiem nauczycieli?
   C: - To wszystko jest buntem przeciwko ustalonemu wcześniej porządkowi. Nie mówię, czy ten porządek był dobry, czy zły. Jakiś tam był.
   M:  - Katedra też?
   C: - To musiało być podpalenie!
   M: - O, ty ekspercie od spraw pożarowych i politycznych! Lepiej zajmij się dziećmi i garami. Okna pomyj, pościel upierz. Zaraz święta.
   C: - Dziećmi zajmuję się na bieżąco. Garnki mam pełne smakołyków, a okna już dawno pomyte.
   M: - A co ci dzieciaki o szkole opowiadają?
  C: - O to chodzi, że absolutnie nic.
   M: - Nic? NIC ?
   C: - Mnie to też niepokoi. No dobrze - idę już do domu. Trzymaj się. A, i leków pilnuj! Pamiętaj o lekach. Jakoś ich za wolno ubywa. Podejrzewam, że zapominasz je brać. Mam rację?
   M: - Tylko czasem.
   C: - Mamo!
   M: - Nie mamuj mi tu! Jak będziesz miała tyle lat co ja, to zrozumiesz, jak to się dzieje. Za-po-mi-nam. Nic na to nie poradzę. Starość. Gdybyś mieszkała ze mną - pewnie byś na bieżąco przypominała.
   C: - A nie możesz sobie budzika ustawić?
   M: - Pięć razy dziennie? Bo tyle razy biorę leki. A czasem nawet o siedmiu różnych godzinach. Daj spokój. Nie mogę żyć ciągle myśląc o lekach.
   C: - Kupię ci siedem najtańszych budzików. Na każdym napiszę nazwę leku. Może tak być? Daj buziaka i już idę. Zacznę od dwóch. Zobaczymy co dalej.
  M: - Kup od razu siedem - pewnie dostaniesz rabat!

© Elżbieta Żukrowska 28.05.2019 r.
fot. z internetu

środa, 5 czerwca 2019

NIE OBRONISZ...




Nie obronisz...

Na plaży z moich snów cichną pod wieczór rozmowy
a morze szumi znów z tęsknotą zawsze gotowe
słońce już topi się obmywa twarz zimną wodą
nigdy nie zwróci cię nie ważne na co dasz zgodę

Pamiętam zapach twój i usta drżące z pragnienia
w snach jesteś bardziej mój lecz tego nie doceniasz
w życiu jak szary cień przemykasz z pracy do domu
i choć jest bardzo źle nie skarżysz się nikomu

Miłość spaliła się ktoś zgasił już naszą świeczkę
świt nowe zorze śle lecz darmo takie wycieczki
krzyk gdzieś się z duszy rwie w galopie są dzikie konie
a miłość upadła w piach nie znajdziesz jej nie obronisz

© Elżbieta Żukrowska 25.05.2019 r.
fot. z internetu

wtorek, 4 czerwca 2019

KTOŚ SZUKA...




Ktoś szuka...

Ktoś szuka złotych plaż i białych żagli na niebie,
pocztówki wysyła w dal, kona z tęsknoty do ciebie.
Ja nie mam z tego nic, nie warto tęsknić i marzyć.
W kolejnym lecie tkwi żal - że nam się dziś nic nie wydarzy!
Na skrzydłach białych mew płynie kolejne wezwanie,
zgubiło się w pianie fal, nie natrafiłeś już na nie...

Teraz przy tobie jest najukochańsza z wybranych,
szczęście oślepia cię, gdyż jesteś tak zakochany...

© Elżbieta Żukrowska 31.05.2019 r.
fot. Andrzej kosiba

NIE CHCĘ...




Nie chcę...

Nie chcę, nie słyszę, milknie dusza.
Trawa szeleści pod stopami.
Na gałązeczce ptaszek usiadł
- utrzyma ciężar, czy się złamie?

Jaki ma związek ptak i dusza?
Obojgu skrzydła były dane.
Ptak już w przestworzach, a czy dusza
też tak uleci - czy zostanie?

© Elżbieta Żukrowska 1.06.2019 r.
fot. z internetu


*** (chodź zaśpiewam ci...)




***

chodź
zaśpiewam ci pieśń
której nie znasz

opowiem ci baśń
której nigdy nie słyszałeś

chodź
dam ci
kromkę chleba

© Elżbieta Żukrowska 3.06.2019.
fot. z internetu

sobota, 25 maja 2019

DESZCZOWY WIERSZYK




Deszczowy wierszyk

Czemu padasz deszczu,
czemu wodą chluszczesz,
po niebie wciąż pełzną
ciemne chmur poduszki.

Wiatr wyciska wilgoć
nie dbając o ludzi,
byle więcej wody
- tak właśnie się trudzi.

Wsiąka wszystko w rolę,
gdzie ozimin pąki,
gdzie kwitnący rzepak
lub zielona ruń łąki.

Zmarły zając czeka
w swej norce cichutko,
jutro wyjrzy słońce
i będzie cieplutko.

Niech teraz przestanie
siąpić deszczem z nieba,
bo choć deszcz potrzebny
- to słońca też trzeba.

© Elżbieta Żukrowska 21.05.2019 r.
fot. Casa rosa

niedziela, 19 maja 2019

TAK NIEDAWNO BYŁ NASZ MAJ...




Tak niedawno był nasz maj...

Przecież na pamięć znam swój pesel
i dobrze wiem, że już mam z górki,
że to ostatni dzwonek dla mnie
zakleić życia nędzne dziurki.

Nic nie odkładać gdzieś "do jutra",
gdyż jutra może wcale nie być...,
odrzucić precz zerkanie w lustra,
nad czymś daremnie się nie biedzić.

Zaprosić bliskich na imprezkę,
bodaj na popołudnie z grillem,
niech się nam też zakręci łezka,
gdy wspomnieniami czas umilę.

A gdy pogoda będzie służyć -
jeszcze na spacer pod kasztany,
kwitną jak w czasie naszych matur,
gdy miłość chciała nas omamić...

Każdy z nas wybrał swoją drogę,
złą, dobrą - wtedy nie wiedziałam,
a życie niby wystrzał z bata -
i płynie z górki żalu fala...

© Elżbieta Żukrowska 19.05.2019 r.
fot. z internetu

czwartek, 16 maja 2019

NIC CI NIE POWIEM...



Nic ci nie powiem...

Nic ci nie powiem, mój kochany,
szepty ukradnie wiatr szalony,
ty znowu wstaniesz niewyspany,
nie chcesz przytulać się do żony...

Nic nie wyjaśnię, nie obiecam,
powiodę myśli do młodości.
Cóż? -  tęsknię nadal za tym czasem,
gdy blask uczucia u nas gościł...

Przewrócę kilka kart w albumie,
wszystkie te zdjęcia znam na pamięć.
Stare melodie nadal umiem,
lecz już nie śpiewam, me kochanie.

Nie ma powrotów ni pogoni.
Czas się nie cofnie, jest w galopie!
Już nie ma rozpędzonych koni...
Została garstka niepowodzeń.

© Elżbieta Żukrowska 16.05.2019 r.
fot. Polskie Radio Koszalin

wtorek, 14 maja 2019

CZY NA PEWNO...




Czy na pewno...

Czy na pewno jest maj?
Czy bzy już zakwitły?
Czy wśród pluchy i burz
można nie być tak smutnym?
Czy wśród deszczu i mgły
można się nie zakochać?
Czy czekając na list
można dzisiaj nie szlochać?

Już dobrze, już wiatr przegnał chmury,
odsłonił błękit wysoki.
List pewnie się gdzieś zagubił,
łza nich nie błyszczy w oku,
bo może będzie spotkanie,
może cudowne ramiona...
może o tej miłości
spotkanie cię tu przekona...

© Elżbieta Żukrowska 14.05.2018 r.
fot, z internetu

czwartek, 25 kwietnia 2019

BIAŁE ANIOŁY, SREBRNE WAŻKI




Białe anioły, srebrne ważki

Białe anioły, srebrne ważki...
Mogą kołysać ją w ramionach,
otulać delikatnym pyłkiem ciem...
Osłaniają przed ostrością słońca
i podmuchami rozzłoszczonego wiatru.
Może to już koniec świata?
Smutne piękno wiosennej łąki
nie zasługuje na gradobicie!
Płacze, wyjmując ze splątanych włosów
srebrne nitki, powstałe z myśli,
które nie uleciały w niebo...

Aniele mój..., szepcze i zaciska palce.
Ciii - proszą białe anioły.

Liczy dni, które pozostały do końca.
Świeczka tak szybko się wypala...
Srebrne ważki wirują coraz prędzej i prędzej.

© Elżbieta Żukrowska 22.04.2019 r.
fot. Art.graphiK

środa, 17 kwietnia 2019

NIE, NIE, NIE!




Nie, nie, nie!

Czasem coś się dzieje - nie do ogarnięcia!
Spraw multum na głowie,
życie jak ta przędza, co się rwie...
Wiążesz tysiące supełków,
masz krztynę nadziei,
że teraz będzie dobrze,
że już nic nie rozdzieli cię od spokoju i słońca.
Wszak masz dosyć szarzyzny i łez.
I dlatego ustawiasz w nowym wazonie
kwitnące gałązki wiązu
wraz z żółtym tulipanem.
Nie dasz się zaszczuć, zdołować,
ni usychać z żalu.
Nie będziesz desperować.
Zło niech przemija, a dobro - zostaje.

© Elżbieta Żukrowska 17.04.2019 r.
fot. Mirosława Pisarkiewicz

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

BLISKO, CORAZ BLIŻEJ...




Blisko, coraz bliżej... 

Szynki, kiełbas i tarte chrzany...
Czas jajecznych świąt przed nami.
Cieszmy się, bo nowe życie
wraca z wiosną już w rozkwicie.

Były forsycje, są tamaryszki,
z trawy wybiły złote złociszki,
bukszpan soczystą błysnął zielenią!
Zając w pazłotku nie chce być w cieniu!

Jest już koszyczek bielą przybrany,
w nim główne miejsce zajął baranek.
Jajeczka zwykłe i malowane
obok babeczki polukrowanej.

Natomiast w domu na półce chłodnej
stoją mazurki wielce ozdobne.
Z przeróżnych dziwów wymienię jeszcze
baranka z masła... Chcecie - nie wierzcie!

© Elżbieta Żukrowska 15.04.2019 r.
fot. gotujmy.pl

niedziela, 14 kwietnia 2019

DOIGRAĆ SIĘ





Doigrać się

Wyrzucić wszystkie zdjęcia, spalić...
Popiół na cztery strony świata!
Może dam radę tym ocalić
serce - zdradzone tego lata.

Nic nie mów!

Marzenia gasną niczym światła.
Po czyjej stronie ściana luster?
Ach! Ale to krzywe są zwierciadła,
brudne zacieki, gęby tłuste!

Tylko uczucia były czyste!

Nikogo nie postawię w rządku.
Ludzie tu mają swoje sprawy.
On uszedł, szczwany lis, bez wątku.
Dla mnie jest reszta tej "zabawy".

Dlaczego spada na kobietę?

Już nie roztkliwiam się nad sobą.
Nie daję duszy swej wyziębić.
Uśmiecham się choć pies skowyczy.
Ukrył się we mnie, w samej głębi.

© Elżbieta Żukrowska 13.04.2019 r.
fot. Wojciech Żukrowski

czwartek, 11 kwietnia 2019

NIC NIE MUSZĘ




Nic nie muszę

Chmury na niebie trwają chwileczkę, wiatr je przemieszcza.
A nasze słowa wypowiedziane stają się pieśnią.
Już gdy ulecą znad łąk zieleni - zakwitną w drżeniu, 
ty znowu szepniesz - bądź ze mną jeszcze - wiek się odmieni...

I polecimy jak dwa motyle, igrając czasem.
Słońce jak zawsze nas opromieni, niosąc nad lasem.
Lecz opadniemy na mchy zielone, leśne zapachy,
ciesząc się sobą, życiem, pogodą, uczuciem naszym.

Wtuleni w leśną pachnącą wilgoć, w mchy i igliwie,
kochając - damy się duchom zwabić śpiewnie i tkliwie.
Unosząc w dłoniach słodką swobodę, nagrodę wzruszeń,
będziemy z sobą zgodnie z zasadą - chcę, a nie muszę!

© Elżbieta Żukrowska 11.04.2019 r.
fot. Władysław Zakrzewski

środa, 10 kwietnia 2019

ROZBITKOWIE




Rozbitkowie

Byłeś mgłą moich oczu w czas odlotu żurawi
sypały się z nieba ciemne pióra żalu
nikt nie wyciągnął ręki by pobłogosławić
nikt na powrót nie liczył - że będzie nazajutrz

Tysiące razy szeptałam twe imię
błagałam o nadzieję każdego poranka
i ciągle się bałam że na zawsze zginiesz
czy będę słyszała gdy z tęsknoty załkasz

Na drzewach drżały już ostatnie liście
wiatr chłodem wymiatał wyszarzałe przejścia
a mnie się zdawało że we mnie coś krzyczy
to był tylko smutek - łajdak w stylu sępa

© Elżbieta Żukrowska 9.04. 2019 r.
fot. internet


ILE DAŁEŚ, A ILE ZABRAŁEŚ...



Ile dałeś, a ile zabrałeś... 

Czasem w środku nocy przestępuję progi,
które podobno już dawno minęłam,
zaciskam usta, by oszczędzić słowa
i daremny skowyt, gdy tak się rozklejam.

Patrzę na dłonie, które w swej słabości
na przekór duchom wyciągam do ciebie,
lecz ta wszystka słabość podobna jest do trzcin,
po których wiatr się ślizga z radością lub w gniewie.

Ile dałeś mi ciepła? A ile czułości?
Ile razy karmiłeś tęsknotą, pragnieniem?
I gdzie to zabrałeś jak najlepszy dowcip,
bym już nie słyszała twej muzyki trzmielej?

Za ostatnim załomem, przez noc z piorunami
jeszcze pomrukują wybrzmiałe westchnienia.
Już nie będzie pieszczot, miłości ni pieśni.
Uspokój się serce. Brak uczuć wszystko w życiu zmienia.

© Elżbieta Żukrowska 9.04.2019 r.
fot. internet

wtorek, 9 kwietnia 2019

BOJĘ SIĘ




Boję się 

Strach otwiera oczy
a zamyka drzwi
Kiedy na niebie nie ma gwiazd
a sieką pioruny
cała moja fantazja bierze w łeb
Nawet myśli zapominają
beztroskiego harcowania
po wyżynach wspomnień

Boję się

Na łukach brwi
gromadzi się nowe zagrożenie-krzyk
minął miesiąc minął rok
powróciło drżenie rąk

A burza wciąż grzmi...

© Elżbieta Żukrowska 9.04.2019 r.
fot. Tapeciarnia

*** (nie ma cię...)


***

nie ma cię
znów spadło pięć kropli
wymieszanych z sola
zamglone oczy
cały świat spochmurniał
kiedy tak jestem
rozłączona z tobą
bez otuleń... i bez omdleń...
podobno bez grzechów
bez ostatnich spojrzeń
bez lśnień wzgórza światła
podobno...
jak gorzko być sobą...

wczoraj rozkwitł
ostatni pączek róży

mimo wszystko
jest pragnienie życia

© Elżbieta Żukrowska 9.04.2019 r.
fot. Desert rose

niedziela, 7 kwietnia 2019

MOŻE TO BYŁO TAK, A MOŻE NIE (opowiadanie - cz. 8)





   MOŻE TO BYŁO TAK, A MOŻE NIE... (część 8 - ostatnia)

   Pokoik wydał mi się nieco mniej przytulny. 

   Drżałam w oczekiwaniu na... Na co? Sama sobie przypominałam, że jestem już "stara baba", więc te wszelkie dygotki są wręcz śmieszne. Jednak drżałam. 
   Telefon od Jagody:
   - Obudziłam?
   - Nie, jeszcze nie śpię. Mów.
   - Pan Antoni ma skręconą nogę w kostce, ale nie złamaną, tylko bardzo poobijaną. Natomiast jeśli chodzi o rękę, to ma pękniętą kość, tą idącą od ramienia w stronę szyj.
   - Obojczyk. 
   - Tak, obojczyk. I ma złamane dwa żebra, a to już jest katastrofa... 
   - No a babcia?
   - Jest spokojna, właśnie usnęła. Oczywiście zamartwiała się cały czas o Antoniego.
   - Dzięki za info. To trzymaj się i też idź spać. 
   - A o której spodziewasz się przyjechać?
   - Późnym popołudniem, nie wiem, o której. 
   - Dobrej nocy, siostrzyczko. Do jutra. 
   Tak, teraz i ja mogłam iść spać. Hm... Trochę dużo obrażeń jak na starszego pana... 
   Pomyliśmy się, poprzebierali w piżamy, pojęczałam chwilę na temat zakwasów, a Leszek zaraz zabrał się do masowania moich nóg... Tak to się zaczęło... No dobrze - przyznaję się - bardzo wstydziłam się tego, że jestem taka niedouczona w sprawach damsko-męskich. Nie byłam nieśmiała, ale całkowity brak doświadczenia paraliżował mnie. Co Leszek sobie o mnie pomyśli? I tak dobrze, że powiedziałam mu prawdę o moich seksualnych podbojach. A w zasadzie o ich braku. Nie wiem - kręciło mi się w głowie. W zasadzie wiedziałam tyle co z książek i filmów... 
   - Przytul mnie - poprosiłam. Chciałam być jak najbliżej, bo w jego ramionach odnajdywałam bezpieczeństwo. Zakwasy same miną za jakiś czas. - I jedno mi powiedz. Powiedz mi to teraz. Dlaczego się jeszcze nie ożeniłeś? Ile ty masz lat?
   W ten sposób ostudziłam zapędy Leszka i zaczęliśmy rozmawiać, obdarzając się drobnymi pieszczotami. Wszystko zostało spowolnione, a o to mi chodziło. Powoli przywykałam do jego oddechu, do szorstkiego dotyku nóg, do napięcia ramion... Miałam wrażenie, że nasiąkam jego zapachem, czułością i delikatnością. 
   I tak oboje wchodziliśmy w tę noc niepojętą, cudowną, emocjonującą. I wyczekaną. Naszą pierwszą. 

   - Dlaczego się nie ożeniłem? Dobre pytanie - podjął temat jakieś dwie godziny później, podając mi butelkę z sokiem. - Stryjcio wbijał mi do głowy od małego dziecka, że nie powinno się żenić przed upływem dwudziestego siódmego roku życia. Do tego czasu mężczyzna jest raczej niedojrzały, tak twierdził. Mój ojciec fukał na niego za taką gadkę, ale w zasadzie wiedziałem, że przytakuje stryjowi. Sam nie wiem kiedy uznałem twierdzenie stryja za dogmat. Wiele na ten temat nie rozmyślałem. A nie ożeniłem się, bo ciągle czekałam na tą jedyną. A ty? 
   - Ja? Najgorsze jest to, że sama nie wiem czego chcę. Jakbym wpadła w głęboką koleinę, z której nie sposób się wydobyć. 
   - A już miałem nadzieję... - zaczął i zamilkł, zaglądał mi w oczy.
   - Coś zrobiłam źle?
   - To ja się boję, że sam zrobiłem coś źle. Lepiej powiedz, jak się teraz czujesz.
   Nie chciałam rozmawiać o tym, czego niedawno doświadczałam. 
   - Och, przytul się i śpijmy. 
   - Chciałabyś! Przed nami jest daleka wyprawa - spojrzał na zegarek - mniej więcej za półtorej godziny. Zabiorę cię w pewne cudowne miejsce. Gwarantuję, że nie będziesz żałowała! Oliweczko moja... ja bym się jeszcze chciał nie tylko poprzytulać... Co ty na to? A później byśmy pojechali, dobrze?
   Kiedyś moja koleżanka z pracy opowiadała o gniazdowaniu. O babskim gniazdowaniu. Poznajesz faceta, podoba ci się i już zaczynasz wić gniazdko - z nadzieją, że zaraz ślub, dzieciątko, a potem "żyli długo i szczęśliwie". Takie myśli nazywała gniazdowaniem. Ja tego nie miałam w sobie. O ewentualnym małżeństwie roiłam tylko w odniesieniu do Piotrusia, a gdy on zniknął z mego horyzontu - nigdy więcej nie myślałam o zamążpójściu. Nikt nie był na tyle atrakcyjny, bym chciała się "zaobrączkować" - jak żartowano sobie w mojej pracy. Złośliwe koleżanki przypominały, że czas mi za mąż. Albo mieć dziecko bez męża, bo i na dziecko niedługo będzie za późno. Uśmiechałam się na te gadki nie ujawniając swojej wściekłości. A teraz, kiedy z Leszkiem tak słodko, tak błogo, nie chciałam tego niszczyć rozmową o małżeństwie. Jedno jest pewne - na dziś - chcę być z Leszkiem. Z nim jestem szczęśliwa! Nigdy tak się nie czułam. Zatem nic dziwnego, że chcę doświadczać takich uczuć jak najdłużej - być prawdziwie zanurzoną w szczęściu.

   Leszka autko - terenowy mercedes - było bardzo ciche. Dopiero się rozwidniało... Miałam na tyłku dwie pary spodni, a na sobie trzy "długie rękawy", w tym bluzę z kapturem. Leszek dał mi na kolana mięciutki koc, ale jeszcze miałam się nie nakrywać. Coś tam pomajstrował przy swoim aparacie fotograficznym i też kazał mi go pilnować. Nasze telefony zostały ustawione na cichą wibrację. Jechaliśmy. Było chłodno, jednak Leszek nie włączył ogrzewania. Droga wiodła na północ, a po kilku kilometrach skręciła na wschód. Po obu stronach drogi był las. Później miałam wrażenie, że Leszek wręcz kluczy, tak dużo było różnych leśnych duktów i drożynek. Wreszcie zatrzymał się i wyłączył światła. 
   - Jesteśmy już bardzo blisko. Muszę przyzwyczaić oczy, bo dalej ze dwa kilometry pojedziemy bez świateł. Będę miał otwarte okno, aby słyszeć co się dzieje. Teraz już wyjawię ci tajemnicę - jedziemy oglądać żubry. Kolega przysłał mi wiadomość, że od dwóch dni trzymają się paśnika koło jeziorka, które miejscowi nazywają Osnomyk. Teraz w tej puszczy jest około sto pięćdziesiąt żubrów. Miejmy nadzieję, że dziś będzie ich tam kilka. Jeziorko jest małe, może jeden kilometr kwadratowy powierzchni. Z brzegu jest płyciutkie, natomiast po około pięćdziesięciu metrach zaczyna się wielka głębia. Niesamowite ryby tu są. Więc są też żurawie i kormorany. Patrz! - wskazał mi ręką.
   Zamarłam z wrażenia - jakieś siedemdziesiąt metrów przed nami drogę na ukos przecięły dwa wilki. Po chwili pokazały się jeszcze dwa, następnie chyba z pięć. W dużej odległości za wcześniejszymi przeszły jeszcze dwa. Mrowiło mi całe ciało! Taka wielka wataha? To się wydawało niemożliwe. Ostatni wilk zatrzymał się i popatrzył na auto. Miałam wrażenie, że świdruje mnie wzrokiem! Oboje z Leszkiem baliśmy się poruszyć, by nie spłoszyć stadka. Drżałam. Odczekaliśmy długą chwilę w całkowitym milczeniu. Leszek pogłaskał mnie po twarzy i lekko pocałował w skroń. Pojechaliśmy dalej, teraz już z otwartym oknem. Słychać było głosy ptaków - śpiewały całą noc, czy dopiero się budziły? 
   - Dalej pójdziemy pieszo - powiedział w pewnym momencie Leszek. - Czasem trafia się tam także rodzina łosi. Nie wolno się odzywać. Koc zarzucisz na ramiona, pomogę ci. Będziemy szli około kilometra, może trochę mniej. Tam jest ambona, taka do podglądania, zabezpieczona przed żubrami. Żubry są bardzo płochliwe. Musimy zachowywać się jak najciszej. I nie rozmawiać. 
   Skrótowo powiem tak:
   Żubrów było pięć. Kilka razy w życiu byłam już blisko żubrów - w małym zoo w Białymstoku i dwa razy w Białowieży. Tak potężne zwierzęta zawsze robią niesamowite wrażenie. Wprawdzie nigdy nie słyszałam, by atakowały ludzi, ale wszystko może się zdarzyć. Leszek na migi pokazywał mi, że mamy wiatr z dobrej strony, to jest od żubrów do nas. Udało się nam dojść po cichu do ambony i wdrapać się na nią. Byliśmy całkowicie osłonięci, w poziomie brakowało jednej deski i przez ten otwór mogliśmy patrzeć. W pobliżu stogu siana leżały dwa żubry. Jeden z całą pewnością był bykiem-olbrzymem. Po chwili zza stogu wyłoniły się jeszcze trzy sztuki. Patrzyłam zachłannie! Pokazały się nam też sarny z mizernym koziołkiem, jednak szybko odeszły, jakby niechętne bliskości żubrów. 

   A gdy się całkiem rozwidniło - nad wodę przyleciała czapla, w krótkim czasie po niej czarny bocian. Zrobiłam trochę zdjęć. Byłam tak rozemocjonowana, że wcale nie było mi zimno. Później Leszek mi wyznał, że nie brał pod uwagę wilków, czapli i czarnego bociana. To była nasza premia za nieprzespaną noc. Wróciliśmy na daczę przed siódmą, Leszek zaciągnął mnie do kuchni, gdzie się solidnie pożywiliśmy - pani Tereska była już na nogach i podsuwała nam smakołyki, które popiliśmy kawą, wcale nie dbając o to, czy uda nam się szybko usnąć. 
   - Roman jest? - zapytał Leszek naszą gospodynię.
   - Nie, pojechali w środku nocy do puszczy, pan wie, gdzie. 
   Spojrzałam na Leszka pytająco.
   - Po gorzałę. Pędzą tu bimber. Bardzo dobry. "Kopnięcie Łosia", "Duch Puszczy" i "Sowa w Głowie". Same wspaniałości. Teraz pewnie dojdzie jeszcze coś o żubrach. 
   - Już jest - "Spojrzenie Żubra" - powiedziała pani Tereska.
   - O, to musi być niezłe w procentach! A z kim Romuś pojechał?
   - Z Piotrkiem i Mariankiem. Marianek taki szczęśliwy, że za kierownicą!
   - Jak to Marianek. O, już wracają. Wyjdę do nich i pomogę. Piotrek prawie nie może dźwigać...
   - A co to za Piotrek? - zapytałam po wyjściu Leszka. Coś mnie zakłuło w piersiach.
   - A, taki przyjezdny. Kaleka. Z żoną przyjechał, bo dom tu był do sprzedania, taka już prawie ruina, ale Piotruś w dwa-trzy lata go wyremontował. Bardzo zdolny i pracowity. Pracuje u stolarza, starego Szulca. Szulc dzieci nie ma, to pewnie kiedyś warsztat przekaże Piotrowi. Oba milczki i tylko za robotą patrzą. 

   Nagle go zobaczyłam. Piotr. Mój Piotr! Szedł kulawo, dźwigając kosz z butelkami. 
   - Podobno w wojsku miał wypadek, całkiem mu nogę w kolanie odjęto. O mały włos, a stracił by obie. Dostał od wojska wysokie odszkodowanie i całe w tę chałupę włożył. Jego żona pracuje w przychodni zdrowia. Pielęgniarka. I dwoje dzieci mają. Już do szkoły chodzą. 
   Słuchałam i nie słuchałam tego, co mówiła pani Tereska. 
   Nasze pierwsze pocałunki, nasze dłonie szukające siebie... Ukradkowe dotknięcia i pieszczoty... Moja głowa w kinie na jego ramieniu... Nasz pierwszy raz... Zalała mnie fala wspomnień, kilka łez potoczyło się po policzku. Chwyciłam mój kubek z resztką kawy i pośpiesznie uciekłam w zacisze przydzielonego nam pokoju. Nie byłam w stanie stanąć oko w oko z Piotrusiem. Dlaczego mi nie zaufał? Dlaczego odciął się ode mnie? Boże! Nic się nie zmienił, tylko zmężniał. Nie był nadzwyczajnie wysoki, ale widać było, że ma szerokie ramiona. Włosy takie jak kiedyś, dżinsy takie jak kiedyś i czarny podkoszulek, z którego wyglądały już opalone, węźlaste ręce. Pomyślałam, że takim go zapamiętam. A spotkania nie chcę. On ma swój świat, swoją rodzinę i bezpieczną tu przystań. Nie potrzebne mu zamieszanie, albo fale niemal ból, jakich ja doznawałam w tej chwili. To nie była już miłość. Ale co to było? 

   - Oliwko? - drgnęłam cała, nie zauważyłam, kiedy Leszek wszedł do pokoju. - Mam dla ciebie niesamowity upominek. Popatrz. 
   Podał mi niewielką rzeźbę. Rozpoznałam od razu - św. Rita, skuteczna w sprawach beznadziejnych. To dzięki jej wierze w styczniu zakwitła róża. Figurka była ciemna, pociągnięta lakierem, ale nie pomalowana. Jedynie niewielka różyczka miała nie tyle różowy kolor, co jego cień na malutkich płatkach. 
   - To dla ciebie na pamiątkę tego weekendu - dodał Leszek.
   - Piękna robota - pochwaliłam. - Bardzo dziękuję. Kto robi takie śliczności?
   Pytałam, ale już wiedziałam, jaka będzie odpowiedź - Piotr.
   - Przytul mnie - poprosiłam. W tej chwili bardzo potrzebowałam wsparcia mego mężczyzny. 


K O N I E C 

© Elżbieta Żukrowska 7.04. 2019 r. 
fot. z internetu