Nic mi nie jest.
Moje smutki gonią niczym zwinne charty.
Droga dla nich nigdy nie jest zbyt odległa.
Świat się śmieje i wyczynia jakieś dziwne żarty,
nawet kiedy dusza jego w prochu legła.
A ja tylko moje smutki duszę w kotle,
niech już oka nie podnoszą na świat siwy.
To te mgły, albo i deszcz na tle zwątpień
odbierają mi wesołość oraz niszczą siły.
Nie potrzeba żadnych fanfar ani dzwonów,
mnie wystarczy garstka czerwoniutkich malin
i ten zapach, co po sadzie snuje się bez szronu,
chociaż chłód oznacza dla mnie tylko szalik.
Wypoczywaj - szepcze wiatr i mówią drzewa,
na gałęzi znana sroka kręci łebkiem.
No a we mnie nowa radość wnet dojrzewa,
śmieje się i nawet chowa gdzieś za drzewkiem.
Nic mi nie jest - przypominam sobie czasem.
Niech wiewiórka na mnie dziwnie tak nie zerka!
Smutki już są za dziesiątym chyba lasem.
A z radością dziś się mogę bawić w berka.
Zmiany w sadzie już mnie dziś nie przerażają.
Kwiaty, jesień i zimowe zawieruchy.
Co rok będę miała nową garstkę malin.
A tymczasem już się tulę do poduchy.
© Elżbieta Żukrowska 25.11.2018.
fot. z internetu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz