czwartek, 13 grudnia 2018

WYRWIJ MUROM ZĘBY KRAT



Wyrwij murom zęby krat*)


Wspomnienia miały być wyblakłe
trzynastka na początku stoi
a upływ lat trzyma oklapłe
dłonie w kieszeniach bo się boi

Lecz czy na pewno - pamiętamy
znaczone euforii zręby
i nagły mróz ZOMO i ROMO
A Jacek śpiewał - wyrwij zęby

Czołgi chrzęściły znów na bruku
bezradnie zaciskano pięści
i ktoś się bał tego pomruku
choć zapewniano - dobrze będzie.

Już nie płonęły koksowniki
noszono paczki po więzieniach
a dla ich rodzin dary serca
aby nadziei nie dać skonać

Ty nie pamiętasz we mnie ciągle
zakodowany strach o dzieci
niepewność jutra i mundury
i gwiazda która nie chce świecić
~~~~~~~~~~~~~~~~~
*) - z piosenki "Mury" Jacka Kaczmarskiego

© Elżbieta Żukrowska 13.12.2018.
fot. nowiny24pl

środa, 12 grudnia 2018

ŚWIĘTA O KROK...




Święta o krok...

Telefon milczy, płacze pies,
a kot się plącze pod nogami.
Gdzie jesteś - pytam (zwierzaki też),
wszak miałeś wrócić przed świętami.

Ustawiam świeczki - okno lśni,
kołyszą się łagodne cienie,
czy tę choinkę ustroisz mi
- dziś blisko jest zwątpienie.

Wyjmuję bombki, gwiazdki trzy,
aniołek do mnie słodko mruga.
A moja ręka mocno drży
i cisza przy mnie długa...

Łańcuchy chcą się złotem wić,
dzwoneczki srebrem dzwonić.
Wszystko daremnie no bo ty
nie wracasz wciąż do domu.

A sama świerczka nie osadzę,
nie pójdę po sąsiedzką pomoc.
Niech nie wie nikt, że nie uradzę
i że z tęsknoty niemal konam.

© Elżbieta Żukrowska 12.12.2018.
fot. z internetu

wtorek, 11 grudnia 2018

WŁOSY


włosy

wiersze dla ciebie - zgasła zorza
i w senność uciekł szelest mrówek
ojciec maleństwo spać położył
nowy szykuje się przychówek...

na niegościnnym niebie cisza
wrony machają ogonami
ale krakania ktoś zabronił
więc teraz ciszą będą mamić

a gdy rozpuścisz włosy nocą
i będziesz je przed lustrem czesać
on znowu przyjdzie i popatrzy
pod wąsem będzie się uśmiechać

mówił że kocha gdy je czeszesz
gdy tak po plecach je rozrzucasz
cóż wtedy wrony albo sroki
ty nadal jego tak zachwycasz

© Elżbieta Żukrowska 11.12.2018.
fot. Maxmodels

niedziela, 9 grudnia 2018

ŚPIEW ANIOŁÓW (siódmy rozdział powieści)





7.

Sobota - późne popołudnie.

Upijam kilka łyków drinka wgapiając się w zdjęcie Olka. Chyba się rozluźniam. Czuję już działanie alkoholu. No a zdjęcie... Nic nie mogę na temat zdjęcia. Patrzę. I jest wibrowanie komórki. Podejmuję rozmowę.
- Witaj skarbie - mówi ciepło Olek.
- Cześć. - Chyba drży mi głos. A ręce dalej się trzęsą. Jednak.
- Nie mogłem wcześniej "tyrpnąć", dopiero teraz się urwałem od stołu. Wiesz, niby okazja smutna, ale przy rodzinnym spotkaniu to zawsze jest dużo rozmów, bo rzadko się widzimy. A jeszcze jak się golnie kielicha...
Przecież wiem, nie musi mi tego mówić! Ale chyba jest skrępowany, chyba sam nie wie, co chce, a co może powiedzieć.

sobota, 8 grudnia 2018

TATO




tato

tak łatwo zapominam
choć - bywa - łzy też sieję
zapominam - o ojcu
gdy mnie wiódł poprzez pola
uczył rozróżniać drzewa
to wierzba to topola
i ziarna uczył
i jak je rozsiewać
jak pierwszą skibę kroić
pługiem - teraz najlżejszym
koniom dać odpoczynek
pod kępą olch splątaną
i uczył gdzie skowronek
gdzie kuna ma swój domek
gdzie czai się łasica
gdzie młode swe przemyca
jedliśmy razem dzikie maliny
i jeżynami czerniliśmy usta
ręce były zmęczone
nogi nie chciały chodzić
lecz dusza nam się śmiała
zadowolona i czysta

łzy same przychodzą
i zawsze nieproszone
ten dotyk szorstkiej ręki
i uśmiech najcieplejszy
było a przeminęło
wspomnień pasmo zadrżało
i już odpływa w schowki
do następnej kolędy...

© Elżbieta Żukrowska 8.12.2018.
fot. z internetu

wtorek, 4 grudnia 2018

ŚPIEW ANIOŁÓW (szósty rozdział powieści)



6.

Ciąg dalszy soboty.

Wychodzę z cmentarza i naprawdę brak mi kogoś do pogaduszek. Nie mogę iść do żadnej koleżanki, bo przecież jest sobota, większość kobiet sprząta, robi zakupy itd. Z nikim się wcześniej nie umówiłam. Jakoś tak jest mi smutno i mgliście... choć na niebie nadal króluje słońce. Sprawdzam godzinę - właśnie mija dziesiąta. Muszę po drodze kupić ługę, to taki stężony roztwór do krochmalenia. Wrócę do domu i zaraz zajmę się serwetkami. Nie wiem jak się to dzieje, ale już stoję w drzwiach lumpeksu. Zmartwiałam. To ten w którym kupiłam suknię z dziurą. Wchodzę i bezlitośnie postanawiam, że nic nie kupię. A jednocześnie wiem, że oszukuję samą siebie. Ty durna kretynko - wymyślam sama sobie i z uśmiechem mówię dzień dobry. W sklepie jest kilka osób. Dwie już wychodzą. Dwie inne są już przy kasie i też wychodzą. A ja chcę porozmawiać. W sklepie są nadal trzy klientki.

sobota, 1 grudnia 2018

ŚPIEW ANIOŁÓW (piąty rozdział powieści)




5.

Noc z piątku na sobotę.

Mateusz. Budzi mnie wielokrotne trzaskanie drzwiami samochodu. Wstaję i wyglądam przez otwarte okno. No tak - on ma zawsze dużo bagażu. Obraca kilka razy, stara się zachowywać cicho, ale to jest druga w nocy i każde, nawet delikatne szurnięcie, wydaje się być bardzo głośne. Zauważa mnie i macha do mnie ręką. Teraz wnosi chyba ostatni transport rzeczy. Słyszę ciche pukanie do moich drzwi. Otwieram w koszuli nocnej. Widzę, że mój sąsiad jest zdenerwowany.
- Mogę? - wchodzi do pokoju i rozsiada się w fotelu.
Lecę do łazienki po szlafrok.
- Jak masz jakiś alkohol, to poczęstuj mnie.

NA CMENTARZU


Na cmentarzu

Tyle kwiatów! Róże, lilie, margerytki,
gerbery, chryzantemy i czerwień goździków.
Ostatnie pożegnanie, choć zda się, że zbytki,
tyle kolorów wpleciono w soczystość iglaków.

Mogiła z jasnym krzyżem gęsto umajona,
płoną znicze i nadal szepczą się modlitwy.
Lecz wiatr lodowaty z cmentarza wygania,
wytoczył żałobnikom uporczywe bitwy.

A serca co kirem dokładnie okryte
wciąż trwają na modlitwie i na wspominaniu.
Chcą Hanię pamiętać, czerpiącą z zachwytem
wszystko, co życie ma w radosnym rozdaniu.

Nigdy nie wiadomo, kto pierwszy wyruszy,
pytać siwego Piotra, czy otworzy bramę.
Tułając się po świecie w mrowiu ludzkiej głuszy
czekamy na zmiłowanie z miłości utkane.

© Elżbieta Żukrowska 1.12.2018.
fot. własna

SZCZECIŃSKI CMENTARZ




Szczeciński cmentarz

Idą żałobnicy. Wiatr jest wśród iglaków,
szumi gałązkami starych drzew, potężnych.
Przy mogiłce stoi karmniczek dla ptaków,
a orzechy dołem - rudej, niedołężnej.

Stary główny cmentarz... Tu łatwo się zgubić.
W kaplicy są naraz aż trzy nabożeństwa.
Za zmarłych modlitwę trzeba szczerą zmówić...
To ostatnia droga - niech będzie zwycięska.

Żałobnicy płaczą, srebrne łzy się toczą.
Z tęsknoty i żalu, że ktoś ich opuścił.
Za wcześnie, przed czasem, lecz cóż na to począć?
Nastał koniec cierpienia, tak skończył się ucisk.

© Elżbieta Żukrowska 1.12.2018.
fot. własna

wtorek, 27 listopada 2018

NIC MI NIE JEST





Nic mi nie jest.

Moje smutki gonią niczym zwinne charty.
Droga dla nich nigdy nie jest zbyt odległa.
Świat się śmieje i wyczynia jakieś dziwne żarty,
nawet kiedy dusza jego w prochu legła.

A ja tylko moje smutki duszę w kotle,
niech już oka nie podnoszą na świat siwy.
To te mgły, albo i deszcz na tle zwątpień
odbierają mi wesołość oraz niszczą siły.

Nie potrzeba żadnych fanfar ani dzwonów,
mnie wystarczy garstka czerwoniutkich malin
i ten zapach, co po sadzie snuje się bez szronu,
chociaż chłód oznacza dla mnie tylko szalik.

Wypoczywaj - szepcze wiatr i mówią drzewa,
na gałęzi znana sroka kręci łebkiem.
No a we mnie nowa radość wnet dojrzewa,
śmieje się i nawet chowa gdzieś za drzewkiem.

Nic mi nie jest - przypominam sobie czasem.
Niech wiewiórka na mnie dziwnie tak nie zerka!
Smutki już są za dziesiątym chyba lasem.
A z radością dziś się mogę bawić w berka.

Zmiany w sadzie już mnie dziś nie przerażają.
Kwiaty, jesień i zimowe zawieruchy.
Co rok będę miała nową garstkę malin.
A tymczasem już się tulę do poduchy.

© Elżbieta Żukrowska 25.11.2018.
fot. z internetu

ŚPIEW ANIOŁÓW /czwarty rozdział powieści/


fot. Pixabay

4.

Ciągle jest piątek.

Popołudnie. Cały czas "walczę" z praniem - wieszam, przewieszam, aby jak najszybciej wyschło. I szoruję moją kuchnię do połysku. Jestem bardzo zmęczona. Muszę poleżeć. Kończę z kuchnią - jest prawie osiemnasta. Rozsiadam się w moim foteliku na balkonie. Z wiszących mi nad głową koszulek płynie piękny zapach płynu zmiękczającego. A przez głowę prześlizgują mi się jakieś niedokończone myśli o Olku... Ciiiiii..... nakazuje sama sobie. Usypiam nie wiadomo kiedy. Ale śpię krótko, może ze dwadzieścia minut. To wystarczający zastrzyk energii. Robię słabą kawę, pogryzam rabarbarową babeczkę, a następnie znów zajmuję się praniem. Wszystko już jest suche. Bawełny się nie prasuje - mam to zakodowane w głowie. Za to wygładzam i składam bardzo starannie. Jest pokaźna sterta rzeczy Mateusza. Robię na kartce rozliczenie. Jedna z podkoszulek, mimo, że w rozmiarze L, jest wyraźnie węższa od reszty. Może jednak nie będzie tragicznie zbyt mała. Kładę ją oddzielnie. Tak na wszelki wypadek.

poniedziałek, 26 listopada 2018

POŻEGNANIE. OSTATNIE.




Pożegnanie. Ostatnie.

Nic mi nie jest, nic. Tylko w ciszę wsiąkam.
Jest dzień, w którym nie chcę wypowiedzieć słowa.
On nie pachnie mi teraz jak letnia poziomka.
I nie kusi nadzieją - a raczej ją chowa.

Odeszła Hania. Nic się nie zmieniło.
Za oknem zwyczajnie poćwierkują wróble.
Ktoś kogoś dalej kocha - bo ważna jest miłość.
Tylko Hani nie ma. Na wszystko za późno.

Odeszła sama, ale nie ma Jej dwa lata.
Zaś czas dzisiejszy poranek doradził.
Słońce zaświeciło w oczy - pożegnanie świata,
życia, obrazów, rodziny - promień poprowadził.

© Elżbieta Żukrowska 26.11.2018.
fot. własne

BYĆ CZY NIE BYĆ? LOS KOBIETY




Być, czy nie być? Los kobiety.
/refleksje
po przeczytaniu pewnej książki/

Być kobietą... dla każdej
dziś oznacza co innego.
Tu wystarczy zadbać o dom,
tam ponadto być kolegą,

przyjaciółką i kochanką,
matką dla sześciorga dzieci,
a ten drań (ten bydlak - prawie!)
i tak już z pięściami leci...

Jemu miłość była krótka
i na łóżku się skupiła.
O, poślubił - ale wódkę,
nie kobieta jego biła.

Byle pranie, coś na talerz
i by ogarnęła dzieci.
On miał na niej używanie,
boks wyćwiczył jak balecik...

Nie do wiary, ale to się
ciągle dzieje w kobiet życiu.
O, miłości mój eposie!
On ją pięścią, ona - "misiu"!

Skamle. I odejść nie może.
Ciągle - głupia! - jemu ufa,
że się zmieni, że pomoże.
jest jak treningowa pufa!

Lepiej by się na śmierć zapił,
może już by nie bił dzieci.
Ona sama to wytrzyma,
ale dzieciom już krew leci...

Nie bij! - prosi za dzieciaki,
a on się przymierza z buta.
Cóż dla niego nieboraki?
Jak wytrzymać z nim do jutra?

© Elżbieta Żukrowska 25.11.2018.
fot. z internetu

sobota, 24 listopada 2018

PORA NA KOBIETY!




Pora na kobiety!

Świat w ręce kobiet proszę oddać, dosyć już wojen, zabijania.
Kobiety są zrodzone po to, by pokój, miłość nieść od rana.
Popatrz jak piękna jest kobieta i pomyśl, ile ona może!
Przed żadnym trudem się nie ugnie i darmo rąk swych nie rozłoży.
Gdy przerażenie gubi słowa i czołgają się po zimnym piasku...
Do kogo dzisiaj jest ta mowa? I co zobaczysz na obrazku?
Ale ty mówisz o katarze, o tym, że nuda też kark gniecie.
Te słowa nie pasują wcale - pomyśl o sobie, o KOBIECIE!
Cóż facet? Tylko masa mięśni, nawet nie zawsze wyrobionych.
Kobieta - to jest zalet pierścień, wcale nie musi mieć korony!
Kobieta wiersz napisze prędko pomiędzy zrazem a żelazkiem.
Kobieta to jest cud na ziemi! I się nie martwi głupim piaskiem!
Kobieta dzisiaj wszystko może, udźwignie ciężar, zwalczy problem.
Facet załamie się zwyczajnie, szepnie że jest mu niewygodnie!
Bądź dumną damą, bądź kobietą, tak niezwyczajną w każdym calu.
Gdybyśmy my rządziły światem - wojen by wcale nie bywało..

© Elżbieta Żukrowska 22.11.2018.
fot. z internetu

ŚPIEW ANIOŁÓW /trzeci rozdział powieści/



3.

Jest piątek.

Jeszcze nie otwieram oczu. Lubię te poranne oszołomienie, kiedy nie wiem, czy jestem w domu rodzinnym, w wynajmowanej kawalerce, czy już we własnym mieszkaniu w bloku. Jeszcze nie mogę ustalić stron świata. Świergot ptaków zdaje się wypełniać cały pokój, więc nie wiem, z której strony jest okno. Co tam okno - ważne, że cała jestem zanurzona w błogości, nie mam zmartwień, nie ścigają mnie żadne bóle, nic NIE MUSZĘ. Aż chce się żyć! I otworzyć oczy. A tu na wprost nich zawieszona na ramiączku na drzwiach moja spalona suknia z żorżety... I w tym momencie przestało być miło. Zaraz, czym ja się przejmuję? Nie muszę ponosić dalszych kosztów! Wystarczy włożyć suknię do śmieci i po kłopocie. Ale skąd! Jakaś idiotyczna, wewnętrzna uczciwość przed samą sobą, każe mi brnąć dalej w ten temat.

piątek, 23 listopada 2018

CHODŹ !




Chodź!

Wołałeś - chodź, chodź, chodź!
A czas stał nieubłagany,
rękawy puste, zbędne myśli,
świetliste drogi poplątane...

Chodź!

Rosa prószyła jesień srebrnie
a drzewa wciąż stały w płomieniach,
wiatr osłabł, słaniał się przy rzece
i oddech się w miłość zamieniał.

Chodź!

Kogo wołałeś z tej oddali,
a miłość słabła w twych ramionach.
Ja nie dobiegnę już do ciebie,
ta przestrzeń przecież mnie pokona...!

Chodź!

Przynieś trochę ratunku,
gwiazd blaskiem posyp drożyny,
i biegnij, biegnij ku szczęściu,
biegnij do własnej dziewczyny...!

Innej...

Lecz czy dobiegłeś? Czy cię chciała?
Czy otworzyła ci ramiona?
Jeżeli jesteś z nią szczęśliwy - to dobrze.
Ta moja miłość kiedyś skona...

© Elżbieta Żukrowska 22.11.2018
fot. Alicja Stankiewicz

czwartek, 22 listopada 2018

BYWA I TAK...




Bywa i tak...

Kiedy zabraknie przyjaciela,
zawartość duszy włożę w wiersze.
Moja nadzieja się powiela...
Ale nie przyjdę jako pierwsza.

Ten wiersz ci poślę - byle jaki,
nie zasługujesz na łez lanie.
Zaniosą ci go czarne ptaki,
skazując na smutne czytanie.

Nie zasługujesz - jęknę cicho,
myśl się wypełni szarościami.
Tobie też pewnie bardzo smutno
i też nadzieja chce cię mamić.

Lecz nasze drogi dziś nie razem.
Trzeba przeboleć i zapomnieć.
Straciłeś już nade mną władzę...
Smutki po lodzie będą ciągnąć.

© Elżbieta Żukrowska 20.11.2018.
fot. z internetu

środa, 21 listopada 2018

PORA NA ŚWIECE



Pora na świece

Znów miałam mgłę w oczach, a w duszy płomienie;
wiatr się naigrawał, chichotał po skałach.
Nic nie mogłam zrobić, gdy zamiast rąk - cienie,
nic nie mogłam mówić, skamieniała cała.

Świt wypuścił mgły białe, płynęły tumanem,
lodowate macki szybko ogarnęły serce.
Nic nie chciałam oddać, niepewna nad ranem,
one same brały, ciągle chciały więcej.

Tylko duszy dosięgnąć jakoś nie umiały,
była rozżarzona boleśnie, prawdziwie.
Nie współgrała z ciałem, iskry wciąż w niej trwały.
Wybierała się w górę, w niebo, po cięciwie.

Na starość ręce stają się niezgrabne troszeczkę,
śmierć bawi się moim powolnym oddechem.
Chcę coś powiedzieć, zanim zdmuchnie świeczkę...
Ale słowa we mnie pozostają echem.

Wargi milkną spękane - modlitwy nie będzie.
Poszarzała skóra, palce filetowe...
Godziny są obce, wczesno-poobiednie.
Już nikt mnie nie zaprosi na nową rozmowę...

© Elżbieta Żukrowska 19.11.2018. 
fot. z internetu

wtorek, 20 listopada 2018

ŚPIEW ANIOŁÓW (drugi rozdział powieści)


fot. własna

2.

Czwartek o poranku.

Lubię gdy budzi mnie śpiew ptaków. Czasem jest wyjątkowo głośny, natarczywy. Cieszę się, gdy mogę słuchać go siedząc na balkonie i popijając kawę. Właśnie dziś tak jest. Wierzbina jest sennym, spokojnym miasteczkiem. Wczoraj wieczorem wreszcie wyciągnęłam ze schowka plażowy fotelik, coś pomiędzy leżakiem a fotelem, i już wieczorem, w nocy właściwie, słuchałam nocnych ptaków. Tak mnie jakoś naszło... Czyż nie wolno mi się rozmarzyć? Ale w zasadzie nie tyle marzyłam, co wspominałam. Mam dużo dobrych wspomnień.

poniedziałek, 19 listopada 2018

JESTEM ?



Jestem?

Szumem wiatru, szmerem wody,
utwardzeniem skały,
darem nieba w bryzgach morza,
choć nie dość wspaniałym...
Cichym ptakiem, który skrzydłem miłości dotyka,
niespodzianym zbóż zapachem, nie dość pospolitym...
Jestem źródłem niepokoju, co uchyla rąbek nocy,
gdy w miłosnym niespełnieniu setną łezkę toczy...
Jestem ciszą o zachodzie, śmiechem o poranku.
Jestem... wszystkim.
Choć nie byłam nigdy twą kochanką...

© Elżbieta Żukrowska 18.11.2018. 
fot. własna

niedziela, 18 listopada 2018

RÓŻA



Róża

Zapomniałeś mnie kochać...
Moja miłość nie kusi.
Anioły to tylko białe płatki śniegu,
nie przywiodą cię do mnie.
A ja - głupia! - nadal się wzruszam.
Tylko po co? Po co? Tak daremnie...

Zapomniałeś już o mnie.
Nie widujesz mej twarzy.
W białych bzach więc odeszłam.
Nie udostępniam mych marzeń.
Czekam na gruby deszcz.

Kiedy szalem okręcam szyję,
kiedy biorę parasol do ręki,
kiedy oddycham ciągle (czytaj: żyję),
zasypuję uśmiechem udręki.
I w ten deszcz, zimny deszcz,
idę spacerkiem do nieba.
Ono teraz jest w każdej kałuży,
tak blisko, chociaż całkiem nie trzeba.
I wystarczy się potknąć,
nosem wpaść w bajorko
i utopić się już na zawsze.
A nie jestem aktorką...

Ale ty, niespodziewanie,
przysyłasz mi esemesa z podróży,
bo wiesz, że od nowa wybaczę...
Wszystko ci wybaczę.
W imię tej jednej róży,
podarowanej przed laty...

© Elżbieta Żukrowska 18.11.2018.
fot. Władysław Zakrzewski

piątek, 16 listopada 2018

*** (wino się kończy...)




***

wino się kończy, życie gorzkie,
dusza by chciała gdzieś do raju,
kto jej uwierzy, że ma rację,
że tam jest gloria albo chwała...

wina za mało, czas pomyśleć,
zawsze mieć flaszkę w pogotowiu,
bo idzie zalew smutnych wspomnień,
one się zawsze mnie trzymają

to wszystko bywa rocznicowo,
gdy już chryzantem duszny zapach,
gdy znicze palą się na nowo
i łza się czai - czas zapłakać...

przecieram oczy, myśl jest płocha,
znów poszukuje na drzwiach cienia,
a serce niepotrzebnie szlocha
i darmo dusza jest w płomieniach...

© Elżbieta Żukrowska 15.11.2018.
fot.  własna

ŚPIEW ANIOŁÓW (pierwszy rozdział powieści)



fot. Zdzisław Marciniak

Śpiew aniołów

1.

Wierzbina. Środa – ranek.

Jestem Mirosława Stawicka. Takie nazwisko zostawił mi mąż, który od kilku lat już nie żyje. Natomiast z domu jestem Suszyńska. Urodziłam się na Podlasiu, a teraz mieszkam w Zachodniopomorskim. Tak los rzuca ludźmi... Mam dwoje dzieci, Jasia i Małgosię, dziś to dorośli ludzie, oboje są lekarzami i mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Mój Boże... nigdy nie widziałam wnuków na żywo, jedynie przez Skype lub na zdjęciach. Marzę, by to się zmieniło. To tyle tytułem wstępu, abyście wiedzieli, kim jestem. Byłam. Tak, byłam główną księgową, a dziś jestem emerytką. I staram się uśmiechać do ludzi. Ewentualnie nawet być ludziom pomocna. Ale to udaje się tylko czasami. Dziś to mnie ktoś pomaga...

środa, 7 listopada 2018

JESIENNE WIATRU POWIEWY




jesienne wiatru powiewy

straciłam poczucie czasu...
i książki i czar muzyki
wspomnienia blade jak przedświt
i te niepewne wyniki
snu
który gdzieś się już prześnił
próżno jest wznawiać przed nocą
a wiatr w szczelinach gra smutki
czoła zbytecznie się pocą
zapada cisza jesienna
tylko ten wiatr uporczywy
żalem świat posypuje
i morskie kołtuni grzywy

© Elżbieta Żukrowska 6.11.2018.
fot. z internetu

wtorek, 6 listopada 2018

MIERZĄC WYSOKO




Mierząc wysoko

Zaczynając od początku
- najpierw seks, potem dzieciątko.
I pieniędzy cała masa,
by wykształcić w czas bobasa.
Już nie bobas - pan inżynier,
ma od rana tęgą minę.
Piął się w górę i zwyciężył,
teraz furę ma pieniędzy.
Czy przyjaciół ? - rzecz wątpliwa,
bo tam zazdrość pamiętliwa.
Zazdrość, zawiść, wyścig szczurów
- a niewielu może górą.
Ten zwyciężył, jest na szczycie,
lecz go serce boli skrycie.
Głowa pęka, obręcz ściska,
doktor leki w żyły wciska.
I postawił go na nogi,
lecz na ile? Boże drogi!
Bo po roku już jest zawał.
Koniec szczytu - losu kawał.
Na fotelu i w ciepełku
siedzi teraz już bez zgiełku.
Telewizor, czasem książka,
bez wyścigu do pieniążka.
Gdy się trochę wzmocni lekiem,
może ruszy za pasieką...
Podpierając się laseczką
będzie w niebo patrzył z łezką.

© Elżbieta Żukrowska 6.11.2018.
fot. z internetu

poniedziałek, 5 listopada 2018

*** (przez uchylone drzwi...)




***

przez uchylone drzwi smuga światła...
kręci się dymek z papierosa
ręka przy dłoni - to jak warta
jak dowód na to, że wciąż bosa
tulisz się, prosisz - bądź jak zawsze...
jestem, życie przenika legion cieni
lecz czego pragniesz - już nie sprawdzę
bo wszystko w dym się szybko zmieni...

© Elżbieta Żukrowska 5.11.2018.
fot. z internetu

niedziela, 4 listopada 2018

PERFIDIA




perfidia

rozmieniasz w drobny pył
minuta po minucie
i kradniesz moje dni,
wprost z kalendarza, skrycie...
przegryzasz gorzką skórką
z cytryny, pomarańczy
i masakrujesz uśmiech
bo mnie nie będziesz niańczyć...
świat jest żółto-brązowy
w ostatnich zgubionych liściach
chcesz bym zżółkła soczyście
lub utonęła w zawiściach...
a w okna wstawisz kraty
odgrodzisz mnie od świata
motylem albo tęczą
nigdy nie będę wzlatać

© Elżbieta Żukrowska 4.11.2018.
fot. z internetu

sobota, 3 listopada 2018

PUSTOSŁOWIE



pustosłowie

sprzedawca pustych luster
ostatnie rozbił na skale
sprzedawca pustych słów
obraził ludzi z siłą
a ktoś kto ciągle pyta
zagubił sens tych pytań
poezji w nich od dawna nie było

skupiam się na metaforach
wymyślam porównania
a wiersz i tak jak widmo
co z mgły się czasem wyłania

co pytań chce zadać tysiąc
a jedne głupsze drugiego
poeta mógłby mi przysiąc
że wiersz jest znów do niczego

sprzedawca pustych luster
poeta od pustych słów zbioru
- nie wszystko tu bywa słuszne
zaś większość pragnie spokoju

© Elżbieta Żukrowska 3.11.2018.
fot. Pixabaj

*** (upadłam czas...)





***

upadłam
na ostatnim zakręcie czas podstawił mi nogę
kurz nie raczył ukryć takiego potknięcia

wypatruję
następnego wyboju rozchwiania podłoża
i zimnych myśli - do wtargnięcia

© Elżbieta Żukrowska 3.11.2018.
fot. z internetu


czwartek, 1 listopada 2018

I DLA TYCH CO NA MORZU...



I dla tych, co na morzu...

Ludzie, cmentarze, groby, znicze...
Palą się światła, pachnie jodła.
Czas zwolnił biegu, myśl pochwycił,
bo fala wspomnień dziś się wzmogła.

A myśl, choć niby różna bywa,
to dziś oplata tych, co zmarli,
niech każdy w niebie odpoczywa,
dla niego dziś się znicz zapali.

Kwiaty w zapachach swych proszących
już powtarzają rozmodlenie:
ulituj się nad ludem swoim,
Panie, daj dzisiaj ukojenie.

Tamta kobieta - choć dorosła -
połyka z cicha łzy rozpaczy,
bo to jej matka w niebo poszła,
a żal wciąż swoją głębią straszy...

W pobliżu pan przygięty wiekiem,
dziś w roztargnieniu łzę ociera,
zmarła mu żona, został jeden,
choć życie obok jest jak teatr...

Odeszły dusze gdzieś do raju,
nikt tu o piekle nie wspomina.
Pan w swej miłości - miłosierdziu
patrzy po tych cmentarnych dymach...

Inni zginęli gdzieś w przestworzu,
oni nie spoczywają w grobie...
A jeszcze inni het! na morzu...
Dla nich na plaży światło płonie.

© Elżbieta Żukrowska 1.11.2018.
fot. z internetu

środa, 31 października 2018

WIERSZYK O PSACH




Wierszyk o psach
/A może i o kocie/

Jesień rozstawia parasole,
ptaszkom na piórka deszczem prószy. 
A kotom? Kotom jest niegroźna wcale, 
tu jeszcze nie strach o ich uszy. 

Psy... Ty lepiej z nimi nie zadzieraj, 
bo różne mają charaktery. 
Bywa, że taki w błocie siądzie, 
czy przez to gorszy od Chimery*? 

A tamten co ma białe plamki 
i lubi chodzić w kapeluszu, 
jemu uszykuj kocyk miękki, 
najlepiej z jedwabnego pluszu.

Wilczurom dobądź grube kości
i nie zapomnij o głaskaniu.
Kot może porwać się na ości
- pies nie zapomni o szczekaniu.

Owczarek szkocki - pies miłości!
Inteligencja oraz mądrość.
Towarzysz wierny, a do gości
okaże czasem swą nieufność.

Lecz generalnie po kokardę,
po czubek wilgotnego nosa,
pies udowadnia w każdej chwili,
że ciebie właśnie bardzo kocha!

Ma taki ogon wibrujący,
co jak antena wszystko mierzy,
im większa radość ze spotkania,
tym większa prędkość tej psiej "wieży".
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
© Elżbieta Żukrowska 29.10.2018.
fot. z internetu
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Chimera - tu imię kota mojej koleżanki

wtorek, 30 października 2018

ANIOŁY NA CMENTARZU



Anioły na cmentarzu

Na cmentarzach wrzosy płaczą,
cień chryzantem znicze budzą,
kamienne aniołki patrzą
- że na darmo tu się trudzą.

Nie ma zmiany, nie potrzeba,
czas w jedlinę zaplątany,
ktoś powędrował do nieba,
a ktoś tylko... pochowany.

Wiara mówi, że jest niebo,
także czyściec oraz piekło,
lecz niektórzy odrzucają
takie myśli gdzieś daleko.

Mówią głośno - nie ma Boga!
A Bóg smutnie się uśmiecha.
Bo dał ludziom wolną wolę,
lecz to źle jest dla człowieka.

© Elżbieta Żukrowska 29.10.2018.
fot. z internetu

poniedziałek, 29 października 2018

MOJE BLADE ANIOŁY...


Moje blade anioły...

Anioł w jesienny świat wyruszył,
mgły otulały jego postać.
Ledwie skrzydłami lekko wzruszył
i obiecywał - mogę zostać.

Ja go prosiłam - nie trwoń czasu,
za rękę prowadź po złym moście.
A on mi na to - nie proś więcej,
już masz otwarte drzwi na oścież.

I poprowadził mnie w głąb raju,
gdzie słodko pachniał łubin z miętą.
I gdzie w oliwnym, srebrnym gaju
oszałamiały cień i piękno.

Śpiewałam siedząc z aniołami,
lekki wiaterek muskał skronie.
Aż zatęskniłam za polami,
gdzie wichry, burze i pogonie.

Mówiłam więc, że chcę do domu.
chociaż tam nawet bywa grzesznie.
A anioł na to - musisz zostać.
I jeszcze skrzywił się pociesznie.

Zatem już nic nie nawojuję?
Muszę po gajach w dzień się szwendać?
Anioł - że darmo mu pyskuję,
przecież dostałam się do nieba...

Blady aniele... mam to w nosie!
Już wzywam z ziemi swych  przyjaciół!
Kiedy donośnie ich poproszę
- ściągną mnie nawet z tych za-światów!

© Elżbieta Żukrowska 28.10. 2018.
malarstwo - Christine Steffanetti

niedziela, 28 października 2018

PRZYCHODŹ!




Przychodź!

Przychodź do mnie. Tu, teraz i zawsze!
Niech wszystkie koty wiedzą o nas.
Niech żaden pies przez nas nie zaśnie!
Przychodź, by sączyć białe wino,
wykrzywiać twarz wprost do księżyca,
niech wie, że musi szczęście niecić,
niech nam na nowiu nie umyka!
Przychodź by miłość łapać dłonie
i mnie nią zawsze obsypywać.
Niech jak diamenty na mnie płonie,
dopóki jeszcze jestem żywa!
Przychodź ugasić silny płomień,
co w moim wnętrzu ciągle płonie.
Przychodź!
Bo z tej tęsknoty mdleję właśnie,
a już czekają żądzy konie!

© Elżbieta Żukrowska 28.10.2018.
fot. z internetu

sobota, 27 października 2018

BĄDŹ MÓJ!




Bądź mój!

A jeśli teraz powiem, oj, powiem,
że jesteś mą miłością,
gałązką bzu na wietrze,
który już poznał bór.
I świtem bladym jesteś,
bo ucichł śpiew słowika,
bo żabki pomęczone
i zamilkł już ich chór...
Jesteś też mą nadzieją,
która po łące biega,
ciągle ma bose nogi,
choć nocka woła stój...!
Ty jesteś najważniejszy
wśród wszystkich podpowiedzi
i jesteś ten wybrany,
od wiecznych czasów mój...!

Powiem ci więcej, szeptem cienia,
że czas i dla nas będzie łaskawy,
że można marzyć, a marzenia
przyniosą więcej niż zabawę...

© Elżbieta Żukrowska 27.10.2018.
fot. z internetu

czwartek, 25 października 2018

W PRZENOŚNI








W przenośni

Moja brzoza nie urosła, albo życie wiatr spowolnił
może gdzieś dopadła troska, abo skała była pod nią,
może było tysiąc przeszkód - a ta jedna najważniejsza:
w gwiazdach ktoś coś nie zapisał - i już brzoza nie urosła...

wiec myślałam - może sosna, co ma igły zieloniutkie,
dzięcioł blisko gdzieś zamieszka, będzie budził ją swoim stukiem,
będzie z góry ją pilnował, by wzrastała tak jak trzeba
ale wicher mocny zawiał i skręcił bidulkę z nieba...

Cóż? Wezmę to, co mi zostało - garść splątanych "rosomaków",
tu łozina, odrost olchy i topoli czubek z krzaków,
kasztanowiec, bo przypadkiem porzucony orzech strzelił,
i akacji kilka łodyg, więc na wiosnę się zabieli...

a mówiono, że do brzozy będę się przytulać rano,
że z niej siłę dobrze czerpać i dać odpór niespodziankom,
ale z mojej brzozy krzyże wystrugano dawno temu,
więc pod krzyżem stanąć trzeba w modlitewnym zamyśleniu...

© Elżbieta Żukrowska 23.10.2018.
fot. z internetu

środa, 24 października 2018

*** (miedzy nami poetami...)




Motto:
Jacek Cieckiewicz   do Elżbiety Żukrowskiej

...a gdy za oknem już ciemno ...inni spać się kładą
ja oczy szeroko otwieram i marzę ...
a potem Ci robię herbatę z cytryną
i po cichutku opowiadam jak mi dzień dziś minął ..
...uwielbiam jak czeszesz włosy przed snem
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 

***
(między nami poetami...)

Patrz, patrz, jak dzikie wino wspina się po ścianie,
prawie jak moje myśli, które oplatają ciebie.
Podam ci to wszystko, co zebrałam w dłonie.
Osłodzę dni, które chcesz przepędzać w gniewie...
Rozkładasz swoje ręce, bym w nie zaraz wpadła.
Otwierasz swoje serce - i może bym zgadła,
co w nim masz. Dla mnie. Co mi dasz...
Szukam po omacku, myślami niewładna...
Czy wiesz, że potrzebuję czuć cię blisko siebie?
Zawsze wiem, kiedy mnie kochasz, a kiedy się złościsz,
z domu uciekasz, lecisz, może nawet w gości...
Kochaj mnie!!
- Woła za tobą serce... Tam dla mnie świat obcy...

Lecz ty nie słyszysz mego krzyku... Bowiem nie padło słowo,
to tylko, tylko we mnie głucho coś szlochało,
nie chcąc pogodzić się z odmową...
To tylko serce oszalałe... całe... rozbite całe... Kochaj mnie!

A gdy już spadną wszystkie liście,
gdy znów obiecasz uroczyście,
że tylko ja, że my, że chór aniołów zabrzmi dla nas,
będę przy tobie w noc wrześniową, w listopadową,
także grudniem, lecz daj mi słowo, daj mi słowo!
że będę tobie tylko jedna. Tylko TA.

Kochaj mnie, kochaj zawsze rano,
niech wszystkie ptaki wiedzą o tym,
niech nawet czajnik śpiewa parno
nim w szklance kawy wzbudzi poty!
Kochaj mnie też, gdy noc za pasem,
gdy pies zmęczony przestał szczekać.
Kochaj mnie... Bo ja cię ciągle...
Lubię gdy do mnie się uśmiechasz.

© Elżbieta Żukrowska 23.10.2018.
fot. Jacek Ciećkiewicz

wtorek, 23 października 2018

PIĘKNE OKOLICZNOŚCI...




Piękne okoliczności...

Marzeniami czasem żyję,
czy to tobie nie przeszkadza?
Serce zwariowanie bije,
zatem choć jemu wygadzam.

Niech się cieszy póki może,
niech raduje, uspokaja,
czas i tak wszystko przeorze,
a dla nas pokoju fajka.

Oby też życie w spokoju,
bez barierek i rogatek,
bez "usłużnych" sąsiadeczek,
które tak chętne do plotek.

Oby była bułka z masłem,
kubek kawy albo mleka,
a ta dama, która z kosą...
jeszcze na mnie niech nie czeka!

© Elżbieta Żukrowska 23.10.2018.
fot. z internetu


poniedziałek, 22 października 2018

SENNIE




Sennie...

Nad drewnianym płotem złote główki kwiatów,
obok cień chałupy przywołuje wizje.
Wszystko nagle słodkie, jakby w środku haftów,
obraz za obrazem dopełniają misję.

Prawie czuję zapach sierpniowego ranka,
gdzie wczorajszy kurz dzisiaj jest rosą spętany,
gdzie oddech wiatru i płytszy, i tańszy,
bo żniwa skończone, posprzątane łany.

Spowolnione życie dojrzewa w owocach.
Ówdzie toczy się w grządkach jak okrągła dynia!
Owady dziś zaspały, zmęczone przeoczą
drzwi uchylone - wnętrze dla nich inny wymiar...

© Elżbieta Żukrowska 21.08.2018.
fot. z internetu

*** (A jeśli czasu...)




***

A jeśli czasu ci zabraknie?
Lub deszcz na mokro zechce płakać?
To książkę czytaj i nie tęsknij -
czasem jest aura byle jaka.

A jeśli droga będzie długa?
O, przecież każda kiedyś minie.
I tylko wspomnień ciepła smuga
jak szalik szyję cię owinie...

Myśl o mnie czasem, myśl, kochany.
Uwolnij złotych tęsknot sploty.
Czas ma wyleczyć stare rany,
usunąć wszystkie twe kłopoty...

© Elżbieta Żukrowska 22.10.2018.
fot. z internetu

niedziela, 21 października 2018

MGŁA




Mgła

Cisza jak makiem... Mgła dokoła.
Ptaki zaspane, mokre piórka.
Jesień jest teraz, wiatrem woła,
a może cmoka jak wiewiórka...
Mgła...

Ktoś w cichym oknie pije kawę,
ktoś inny auto szykuje w drogę.
Ten biały całun stawia obawę,
czy bezpieczeństwo jest za progiem.
Mgła...

I choć na drzewach sporo liści,
choć wróble w krzaczkach czyszczą pióra,
jakoś tak smutek już się przyśnił,
gdy niebem włada smutna chmura.
Mgła...

Gdy tak co ranka tuman wisi,
słońce nie może spaść na ziemię,
muzyk omija smutne klawisze,
chociaż jest grania już spragniony.
Mgła...

To ona psuje ludziom humor,
zamyka oczy na piękno świata.
W swoich oparach przynosi opór,
chce byś zapomniał o pięknie lata.
Mgła...

© Elżbieta Żukrowska 21.10.2018.
fot. Andrzej Kosiba


piątek, 19 października 2018

JESIENNA MODA



Jesienna moda
(od vocem - Leszek Posyniak "PIERWSZY LISTOPADA")

Nie brońcie kobietom ubierać się ładnie.
Nie brońcie fryzjera, chwil u kosmetyczki.
Wszak one to dla was chcą być takie modne
- panowie, to dla was tak ostro tu iskrzy!

Tymczasem nie jeden narzeka na modę,
że rewia się szerzy, za mury wychodzi.
Panowie, do kogo te żale tak srogie,
wszak piękno lubicie, a ono uwodzi!

Kochajcie kobiety w futerkach i botkach,
we włosach rozwianych lub pod kapeluszem.
Bo one to wszystko do swoich kochanych
wykrzyczeć gotowe - ubierać się muszę!

Nie jeden z was, panów, uwielbia, gdy żona
przyciąga spojrzenia i niemal uwodzi,
więc może doceńcie urodę swych kobiet
nie tylko od święta, ale i co dzień.

© Elżbieta Żukrowska 19.10.2018.
fot. chojnow.pl, katoliban.pl, bezux.pl, m.styl.fm
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  
PIERWSZY LISTOPADA - autor Leszek Posyniak

Niedługo Wszystkich Świętych.
Więc jak „tradycja” każe,
w paradne rewie wszędzie
zamienią się cmentarze.
Wyleją się w alejki
najnowsze krzyki mody,
przepychem wpłyną wielkim
pomiędzy ciche groby
szynszyle, gronostaje,
versace, dior, tiffany,
chanel pachnące majem,
makijaż wyszukany…

Dziać będzie się to wszystko
w cmentarzy każdej ćwierci.
Próżności targowisko*
na wysypisku śmierci.

© Leszek Posyniak
Copemelinio, 22 października 2018.
---------------------------------------------------------------------------------------
*zapożyczenie - w szyku przestawnym tytuł powieści W.M. Thackeraya

niedziela, 14 października 2018

ROZMOWA KOLORAMI



rozmowa kolorami

od twojej strony wieje wiatr
zielony
a moje okna są na oścież

po twojej stronie czeka sen
nie bronię
abyś w nim do mnie kiedyś podszedł

od twojej strony pada cień
zroszony
kiedy przez okno widać mgły kłębiaste

po twojej stronie czeka dzień
lecz spłonie
kiedy po mojej tylko zimny  alabaster

patrz - pomieszały się kolory
jesień w czerwieniach oraz brązach
dzień przestał być tak smutno szary
ktoś się z obietnic chce wywiązać

© Elżbieta Żukrowska 14.10.2018.
fot. Andrzej Kosiba

piątek, 12 października 2018

WYBIEGAJĄC W PRZYSZŁOŚĆ...



Wybiegając w przyszłość...

Jeszcze coś tętni - trochę krwi w żyłach,
na schodach słychać powolne kroki,
a śmiech miał wybrzmieć... Jest cisza miła.
Motyl zygzakiem przed domem leci.

Już koniec lata. Koniec marzenia.
Świat chce się mgłami nisko otulać.
To taka pora - chwila wytchnienia,
zanim wichury rozpoczną hulać.

Rozpoczną taniec deszczu i wiatru,
szalone zrywy gniewu wraz z trwogą,
gołe gałęzie i puste gniazda
będą szlochały nad mokrą drogą.

Zielono-lice jodły i świerczki
wybiegną myślą w gwiazdkowe święta.
W marzeniach ujrzą płonące świeczki
i podarunków pełne rączęta.

© Elżbieta Żukrowska 12.10.2018.
fot. Rozystronka

środa, 10 października 2018

BAL U CUKRZYKA...




Bal u cukrzyka...

Cukier, psze państwa, ma to do siebie,
że rośnie we krwi tuż po jedzeniu.
Ty jesz cukierka, a cukier w niebie!
I fakt ten wpływa na twe ciśnienie...

Gdy po miesiącu z balu na bale,
przy tym "zaniki" w braniu leków,
nakłuwasz, sprawdzasz, nie dziw się wcale,
dobre wyniki są gdzieś daleko!

Cóż? Najpierw leki, a dalej dieta,
codzienne stanie na srogiej wadze,
smakołyk musi długo poczekać,
może ominąć twe usta nawet.

© Elżbieta Żukrowska 9.10.2018.
fot. z internetu

wtorek, 9 października 2018

SŁOWA I KAMIENIE




Słowa i kamienie

Widziałam kamień w twoim ręku.
Po co ci kamień? Nie rań ludzi!
Niech dobry duch się w tobie zbudzi.
Odłóż go lepiej i podziękuj.

Znam też osobę, która lubi
słowami ciskać jak kulomiot.
A na jej mowę się złakomią
ludziska chudzi oraz grubi.

Ważne, by kogoś obrażały.
Żeby godziły w samo sedno.
Bo często jest ci wszystko jedno,
nie patrzysz aby rację miały.

Ten kamień w ręku mnie przeraża.
Oznacza bunt bez dania racji!
Mówiłeś wczoraj o demokracji!
Dziś mogę brać ciebie za łgarza...

© Elżbieta Żukrowska 8.10.2018.
fot. rguama.icrt.cu

poniedziałek, 8 października 2018

TĘSKNIĘ...




Tęsknię...

Czegoś mi brak.
Nawet chcę szlochać.
Oko zamgliło się skutecznie.
Czegoś mi brak.
Nie przyszedł list.
A gdzie ta miłość długowieczna?
Już jesień życia mnie dopada.
Rdzawo rozrzuca senne liście.
Wiatr szeptem bajki opowiada,
wody jeziora lśnią srebrzyście.

Tęsknię.

Ciebie mi brak.
Rąk nasączonych ciepłym rajem,
miodem i kwiatem pomarańczy.
Dlaczego sam znów zostaję?
Dlaczego smutek blisko tańczy?
Tysiąc "dlaczego" bez odpowiedzi...
Samotność kruszy świat nadziei.
W zasadzie nic nie pozostaje,
jak poddać się, zasklepić w celi...

© Elżbieta Żukrowska 7.10.2018.
fot. Pixabay

niedziela, 7 października 2018

ZBYSZKOWI...






Zbyszkowi /Dziedzik/...

Morze przed zimą liże brzegi.
A w moim parku lecą liście.
Czas chce wyprzedzić coś w szeregu.
Mdleją winogron grube kiście...

Pomarańczowy już rokitnik
kłuje nie oszczędzając dłoni.
Wiem - czas nam biegnie zamaszyście,
postrącał czerwień z mych jabłoni.

A Tobie... wymalował włosy!
Wysrebrzył wczoraj ciemne skronie.
Chciał coś z wąsami... Lecz go spłoszył
uśmiech - przesłany słodko do mnie...

© Elżbieta Żukrowska 7.10.2018.
fot. z internetu

sobota, 6 października 2018

ZAMGLONE WSPOMNIENIA




Zamglone wspomnienia

Znam cię. A może nie znam...?
Może mi tylko coś się wydaje...
Przez ogród biegnie ścieżka wspomnień.
I w głowie drobiazg, a zostaje...

Uśmiech co w chabry okiem patrzy,
sam tak niebieski, niespłowiały,
nie da rozwinąć się rozpaczy,
w smutną pieśń o tym, że rozmaryn...

Dusza już łka w łabędzim puchu,
wciąż najwierniejsza i szlachetna,
ty nowy slogan teraz ukuj,
by garstka ludu przed nim klękła...

Wspomnienia... Pasma jasnych włosów,
które wiatr plątał i rozplatał,
wiosną magnolii kwiat postrącał...
Czekał... Lecz gdzie jest aprobata?

Ścieżka zarasta burzanami.
Zdjęcia w albumie już wyblakłe.
Wspomnienia miękkie jak aksamit,
a wszystko już na wpół zatarte...

© Elżbieta Żukrowska 6.10.2018.
fot. z internetu

wtorek, 2 października 2018

NIE SŁUCHAJ ZŁYCH PODSZEPTÓW


nie słuchaj złych podszeptów

w lesie za wioską za każdym drzewem
czaiło się złośliwe licho
po co tu przyszło - mówiłeś nie wiem
prosiłeś je by było cicho

ale nie było krzyk podniosło
że tutaj mech za bardzo suchy
i że poziomki nie urosły
dzięcioła dziwnie boli ucho

krzyczało że dni są zbyt krótkie
że grzybów nie należy zbierać
a jeśli już to tylko z bródką
i wrzosów dużo na materac

tak bajdurzyło nieprzytomne
może zazdrosne albo ślepe
a myśmy dalej ręka w rękę
i ramię w ramię szli przed siebie

© Elżbieta Żukrowska 2.10.2018.
fot. z internetu