piątek, 15 lutego 2019

PO-WALENTYNKOWO








Po-walentynkowo

Jeśli do tej pory nic - nie licz, że coś będzie.
Nie wytrzymał, zmogło go, ty czekałaś w błędzie...
Połamane kwiatki zwiędły, perfumy się zbiły,
przez to wszystko on nie dotarł - zabrakło mu siły.

Gdy rok minie - wspomnij o tym. Wszystko się powtórzy.
Najwyraźniej mu nie służą zbyt długie podróże. 
Nie licz zatem już na kwiatki lub inne bonusy.
Chłop jest słaby, a szczególnie, gdy z głowy się prószy...

© Elżbieta Żukrowska 15.02.2019 r.
fot. z internetu

czwartek, 14 lutego 2019

POCIĄG WALENTYNKOWY (2)




Pociąg walentynkowy (2)

On:
Frutti di mare! Szampan różowy!
I niech mi nikt tu nie urwie głowy!
Już płoną świece, kelner we fraku,
a dla nas mnóstwo morskich robaków...

Szampan się pieni, wagon kołysze...
Poproszę flaczki, gorącą kiszkę,
mogą być zrazy z tej wołowiny.
Wszystko do smaku mojej dziewczyny.

Ona:
Później zatańczę upojne tango
- powiedział do mnie zjadając mango.
Uniosłam tylko na to brwi, czoło,
jeśli dotrzyma - będzie wesoło!

Bo mistrzem tańca mój luby nie był.
Raczej kołysał się w rytm od biedy.
Ale na szczęście nóg mi nie deptał,
nawet gdy tonął w namiętnych szeptach.

On:
Smaczna kolacja, tańce-hulanki,
nareszcie spokój dla mej wybranki!
Tu, w tym wagonie, zwanym sypialnym,
ułożę skarbka na łóżku... marnym.

Sam też się wtulę szybko w podusię,
regenerować się jakoś muszę.
Nie będzie seksu, ani gry wstępnej.
A zapanować muszę nad tętnem.

© Elżbieta Żukrowska 14.02.2019 r.
fot. Pixabay

środa, 13 lutego 2019

WALENTYNKOWY POCIĄG




Walentynkowy pociąg

Ona:
Wszyscy się pchają do sypialnego,
lecz nie tak prędko, drogi kolego!
U mnie porządek zawsze być musi:
to przykazanie mojej mamusi.

On:
Zatem tu najpierw będzie kolacja,
trochę szampana, bo z ciebie Gracja,
do tego lekkie dania pachnące,
najlepsze w smaku i niedrażniące.

Ona:
Czas po kolacji jest na balety:
walce, mazury i tanga strefy,
pora przytuleń, muśnięć i westchnień,
aż któreś mocne zgasi orkiestrę.

On:
I już sypialny wagon przed nami.
Zdejmuję z ciebie śnieżny aksamit,
szpilki, podwiązki, nawet majteczki.
Drzwi zamknę mocno, bo będą grzeszki...

©  Elżbieta Żukrowska 13.02. 2019 r.
fot. z Pixabay + moje napisy

poniedziałek, 11 lutego 2019

DAWNIEJ




Dawniej

Nie miałam konia na biegunach
a lalkę - ledwie gałgankową
to wyzwoliło wyobraźnię
więc hula jeśli ruszę głową

I podpowiada dziwne hece
lub przypomina stare bajki
które - zmienione - znów w świat lecą
czasem przy wtórze bałałajki

Nie miałam konia na biegunach
nie dla mnie dziecinny rowerek
jak wiatr hulałam gdzieś po błoniach
pomysłów było aż zbyt wiele

Prząśniczki przędły krosna tkały
urzekający śpiew w górę leciał
czasem skrzypeczki aż załkały
chłopak westchnieniem odpowiedział...

© Elżbieta Żukrowska 29.01. 2019 r.
fot. Pixabay

KIEDYŚ




Kiedyś

Gdy deszczem wybrzmi wiersz ostatni
a ty spostrzeżesz że to łzy
za stary obraz kartkę wetknij
to na pamiątkę wspólnych dni

Tych dni co płacz zrodziły wielki
darmo szukałaś utulenia
łzy były twarde jak muszelki
zabrakło męskiego ramienia

Na kartce będzie tylko zapis
ostatniej daty pocałunku
to nic wielkiego ledwie dowód
nadziei szeptu kropli trunku

© Elżbieta Żukrowska 10.02.2019 r.
fot. Pixabay

Podliczenie




Podliczenie zrobiłam - 4.701 wierszy... Nawet jeśli się pomyliłam - liczba i tak jest imponująca.
Ostatnio wprawdzie dużo mniej piszę, za to wiersze są zdecydowanie lepsze.
Ponadto jest tu jedna powieść i dwa duże opowiadania oraz cała mnóstwo małych... Nieźle, jak na 8 lat pracy twórczej. Dwóch wydanych powieści tu nigdy nie było, a nie są to malutkie książeczki... I ta trzecia powieść w zaawansowanym przygotowaniu - fragmenty o Mirce stali Czytelnicy znają, bo zamieszczałam "surowy" tekst - dziś już poprawiony i inaczej brzmiący. Czy taka okładka zwróciłaby Twoje zainteresowanie?

To jest dopiero przymiarka do okładki - może będzie całkiem inna. Ale 'coś jest na rzeczy"... :)

sobota, 9 lutego 2019

CISZA NIE ZAWSZE PŁYNIE NIEBEM




Cisz nie zawsze płynie niebem

Szepty zamarły płynie cisza...
po tęczy wspina się mozolnie
czy ją ten manewr ukołysze
czy będzie mogła spać spokojnie...

W omdlałych dłoniach mieszka słowo
które powinno wieźć do nieba
to przecież nawet nie jest zdrowo
karmić się ciszą - nie potrzeba

Nie mogę żyć w takiej rozłące...
gdy nawet szepty już zamarły
a w głowie myśl się dziwna plącze
o świeczkach co na dym ofiarny...

Wśród zapowiedzi złych wydarzeń
pamięć wybiórczo kreśli kształty
jest złoty kielich mały karzeł
i rozszalały sztormem Bałtyk

I znowu cisza po horyzont
gdzie wstaje świt i ptaszek kwili
Ty nie masz nic i ja nie mam nic
tak żeśmy się już pogubili...

© Elżbieta Żukrowska 9.02.2019 r.
Fot. Thomas Uhrmacher

czwartek, 7 lutego 2019

NA POWRÓT PRZYJACIELA




Na powrót przyjaciela

Powiedz mi, kim jesteś,
abym mogła swobodnie zabrać się za farby
i kolorować obrazki
nasączone dzisiejszym spokojem.

Powiedz mi, skąd jesteś,
że zieloność wzgórz to tobie zbyt mało,
a nawet puch zimy
nie ochłodzi głowy.

Powiedz mi, gdzie dążysz,
abym mogła iść z tobą w każdą chwilę
pełną uśmiechu lub łez
- to bez znaczenia.

Ważne jest jedynie to,
by ręka dotykała ręki,
słowo ocierało się o słowo,
a myśli płynęły
w zgodnym kierunku.

© Elżbieta Żukrowska 7.02.2019 r.
fot. własna

*** (na kamiennych schodach...)




***

na kamiennych schodach
wróble zbierają okruchy
słońce już spada z nieba
omotane czerwienią
przestaje śpiewać
na cienkim włosku pajęczyny
kołysze się stubarwny motyl
dla niego też kończy się lato
milknie ospały dzień

© Elżbieta Żukrowska 31.01.2019 r.
fot. z internetu

RATUNKU !




Ratunku!

Chciałeś przetańczyć swoje życie,
ale nie ze mną - miły panie.
Już drzwi zamknęłam - hen o świcie!
Już dziwna pustka mi zostaje.

I strach, że wrócisz, że ulegnę
spojrzeniom, dłoniom, twoim ustom,
że z nowa w słowach się zatracę,
kłamliwych i z emocjonalną pustką.

Strach, że się zgodzę na oprawcę:
ulegnę twoim czarnym oczom.
Uwierzyć ci - to przepaść na zawsze,
zanurzyć się w mroczność ochoczo.

© Elżbieta Żukrowska 7.02.2019 r.
fot. z Pixabay

poniedziałek, 4 lutego 2019

*** ( Siadam przy stole...)


***

Siadam przy stole
nie zdejmując płaszcza.

Łzy toczą się wolno,
bezgłośnie.
Na białym obrusie
stary kurz.
Cisza pęta dłonie.

Pytam w myślach -
w którą stronę odszedłeś?
Biała pustka
i tuman mgły.
Maćku...!

© Elżbieta Żukrowska 4.02.2019 r.
fot. własne

 Zaginął mój wydawca, wspaniały człowiek... To Jego zdjęcie z sierpnia 2018 r.



https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/rzeszow/krosno-zaginal-autor-ksiazek-maciej-penar/k2gy3st?utm_source=fpfakt&utm_medium=social&utm_campaign=fanpage&fbclid=IwAR0cnl-upEFV1NU7ICG2GFT2pjoOSZZPysg9yjMWgINrxKOIzeiA8wkLfIs

sobota, 2 lutego 2019

SMUTNY POŻEGNALNY UŚCISK..




Smutny pożegnalny uścisk...

Jeszcze ramiona są splecione 
i intensywny zapach płynie, 
ale już kona wiara w miłość,
nadziei wciąż ubywa... przy niej.

Rozstania są katastrofalne, 
to on tak szybko zapomina, 
zobaczy jakieś usta ładne, 
nogi do nieba, cud dziewczyna... 

I już mu głowa w tamtą stronę, 
wykreśla z serca swoją panią, 
bo tamta mu spojrzała w oczy... 
bo już ma wielką chrapkę na nią... 

A ta co w domu, zacna, miła,
 oszczędna, bardzo gospodarna 
- już mu obrzydła, już przemija, 
myśl o niej jakoś szybko zbladła... 

A ktoś mi tutaj takie zdjęcia, 
miłość po grób, obiecywanki... 
Wszystko minęło, czas przysypał 
zmurszałym kwiatem macierzanki...

© Elżbieta Żukrowska 29.01.2019 r.
fot. Pixabay

czwartek, 31 stycznia 2019

CISZA (2)




Cisza (2)

Namiastka swobody poza strefą dźwięku
świat magicznych cieni obrazów nadziei
coś co koniecznie trzyma cię za ręką
i co w dobrej wierze modlitwę powieli

Zatrzymani w biegu czekający uczuć
w wyciągniętych rękach odnajdziemy słowa
a później rozszepcze się małą syrenka
może wtedy pojmiesz czemuś umiłował

ciszę

Będą ci szumiały suche tataraki
zapluszczą znienacka kurki lub łabędzie
a z rzeki wyskoczą nawet dwa szczupaki
- i nad wodą cisza inaczej brzmieć będzie...

Tak naprawdę nie ma absolutnej ciszy
bo choćby się zamknąć w szczelnym pomieszczeniu
jak twoja krew płynie wyraźnie usłyszysz
cichnąc lub narastając w skroniach bez umiaru

© Elżbieta Żukrowska 30.01.2019.
fot. internet


środa, 30 stycznia 2019

CISZA (1)



Cisza 1

Zakołysało się moje niebo
gdy cisza świat w ramiona brała
może się bało o czyjąś duszę
a moja dusza już szeptała
ale umilkła onieśmielona
wielkim przestworzem nieba-ziemi
poszumem morskich fal przy skroni
i skrzydeł ptasich ponad nimi...

Zapadał mrok gasząc latarnie
lecz w duszy światło pozostało
na roztańczone morskie wody
błogosławieństwo swe wylało
i ujarzmione zmilkły wiatry
i cisza stałą się rozległa
siedziałam tam rozpogodzona
chociaż nikomu niepotrzebna...

Cisz i ja Cisza i dusza
Brak myśli ozdób czarcich piór
I niech mnie nikt już stąd nie rusza
I niech mnie nie pozbawia chmur

© Elżbieta Żukrowska 30. 01. 2019 r.
fot. Wojciech Żukrowski



wtorek, 29 stycznia 2019

SAM




Sam

Samotność szkli się w słonym oku
wczoraj strąciłeś łokciem kubki
dziś złość tężeje już od zmroku
dobry by był kieliszek wódki

Samotność kruszy twoją wolę
popycha w stronę zakazaną
nie stawiaj tej flaszki na stole
bo pewnie "wypije się sama"

Schroniłeś się do swojej nory
tu liżesz rany jak po wnykach
wyrwałeś się - lecz brak pokory
rad byś swawolnie dalej brykał

Przyznaj się - ciężko w samotności
przecież nie znosisz tego jarzma
boli cię głowa ręce kości
mówisz - to już ostatnia taka jazda

© Elżbieta Żukrowska 26.01.2019 r.
fot. Pixabay

poniedziałek, 28 stycznia 2019

DO ZBUNTOWANEJ...




Do zbuntowanej...

Kiedy ma dusza krzyczy w głos,
kiedy tak szarpie, coś wymusza,
to ja jej nawet sójkę w bok
- niech zapanuje spokój, cisza.

Mówię jej - dosyć się szarpałaś,
naukładałaś smutnych wierszy
- teraz się tutaj nie nadymaj,
jeśli chcesz tworzyć - to weselsze!

O, popatrz sobie, duszo moja,
w książkach część wierszy już ukryłam,
choć dużo jeszcze pozostało
- na razie z głowy druk wybiłam.

©  Elżbieta Żukrowska 23.01.2019 r.
fot. Pixabay

sobota, 26 stycznia 2019

DECYZJA




Decyzja

Tobie się tutaj nie podoba!
Już poszłaś szaty rwać przed lustrem.
Przestań, dziewczyno! Twa uroda
chce mieć oprawę - przede wszystkim.

Chce głośno krzyczeć - popatrz na mnie!
Zachwyć się, zdumiej i zapragnij!
Nie każdy może błyszczeć ładnie.
Tego nie trzeba uzasadnić.

Gdy dawna miłość ścięła nogi,
gdy czas odwrócił się na nice,
przestałaś mieć wielkie wymogi
i szukać szczęścia wraz z księżycem.

Nie chciałaś więcej kochać mocno,
zgodziłaś się na szare życie.
Nie będzie kina, rautów, spotkań,
ani powrotów gdzieś o świcie...

© Elżbieta Żukrowska 26.01.2019 r.
fot. z internetu

poniedziałek, 21 stycznia 2019

ŚWIECIE NASZ...!




Świecie nasz...!

Świecie nasz - dokąd zmierzasz? Kto wytycza szlaki?
Gdzie pokój między ludźmi? Gdzie uszanowanie?
Gdzie dalej polskie wierzby i gniazda bocianie?
Gdzie rozkwitłe kaczeńce, szumne tataraki?

Jest obca zieleń wyspy, całkiem obce smaki.
Zagubione nadzieje, a nie pojednanie.
Kiedy Kraj stał się wrogi - uciekli za szaniec,
bo prawa ekonomii szczypały jak raki.

Świecie nasz dokąd zmierzasz? Chwile niepokoju
rozciągają się w życiu. I brzydzą. I bolą.
Rozpadają na krople piekącego znoju,

co potem rosi czoło, już myśli nie kojąc.
Jeszcze idziesz do ludzi, może szukasz forum.
Lecz ten świat jakby zdziczał. Tylko szczeka kojot...

© Elżbieta Żukrowska 19.01.2019.
fot. własna

środa, 16 stycznia 2019

WIATEREK, WICHER, ORKAN




Wiaterek, wicher, orkan

Wiatr się zasmucił i zamyślił...
Ktoś go uraził w stopę lub w bok... 
I tamten ciemny wieczór się przyśnił,
choć dawno minął od niego rok....

Posmutniał stary, dziś odrętwiały,
więc deszcz niech pada, a burza grzmi.
Zaś on w szczelinie ocalały
ten dawny wieczór z nowa śni.

Wiatr jako postać jest dostojny,
moc w nim tajona wręcz aż drży.
Kiedy się czas jego wypełni
- szalony wnet wyważa drzwi. 

Przyjmuje imię od kobiety
i prędkość wrzuca poddźwiękową!
Nie wychodź z domu dziś, niestety,
aby uchronić szyję z głową!

© Elżbieta Żukrowska 16.01.2019.
fot. Pixabay

poniedziałek, 14 stycznia 2019

... NA ŚMIERĆ PREZYDENTA



.... Na śmierć Prezydenta

Śmierć.
Otulona szarymi mgłami
kroczy dumnie środkiem ulicy.
I wyciąga rękę. I plami.
I bezgłośnie do kogoś krzyczy.

A ten Ktoś pada jak żniwne kłosy...
I zasłona już na Nim biała,
chociaż szron nie wybarwił Mu włosów,
nawet świeca w połowie jest cała...

Jednak płomień już zgasł. Ścichło serce.
Krew nie tętni. Śmiertelne jest łoże.
Odszedł już.
Buntu w nas coraz więcej.
Kto dał prawo ugodzić Go nożem?

© Elżbieta Żukrowska 14.01.2019.
fot. z internetu

poniedziałek, 7 stycznia 2019

OSTRO ORAZ BŁYSKOTLIWIE




Ostro oraz błyskotliwie

Musztarda, pieprz - ostre przyprawy,
lecz bez nich życie nudą tknięte.
Nie są na pewno do zabawy.
Gorzej gdy lustro też pęknięte...

Tak, tak... Nie ma ratunku - trzeba nowe
i niech zawiśnie w świetle na ścianie.
Potrzebne będzie długo jeszcze,
aby nie straszyć... rozczochraniem.

Można posypać w krąg kurkumą,
może uczyni nam świat złotym...?
A lustro...? Niech bezpiecznie duma
i się nie krzywi do pozłoty!

© Elżbieta Żukrowska 6.01.2019.
Fot. Pixabay

niedziela, 6 stycznia 2019

UPARCIE CZYTAM...




Uparcie czytam...

Uparcie czytam cudze wiersze
- odkrywam szal mądrością tkany.
I jeśli w życiu coś mi umknie,
to odnajduję w tym czytaniu.

We wszystkich wierszach nie ma marzeń
- twarda rzetelna rzeczywistość.
unikam ognia - a w tym sparzeń,
lecz czy na pewno patrzę w przyszłość?

Ten opowiada o radości.
Chce za nos czyjeś życie wodzić.
Czas opanować namiętności
i z nowym rokiem się... odrodzić!

Może wypijmy łyk szampana
i zapanujmy nad nostalgią.
Na zdrowie wyjdzie taka zmiana,
wybarwi życie nową magią.

© Elżbieta Żukrowska 6.01.2019.
fot. Pixabay

piątek, 4 stycznia 2019

NA OKOLICZNOŚĆ NIEBIESKICH MINUSÓW....




Na okoliczność niebieskich minusów...

Paputki i pledy, to jeszcze pół biedy...
Do tego mikstury kieliszkiem mierzone...
Nie wychodź już z domu i nie mów nikomu,
jakie to zasady masz z dawna wpojone...

Paltotko twe liche, buty jakieś cienkie,
więc po co się szwendać w taki czas zamrozu? 
A w domu kanapa i fotel (dość miękkie),
ułóż się wygodnie - to mówi twój rozum.

Jeszcze mnie tu trapi sprawa kieliszeczka.
Cóż? Zapasy konieczne, ale gdy ich nie ma...
Mus zrobić inaczej jeśli w głowie sieczka
- zaproś z buteleczką swego przyjaciela.

© Elżbieta Żukrowska 4.01.2019.
fot. z internetu

środa, 2 stycznia 2019

*** (Szybko i po cichu...)




Z inspiracji wierszem K.Dominik
ŻYCIE TO CHWILA

***

Szybko i po cichu odszedłeś
we śnie
we mgle
w moim nie-do-czuwaniu

Miałeś mi jeszcze powiedzieć
nauczyć
objaśnić
nawet rozpisać na lata życia różaniec

Mam pudełko zdjęć
twój studencki krawat
wiśniową fajkę
i zapach ostatniej wody

Za zachodnią bramą
kulą się pomarańczowe nagietki

Tato!!

© Elżbieta Żukrowska 2.01. 2019.
fot. z internetu

PO BALU...





Po balu...

Wino zwietrzało, szkło przestało dźwięczeć.
Na schodach kilka kółeczek konfetti.
I serpentyny zawisły na lustrach,
ktoś tędy wracał niczym w czas zamieci.

Bal już się skończył... Ciasny pantofelek
leży rzucony na środku, niedbale.
A ona z trudem dopadła łóżka
- tak to zmęczenie przeważyło szalę.

A gdy tak leży - sny wciąż ją kołyszą,
od nowa hurtem przeżywa trzy bale!
Była szczęśliwa w męskich ramionach
bez nich - być może - przyjdzie oszaleć!

© Elżbieta Żukrowska 1.01.2019.
fot. Art.graphiK

wtorek, 1 stycznia 2019

POPEWAJ, POLEWAJ, PORA NA SZAMPANA!



Polewaj, polewaj, pora na szampana!

Kto się bawi - to się bawi.
Niech tańczy w najlepsze!
Noworoczne to hulanie
- jest świeże powietrze.

A petardy głośno huczą,
straszą tak niegrzecznie!
Psy schowane pod kanapą,
na pewno bezpieczne?

To noc długa, noworoczna,
strzelają szampany.
Ten i ów już do dom wrócił
- jest mocno zawiany!

A my co? Trzy babcie w styczniu...
Lecz bez słowa skargi.
Szampan, śliwka, kęs łososia,
kawa parzy wargi...

A na ekranie stare chłopy
skaczą niczym małolaty.
Taka orkiestra, takie zespoły...
z daleka od własnej chaty...

Cieszmy się życiem, jest znakomicie.
Wszak babcie zawsze górą!
Bez względu na to, gdzie wieją wiatry,
a co zakryte jest chmurą.

© Elżbieta Żukrowska 1.01.2019.
fot. z internetu

niedziela, 30 grudnia 2018

DRŻĄC W JESIENNYM CHŁODZIE...




Drżąc w jesiennym chłodzie...

Myślisz, że mnie widziałeś?
Byłam liściem spadającym
w październikowym słońcu
i mgłą listopadową,
gdy wrony ciężko chorowały...
I wiatrem grudniowym,
niosącym nadzieję
na białe święta.

Nic się nie spełniło.

Życie rządzi się innymi prawami,
ty nie masz tu nic do gadania.
Przydepniesz butem przypadkowy liść,
kawę wypijesz do śniadania
i już możesz iść
w niebieską życia stronę,
tam, gdzie się drzewa gną,
wiatrem szarpane, zmartwione...
W pustce są...

© Elżbieta Żukrowska 29.12.2018.
fot. zinternetu

PODZIĘKOWANIE



Bardzo dziękuję za miniony rok.
Za przyjacielskie podawanie ręki,
za to, że byliście ze mną
w najtrudniejszych momentach.
"Dobrzy ludzie dają szczęście,
źli - niosą doświadczenia,
najgorsi - dają dobre lekcje,
najlepsi - wspaniałe wspomnienia".
Zatem dziękuję wszystkim
i przyjaciołom, i wrogom,
wśród nich mogłam żyć i się cieszyć,
dalej pozostać sobą.
Dziękuję za dni jasne i za szaty ciemne,
za buty przyciasne, za dni nieprzyjemne.
Dziękuję za waszą przyjaźń,
dziękuję za wrogość.
Dzięki temu radziłam
nawet sama z sobą.
Bądźcie dalej blisko, 
by wspierać radami.
Wrogowie też niech zostaną
- przynajmniej są już znani. 

© Elżbieta Żukrowska 27.12.2018
fot. z internetu

PIWO




Piwo

Zamiast świątków na półce są piwa
- by było blisko sięgnąć w czasie "suszy".
Gość zmachany, więc się nie odzywa,
nogą, ręką z wielkim trudem ledwie ruszy...

Praca - pracą, potem trochę odpoczynku,
z kolegami dziś do baru lub na łączkę.
Żona? Matka? Wszak prosiła "wracaj, synku",
ale tobie to jest znowu nie na rączkę.

Z rana oczy, chociaż patrzą - to nie widzą.
Gardło suche, dziki szum narasta w uszach.
Lecz pobudki opór zmysłów właśnie kruszą
- wytrwać dniówkę - bo aż tyle dzisiaj muszą...

© Elżbieta Żukrowska 15.12.2018.
fot. z internetu

piątek, 28 grudnia 2018

ZACIENIONE GRZECHY




Zacienione grzechy

Coś tu nie gra - cień z cieniem się snuje.
Smutne zdjęcia płowieją na ścianie.
Zgliszcza uczuć, choć trzy niezabudki
zasuszone czekają w panamie...

Tak zwątpienie wślizguje się bokiem,
już zawłaszcza kanapę i fotel,
czas-doradca nie będzie obłokiem,
podszeptuje, bym zmieniła motel.

Oczekując na zmianę widzenia,
na rozbłyski radości w uśmiechu,
na pobudkę własnego sumienia
- postanawiam zapomnieć o pechu...

Coś tu nie gra! Już miny są łyse!
Grzbietem ręki się ściera uśmiechy.
Grzech czyniony był kiedyś z rozmysłem.
Dziś nie niesie już sobą uciechy...

© Elżbieta Żukrowska 22.12.2018.
fot. z internetu

środa, 26 grudnia 2018

NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŚĆ!




Najważniejsza jest miłość!

Czasem serce (głupie, oj, głupie!)
otwiera się dla żebraczej miłości.
Pędzi na oślep, raniąc stopy,
w mgłę albo w burzę, w niepewności!
Z tysiąca dróg wybiera trudną, bo skalistą.
Rozczarowane, złamane, postrzępione,
leczy się w ukryciu, nie ważąc się pisnąć.
Nie pozwala, by radość zabłysła,
a obmywa we łzach.
I nie wyciąga nauki na przyszłość!
I choć duszki szepczą - zakończ to lub pomścij!
Nie ulega tym szeptom, bo głodne miłości...

© Elżbieta Żukrowska 26.12.2018.
fot. internet

ŚPIEW ANIOŁÓW (jedenasty rozdział powieści)





11.

Poniedziałek, popołudnie.

Z popołudniowej drzemki wyrywa mnie głośne pukanie do drzwi. Przecież mam dzwonek. Dlaczego ktoś nie dzwoni? Otwieram. Muszę mieć potargane włosy i jestem zaspana. Przede mną Mateusz. Zapraszam go do środka. Przyniósł ze sobą dwie pary spodni - krótkie i długie. Jedne i drugie są mocno poprzecierane na udach, ale można to łatwo zreperować. Jednak on mówi, że to spodnie na miarę, a tak w ogóle są do wyrzucenia. Uświadamiam sobie, że nie byłam dziś w lumpeksie i jestem z siebie dumna. Ale nie byłam też u szewca, już jest za późno. Robię sąsiadowi kawę, duży kubek, a sobie małą filiżankę. Rozmawiamy. Mówi, że z tym rowerzystą już ma święty spokój. Zaprasza mnie na truskawki do kogoś z rodziny. Mogłabym sobie narwać na przetwory, on mnie zawiezie i przywiezie. Dziękuję, ale nie. Od podnoszenia rąk w górę (wieszanie prania) i od schylania się mam zawroty głowy. Po co mi ryzykować? Nie potrzebuję wiele. Zimą kupię sobie słoiczek lub dwa dżemu. Dla małych dzieci robiłam dużo dżemów. Teraz już nie.

wtorek, 25 grudnia 2018

NIE PRZYJECHAŁEŚ...




Nie przyjechałeś...

Siedzę sama, już zaraz wszystkie świeczki zgasną,
niebo ciągle ciemne, bo są grube chmury.
Jeszcze czytam i myślę, a nie mogę zasnąć
i tylko cicha tęsknota szybuje do góry.

Śnij, opowiadaj sny senną litanią.
Pomaluj wizje niczym malarz obraz.
Rozczarowanie też może być manią,
na równi z występkiem, choć czasem na pokaz.

Śnij, kołysz sny nogą, jak bujasz kołyskę.
Babcia ci mówiła, że tak zło kołyszesz.
A i tak w opowieściach słała ci tradycję,
jak to u niej - dosadnie i zawsze na zicher.

Gasną świeczki, czas płynie, anioły posnęły.
Jemioła daremnie zachętę wysyła...
Dziś cię nie całuję, bo nie przyjechałeś.
Rozmodlona a pusta ostatnia godzina...

© Elżbieta Żukrowska 23.12.2018.
fot. z internetu

poniedziałek, 24 grudnia 2018

NIEZDECYDOWANIE




Niezdecydowanie

Pytania? A jeśli tak? Lub nawet nie?
Po lodowatej przestrzeni wiatr...
Sen się nie spełni, nie stanie dom.
Sen jest dla śmiałków gdzie śnieg już spadł...

Spłoszone duchy stają za drzwiami,
czarny materiał zasłania lustro.
Czas zabił radość, wywrócił kramik.
Ja się nie zbudzę, już jest za późno...

Tylko choinka światełkiem mami,
czasem igliwie zapachnie mocno,
czerwony kolor, miękki aksamit,
a od emocji robi się tłoczno.

Jeszcze kolęda, granie dzwoneczków,
później nadzieją oczarowanie...
Czy tak, czy nie - jak małe dziecko -
od nowa stawiasz smętne pytanie...

Może pojechać, a może zostać,
drażni mnie twoje niezdecydowanie.
Droga do domu winna być prosta,
dlaczego pragniesz się już wyłamać?

© Elżbieta Żukrowska 24.12.2018.
fot. z internetu

niedziela, 23 grudnia 2018

STWÓRZ MNIE NA JEDNO WSPÓLNE ŻYCIE



Stwórz mnie na jedno wspólne życie

A może jednak i mnie stworzysz,
nie tylko sny tak zagadkowe?
Może mnie  jawą swą ogarniesz
i razem w buty siedmiomilowe...?

Pójdziemy wspólnie na kraj świata,
gdzie tylko słońce i bociany...
nie chcę być lodem, a gorącem,
tętniącym zawsze, nie nad ranem...

Chcę być dla ciebie tym mężczyzną,
który cię lubi brać w ramiona,
który uczucia umie wyznać
i żaden śnieg go nie pokona!

Który cię szukał, wreszcie znalazł,
pierścionek ci na palec włożył...
na dalsze wspólne życie wskazał.
I guza przez to się dorobił...

©  Elżbieta Żukrowska 23.12.2018.
fot. z internetu

ŚPIEW ANIOŁÓW (dziesiąty rozdział powieści)




10.

Poniedziałek rano.

Chodzę (w koszuli nocnej) ze szmatką i wycieram kurz ze wszystkich parapetów. Wreszcie czajnik mnie "woła" i zaparzam sobie kawę. Mam już w planie spacer po parku. Po wczorajszej burzy musi tam cudnie pachnieć. Piję kawę i jednocześnie robię makijaż. Ubieram się "na sportowo". Zabieram ze sobą mój wielki kosz na ramię - może później wdepnę na ryneczek - jeszcze nie wiem po co. Po ziemniaki? Od drzwi cofam się po komórkę, prawda, ciągle jest zablokowana, ale nie zmieniam tego. Natomiast dorzucam do kosza dużą reklamówkę, na której będę mogła usiąść, gdyby czasem ławki były nadal mokre.

piątek, 21 grudnia 2018

CHŁOP (opowiadanie)




Chłop (opowiadanie)

No, to zaraz mamy święta. Jest dobrze. Naprawdę. Z samego rana pożarłam się z Chłopem, ciśnienie skoczyło na sto osiemdziesiąt, a ja nabrałam obrotów i praca zaczęła mi palić się z rękach. Tylko w uszach mi trochę dzwoniło... Na pierwszy rzut poszła kuchnia - wiecie - góra szafek, środki, blaty. Każda kobieta to zna. Stłukłam jedynie słoiczek z ryżem... Chłop posprzątał podłogę i jest okey. Szybko mi poszło, bo lodówkę i zamrażarkę odmroziłam już trzy tygodnie wcześniej, też po awanturze z Chłopem. Wtedy tak mnie naszło, że nawet okna w dwóch pokojach umyłam. Resztę umył Chłop, a ja poprałam wszystkie firany. On je powiesił, ja poprawiłam. Zawsze tak robimy, bo ręce mi mdleją i nie dam rady tak długo trzymać w górze.

środa, 19 grudnia 2018

ZRODZONY Z BÓLU I TĘSKNOTY




Zrodzony z bólu i tęsknoty

Jesteś moją wyspą szczęścia
nadzieją na bezkres dni łagodnych,
wiatrem, który nie umie schlebiać,
pędzi widma umarłe lub głodne...

Jesteś darem i z krwi, i ze szpiku,
frędzlą firan na oknie sąsiada,
samotnością rzuconą dla wilków,
myślą, której nie da się przykrawać...

Bo zło jest w tobie, lecz i dobra wiele.
Pomieszane wszystko jak w diabelskim kotle.
A ty wśród tego rozpaczą gorejesz.
Jestem za daleko by słone łzy otrzeć...

© Elżbieta Żukrowska 19.12.2018.
gif z internetu

ŚPIEW ANIOŁÓW (dziewiąty rozdział powieści)



9.

Niedziela.

Z samego rana dzwonię do Lusi. Nie odbiera. Może to i dobrze. Lusia jest moją najbliższą przyjaciółką. Jednak jest zbyt wcześnie, bym ględziła jej o Olku. Robię poranne ablucje, jeszcze nie ubieram się kompletnie. W szlafroku mykam z kawą na balkon. I rozmyślam. I postanawiam. Co? Po pierwsze nie odbierać telefonów od Olka. A kiedy już się spotkamy oko w oko - to go zwyczajnie wykpić. Nie będzie robił sobie ze mnie telefonicznej nałożnicy! Co to - to nie! Oby moje postanowienie było mocniejsze niż te w sprawie lumpeksu.
Jest niedziela. Cudna, leniwa niedziela. Uśmiecham się do siebie, do życia, do słońca, choć ono coś dziś jakieś niewyraźne. Za to ptaki są kompletnie oszalałe. Dawno nie słyszałam takiego koncertu. Jeszcze raz - jest CUDNIE. Brakuje mi tylko papierosa. Nie palę od ponad dwudziestu lat, a ciągle tęsknie za paleniem.

wtorek, 18 grudnia 2018

CZY PAMIĘTASZ...?




Czy pamiętasz...?

Czy jeszcze pamiętasz jakie jest czekanie?
Czy jeszcze umiesz zaglądać w okna?
Chodzić od świtu aż po śniadanie
i tylko udawać - nie sprzątać.

Niby skupiona, a myśli wciąż w biegu,
rozchybotane jak ptaki na niebie.
Już miał być, a nie ma - zatem dlaczego?
Tęsknota miesza się z gniewem.

Nie zawiadomił, nie przekazał wieści.
Przecież to jawne jest lekceważenie!
A wszystko musisz w swoim sercu zmieścić,
czekając - może daremnie...

© Elżbieta Żukrowska 18.12.2018.
fot. z internetu

sobota, 15 grudnia 2018

*** (Istniejesz - jesteś moja...)



***

Istniejesz - jesteś moja - chociaż o tym nie wiesz!
Powstajesz we mnie zawsze ledwie drgnie powieka,
ledwie ręce wyciągnę, jak zbawcze promienie,
jak niezbędnik każdego (lichego?) człowieka.

Krzyk pojawia się pierwszy, chociaż go wyciszam,
krtań boląco ściśniona - może niepotrzebnie.
Na razie daremnie łzę kryje powieka,
a szloch, ten wewnętrzny, zbyt często jest we mnie.

To tęsknota, co goni palce po klawiszach,
niech szukają akordu lub zaledwie dźwięku.
Ciemność nocy mnie tłamsi, nie jest zwykłą ciszą,
albowiem też więzieniem - jak w zaklętym kręgu.

Jesteś moja - uparcie powtarzają usta.
W myślach niosę pieszczoty, już trzymam w objęciach,
a na podłodze leży jakaś zmięta chusta...
Niemożliwe bym dalej tak straszliwie cierpiał!

© Elżbieta Żukrowska 14.12.2018.
fot. z internetu

piątek, 14 grudnia 2018

ŚPIEW ANIOŁÓW (ósmy rozdział powieści)


fot. Andrzej Kosiba

8.

Noc z soboty na niedzielę.

Doprawdy - nie wiem, co podkusiło mnie do włączenia laptopa. Cena pianina? Takie, które podoba mi się z wyglądu kosztuje około pół miliona - bagatelka! Ale są i tańsze. Kukam to tu to tam i dopada mnie Andrzej Poniedzielski. Koniec. Oglądam go i słucham. Chyba grubo ponad półtorej godziny. Kompletnie padnięta idę wreszcie spać. Wspominając rozmowę z Olkiem usypiam momentalnie. Budzi mnie telefon. Jest dwudziesta trzecia trzydzieści, a więc spałam może dziesięć minut. Zaspana odbieram nie patrząc, kto telefonuje i mam zamiar zachować się jak wodospad. Tymczasem słyszę:
- Maczku mój kochany, jesteś? - potwierdzam.

KOBIETA




Kobieta

Znasz ten czar - ruch bioder - istna prowokacja!
Krok za krokiem wolno stukają szpileczki.
Włosy wiatr rozwiewa, choć tu wiatru nie ma!
Pierś płynie zmysłowo - bogate trójeczki...

Wiem - krzyczysz bezgłośnie podległy urokom.
Jej kobiece wdzięki kuszą, zatrzymują.
Chłoniesz śliczną postać - wbrew wszelkim rozłąkom!
Piszesz w swej pamięci, miłość wyśpiewując.

Patrz.. talia niezwykła, delikatna, gibka,
ten uśmiech na twarzy zdaje się anioła!
Lecz to równie dobrze może być diabliczka -
przecież tym spojrzeniem już do siebie woła!

Padasz na kolana rzucony urokiem,
chcesz świat do nóg złożyć, lecz właściwie - po co?
To ona jest światem w ujęciu szerokim,
szczególnie gdy tuli  wieczorem lub nocą.

© Elżbieta Żukrowska 13.12.2018.
fot. internet

czwartek, 13 grudnia 2018

WYRWIJ MUROM ZĘBY KRAT



Wyrwij murom zęby krat*)


Wspomnienia miały być wyblakłe
trzynastka na początku stoi
a upływ lat trzyma oklapłe
dłonie w kieszeniach - bo się boi

Lecz czy na pewno - pamiętamy
znaczone euforii zręby
i nagły mróz ZOMO i ROMO
A Jacek śpiewał - wyrwij zęby

Czołgi chrzęściły znów na bruku
bezradnie zaciskano pięści
i ktoś się bał tego pomruku
choć zapewniano - dobrze będzie.

Już nie płonęły koksowniki
noszono paczki po więzieniach
a dla ich rodzin dary serca
aby nadziei nie dać skonać

Ty nie pamiętasz we mnie ciągle
zakodowany strach o dzieci
niepewność jutra i mundury
i gwiazda która nie chce świecić
~~~~~~~~~~~~~~~~~
*) - z piosenki "Mury" Jacka Kaczmarskiego

© Elżbieta Żukrowska 13.12.2018.
fot. nowiny24pl

środa, 12 grudnia 2018

ŚWIĘTA O KROK...




Święta o krok...

Telefon milczy, płacze pies,
a kot się plącze pod nogami.
Gdzie jesteś - pytam (zwierzaki też),
wszak miałeś wrócić przed świętami.

Ustawiam świeczki - okno lśni,
kołyszą się łagodne cienie,
czy tę choinkę ustroisz mi
- dziś blisko jest zwątpienie.

Wyjmuję bombki, gwiazdki trzy,
aniołek do mnie słodko mruga.
A moja ręka mocno drży
i cisza przy mnie długa...

Łańcuchy chcą się złotem wić,
dzwoneczki srebrem dzwonić.
Wszystko daremnie, no bo ty
nie wracasz wciąż do domu.

A sama świerczka nie osadzę,
nie pójdę po sąsiedzką pomoc.
Niech nie wie nikt, że nie uradzę
i że z tęsknoty niemal konam.

© Elżbieta Żukrowska 12.12.2018.
fot. z internetu

wtorek, 11 grudnia 2018

WŁOSY


włosy

wiersze dla ciebie - zgasła zorza
i w senność uciekł szelest mrówek
ojciec maleństwo spać położył
nowy szykuje się przychówek...

na niegościnnym niebie cisza
wrony machają ogonami
ale krakania ktoś zabronił
więc teraz ciszą będą mamić

a gdy rozpuścisz włosy nocą
i będziesz je przed lustrem czesać
on znowu przyjdzie i popatrzy
pod wąsem będzie się uśmiechać

mówił że kocha gdy je czeszesz
gdy tak po plecach je rozrzucasz
cóż wtedy wrony albo sroki
ty nadal jego tak zachwycasz

© Elżbieta Żukrowska 11.12.2018.
fot. Maxmodels

niedziela, 9 grudnia 2018

ŚPIEW ANIOŁÓW (siódmy rozdział powieści)





7.

Sobota - późne popołudnie.

Upijam kilka łyków drinka wgapiając się w zdjęcie Olka. Chyba się rozluźniam. Czuję już działanie alkoholu. No a zdjęcie... Nic nie mogę na temat zdjęcia. Patrzę. I jest wibrowanie komórki. Podejmuję rozmowę.
- Witaj skarbie - mówi ciepło Olek.
- Cześć. - Chyba drży mi głos. A ręce dalej się trzęsą. Jednak.
- Nie mogłem wcześniej "tyrpnąć", dopiero teraz się urwałem od stołu. Wiesz, niby okazja smutna, ale przy rodzinnym spotkaniu to zawsze jest dużo rozmów, bo rzadko się widzimy. A jeszcze jak się golnie kielicha...
Przecież wiem, nie musi mi tego mówić! Ale chyba jest skrępowany, chyba sam nie wie, co chce, a co może powiedzieć.

sobota, 8 grudnia 2018

TATO




tato

tak łatwo zapominam
choć - bywa - łzy też sieję
zapominam - o ojcu
gdy mnie wiódł poprzez pola
uczył rozróżniać drzewa
to wierzba to topola
i ziarna uczył
i jak je rozsiewać
jak pierwszą skibę kroić
pługiem - teraz najlżejszym
koniom dać odpoczynek
pod kępą olch splątaną
i uczył gdzie skowronek
gdzie kuna ma swój domek
gdzie czai się łasica
gdzie młode swe przemyca
jedliśmy razem dzikie maliny
i jeżynami czerniliśmy usta
ręce były zmęczone
nogi nie chciały chodzić
lecz dusza nam się śmiała
zadowolona i czysta

łzy same przychodzą
i zawsze nieproszone
ten dotyk szorstkiej ręki
i uśmiech najcieplejszy
było a przeminęło
wspomnień pasmo zadrżało
i już odpływa w schowki
do następnej kolędy...

© Elżbieta Żukrowska 8.12.2018.
fot. z internetu

wtorek, 4 grudnia 2018

ŚPIEW ANIOŁÓW (szósty rozdział powieści)



6.

Ciąg dalszy soboty.

Wychodzę z cmentarza i naprawdę brak mi kogoś do pogaduszek. Nie mogę iść do żadnej koleżanki, bo przecież jest sobota, większość kobiet sprząta, robi zakupy itd. Z nikim się wcześniej nie umówiłam. Jakoś tak jest mi smutno i mgliście... choć na niebie nadal króluje słońce. Sprawdzam godzinę - właśnie mija dziesiąta. Muszę po drodze kupić ługę, to taki stężony roztwór do krochmalenia. Wrócę do domu i zaraz zajmę się serwetkami. Nie wiem jak się to dzieje, ale już stoję w drzwiach lumpeksu. Zmartwiałam. To ten w którym kupiłam suknię z dziurą. Wchodzę i bezlitośnie postanawiam, że nic nie kupię. A jednocześnie wiem, że oszukuję samą siebie. Ty durna kretynko - wymyślam sama sobie i z uśmiechem mówię dzień dobry. W sklepie jest kilka osób. Dwie już wychodzą. Dwie inne są już przy kasie i też wychodzą. A ja chcę porozmawiać. W sklepie są nadal trzy klientki.