Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZWIERZĘTA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZWIERZĘTA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 grudnia 2021

PIES I PAN

 





Pies i pan - © Elżbieta Żukrowska

Wyszedł pan na spacer, a pies go prowadzi,
bo ten pan to już dziadek, trzeba go pilnować.
Stąpa bardzo ostrożnie, ledwie sobie radzi,
na szczęście psisko mądre, można nań rachować.

Nie wyprzedza pana, nie napina smyczy,
czasem tylko drzewo znaczy swoim śladem.
Pan to dobry człowiek, dzieli się zdobyczą
- smacznym kąskiem ze sklepu i swoim obiadem.

Teraz pies uważa, bo chodniki śliskie,
chociaż ktoś tu piasku garstkę na nie rzucił.
Lecz śnieg ciągle z nieba, przysypuje wszystko,
a upadek pana bardzo by psa smucił.

Zatrzymał się przy ławce - może pan usiądzie,
ale gdzież tam - jest zimno, cała ławka w śniegu,
szurając butami pan dalej wędruje,
zwolnił psa ze smyczy, zachęca do biegu.

Pies trzy razy przyniósł rzucony mu patyk,
jednak woli zostać blisko nogi pana.
Chętnie by pohasał, lecz stróż z niego mądry,
załatwił swoje potrzeby i już się nie oddala. 

Choszczno, 12.12.2021 r.
fot z internetu

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

KOCIO

 




Kocio - © Elżbieta Żukrowska

Pod krzaczkiem dzikiej róży
wygrzewa się czarny kot.
W zasadzie kotek nieduży -
tak to w piosence szło.

A plama słońca niewielka,
jednak kotkowi wystarczy,
by w małym czarnym łebku
powstały myśli harce.

Gdyż mały kotek marzy
o własnej złotej rybce,
nie trzeba mu trzech zdarzeń,
wystarczy jedno - a szybkie.

Niech stanie się kocurem,
postrachem całego podwórka,
śmiałym, odważnym i... czułym,
jeśli urodzi się córka.

Chciałby zamieszkać z rodziną
w spokojnym miejscu na ziemi,
nie w jakimś wielkim pałacu,
ale na przykład w sieni.

A pani co króluje
w kuchni podpiwniczonej,
dawała mu łakocie,
powiedzmy rybki wędzone.

Choszczno, 18.04.2021 r.
fot Pixabay

czwartek, 7 listopada 2019

ELEGIA NA ŚMIERĆ ŁABĘDZIA




Elegia na śmierć łabędzia

Granatowe morze, jasne bryzgi piany,
ochrypły krzyk mewy na zimnym błękicie,
to niebo o lepsze dziś walczy z chmurami,
zmusza je do ustępstw, bo chce być odkryte.

Konający łabędź słania się wpół żywy,
już oko zamglone i sił wcale nie ma,
wtulić by się jeszcze w spokojny brzeg siwy
- życie zeń uchodzi, znieruchomiał, kona...

A morze mu szumi ostatnią pieśń tkliwą,
żarliwe wspomnienie swobodnych przestrzeni.
Zaś inne łabędzie ku bieli się chylą,
zranione tą śmiercią, zamknięte w milczeniu.

Przestał być fregatą - śnieżną, piękną, dumną.
Płynie w inne światy poszumem żegnany.
Czy tam wody dadzą spokój białym piórom,
czy znajdzie swobodę przestrzeni zuchwałych?

A na brzegu stadko braci posmutniało,
z bezsensowną śmiercią nie mogąc się zgodzić
i tylko wymownym milczeniem  żegnało.
Na niebiańskich wodach już nie zazna grozy.

© Elżbieta Żukrowska
Choszczno, 6 listopada 2019 r. - ostateczna redakcja 12.11.2019 r.
fot. Pixabay

wtorek, 5 listopada 2019

ZADBAJ O PSA




Zadbaj o psa

Wiatr każdym listkiem poniewiera,
utytła w deszczu, nawet w błocie,
a my tak sobie przy kominku,
w herbatce mamy tysiąc pociech.

Deszcz czasem w okna mocno bije,
sponiewierane krzaczki, drzewa,
a my przy ogniu - jest cieplutko,
kominek nam piosenkę śpiewa.

Gdy czasem pies zawodzi głośno,
gdy wielką skargę słychać w głosie,
to i nam przykro - pewnie moknie,
zimno mu w łapki gdzieś na szosie.

Może to skarga jest na pana,
który mu budy nie wymościł,
gdy deszczem siecze tak od rana
- psu trzeba więcej niźli kości.

© Elżbieta Żukrowska
Choszczno, 5 listopada 2019 r.
fot. Pixabay

poniedziałek, 17 września 2018

FIKU-MIKU KOGUCIKU




Fiku-miku koguciku

Różne marzenia po głowach płyną,
kogucik bywa zadziorny,
a przy tym zazdrość z niego ciurka,
jak głosy z dziurawej urny.

Męskie marzenia raczej są inne,
choć chłopem nigdy nie byłam,
to sądzę, że są prostolinijne
i wartkie, jako krew w żyłach.

Jednak nie stawiam w jednym szeregu
faceta i kogucika.
Facet to facet, na wódkę biega,
kogucik przed kurą zmyka.

© Elżbieta Żukrowska 9.09.2018.
fot. z internetu

wtorek, 10 stycznia 2017

PRZYJACIEL







Przyjaciel

Bolą mnie oczy.
Za dużo patrzę tam, gdzie brak zapisu,
sama muszę odkrywać w rozwarstwionym czasie
ścieżki amazonek, mknących do niebytu,
i pałające strofy o bolącym gradzie
słów niczym ołów.
Aż patrzę na dłonie:
one też zmęczone, nasycone drżeniem.
Wiem, że to zmowa starości z czasem przedwieczornym,
kiedy mrok tumani, rzeczy gubią cienie,
brzozy nie chcą szumieć,
maciejka sny karmi...
Zdaje się, że to wszystko.
Lecz pies spojrzał w oczy i macha ogonem!
Zaczepia, skomli, doprasza uwagi, głaskania, spaceru
i wspólnej zabawy. Gotów ze skóry wyskoczyć,
bylebym się nim zajęła. Wcale go nie zganię.
Przytulam i pieszczę.
A on wie, jest mądry, chroni przed depresją.
Zajmuję się nim miast swoje rozdrapywać blizny.
Coś przecież się skończyło, minęło, już przeszło.
A pies jest obok. Najprawdziwszy. Żywy.

© Elżbieta Żukrowska 9.01.2017.
fot. z internetu

czwartek, 17 listopada 2016

FERDYNE "W TEJ KONICZYNIE"




Ferdyne "w tej koniczynie"

Pewien byczek usłyszał biesiadną piosenkę
i podszedł do słów jej z wrodzonym wdziękiem.
A głos brzmiał wyraźnie i nader poważnie,
podziałał więc mocno na wyobraźnię!

Zatem odnalazł łan koniczyny
i teraz czeka tam na "dziewczyny".
Niestety mimo wielkiej urody
nie wypuszczono krówek z zagrody.

Być może długie oczekiwanie
zniechęci byczka, a nawet "panie".
On się nawącha słodkiej koniczynki,
lecz to się nie przełoży na przyrost rodzinki.

© Elżbieta Żukrowska 7.11.2016.
fot. z internetu

poniedziałek, 14 listopada 2016

KOTKI DWA




Kotki dwa

Tulą się kotki do kominka
czajnik na kuchni z cicha mruczy
i tak się składa ta piosenka
w takt wiatru co za oknem huczy

Babcia na drutach w świetle lampki
wnuki zacichły przed komputerem
córka szykuje (chyba) placki
a zięć zajęty znów papierem

Koty to mruczą to mrugają
zielonookie dwa "potwory"
niby przymilnie uśmiechają
lecz tuż pod skórą szkodnik siedzi

Lubią się wspinać po firanach
udawać kwiatów przesadzanie
pozrzucać nawet książki pana
a pani swej podrzucić pranie

I tylko respekt jest przed babcią
(choć bardzo kuszą kulki włóczki)
ona potrafi groźnie strasząc
jakiś porządek tu wymusić

Lecz wszyscy wierzą że kocięta
kiedy dorosną spoważnieją
przestaną psocić jak bliźnięta
w dystyngowane damy zmienią

© Elżbieta Żukrowska 7.11.2016.
fot. Tapety Na Pulpit

KACZUSZKA



Kaczuszka

Taki maluszek - mięciutki puszek,
pływał i pływał, cieszył swobodą.
Jednak skrzydełek nie rozwinął,
zmęczony - usnął nad woda.

Ciekawe jakie słodkie sny płyną
i o czym marzy taki pisklaczek.
Zmęczone nóżki schował pod brzuszkiem,
gdy się obudzi - wszystko wykwacze.

© Elżbieta Żukrowska 7.11.2016.
fot. z internetu

wtorek, 8 listopada 2016

A GDYBY TAK...


Inspiracja przyszła od Jacka Ciećkiewicza, który uraczył mnie powyższym zdjęciem...

A gdyby tak...

A gdyby tak od dziś w przestworzach
zwierzęta mogły sobie figlować!
Powiedzmy łoś z bagien lub puszczy
fruwa jak balonik na odpuście...
A obok niego żubry w stadzie
żeglują jakby na paradzie.
Zaś nieco wyżej i z uśmiechem
(przecież latanie nie jest grzechem!)
żyrafa płynąć by raczyła,
głową łagodnie by skłoniła
i owinąwszy szalem szyję
szczęśliwa z góry by patrzyła...
Cóż? Zwierząt przecież mamy wiele:
kuny, krowy, małpy, warany,
lisy, niedźwiedzie, żaby, trzmiele...

O nie, nie trzmiele! Raczej barany
oraz kozice, osły, pandy,
sznury wielbłądów, a także lamy -
to różnorodność dłuższa niż gamy!
I oto sobie siedzę w niedzielę,
a górą płyną mi przyjaciele!
Wieloryb wielki, a ukochany,
zawołał - ukłon szanownej pani!
Aż się wzruszyłam, że mnie pamięta
i pomachałam - w obie rączęta!
A obok niego (nie do wiary!)
cztery pingwiny złączone w pary!
Orka? Nie! Właśnie zakaz dostała -
zbyt agresywnie tu poczynała.
Tu nawet wilków wataha spora
musiała uśpić dziś agresora.
I tak płynęły niebem z radością
różne zwierzęta - z wielką godnością.
Rzadki to obraz - przyznaję śmiało,
że tyle zwierzą się tu zebrało,
a zbrakło lwicy, łasicy, kota,
słonia, psa dingo oraz kojota...
Słoń - to wiadomo - powiedział skromnie,
że na latanie patrzy przytomnie.
Inne zwierzęta - prócz kangura -
nie chciały robić tłoku na chmurach.
Kangur zaś woli skakać, boksować
i kazał się... gdzieś tam pocałować...
Cóż? Nie wszystkie są zbyt obyczajne,
słownictwo mają czasem wulgarne...
Ale najbardziej mnie to zadziwiło,
czego dotąd na niebie nie było:
bo w jakąś godzinę po południu
ujrzałam zjawę dziwną a cudną;
pół hipopotam, pół (chyba) orka,
płynęło górą takie pół stworka!
Do tego wielkie skrzydliska miało
i aż pół nieba nimi zmiatało!
Patrzyłam długo z niedowierzaniem
aż dzwonek przerwał mi dalsze spanie!
---------------
P.s.
Co do kangurów - jest sprawa taka:
(i niech tu nie brzmi żadna klaka)
przecież na południowej półkuli
wszyscy chodzą nogami do góry.
Jak żądać pocałunków w buzię?
Przy tym trudności powstają duże!
I to dlatego do całowania
inna część ciała jest wystawiana...

© Elżbieta Żukrowska 6.11.2016.
fot. z internetu

poniedziałek, 5 września 2016

W BRAMACH JESIENNYCH NOCY I DNI





W bramach jesiennych nocy i dni

Na kłaczkach mgły jesienny szum,
smuga woni wilgotnych mchów,
a smutny z zimna pająk drga,
gdy sieć dla barwnych marzeń tka!
W obłokach już zapowiedź dni,
w których to deszcz na dachach brzmi,
a zmokły jak ta kura kruk
bezradnie swój zaciska dziób.
Kot (cały w nerwach gdy jest noc)
w zaciszu wsunął się pod koc,
tu pies szczekając głośne hau
na spanie zezwolenie dał.
I tylko wiatr, beztroski pan,
liście, gałęzie bierze w tan,
chmurami ciska tu i tam,
to jest zapowiedź dalszych zmian!

© Elżbieta Żukrowska 5.09.2016.
fot. z internetu

czwartek, 14 lipca 2016

POCHWAŁA ŻON




Pochwała żon

Pokropiło deszczem w koło, bardzo się schłodziło,
a pan Słowik przestał śpiewać - nie było mu miło.
Zachrypł cały, obolały, gardła nie natężał,
bo mu zamiast pięknych treli syk wychodził węża.

Zrozpaczony, rzekł do żony, że z żalu umiera,
wszak bez głosu w gruzach legła już jego kariera!
Ale pani Słowikowa mądrą bardzo była
i mu ziółek oraz miodu pod dziób podstawiła.

Zanim deszcz na dobre ustał i gwiazd blask zapląsał,
to już Słowik z nowa śpiewał, przecudownie kląskał!
Morał z tego płynie taki - szanujcie swe żony,
w trudnej chwili balast nieszczęść przez nie odrzucony.

One niezawodne w każdej aury porę - tak dniem jak i nocą -
raz od słońca, raz od deszczu służą swą pomocą.
Niech panowie piórka stroszą i głosem się chwalą,
panie, ciche w swej skromności, bardziej są wytrwałe.

© Elżbieta Żukrowska 14.07.2016.
fot. Parafia św. Łukasza Ewangelisty w Lipnicy Wielkiej

piątek, 1 lipca 2016

W LIPCU NA ŁĄCE




W lipcu na łące

Boćki chyba przestraszone... do sąsiada myk, za płoty...
Bo w zasadzie nie wiadomo, co ma żaba do roboty!
Tu się nadmie, tam rechocze, aż przestraszy dwa zające!
Bocian woli nie żartować! Dziś ma myszy na przekąskę.

Łąki w zieloności stoją, kwiaty wabią aromatem,
więc zleciały się owady - biedroneczka ze swym bratem,
świerszcze pilnie stroją skrzypce, inne delikatnie nucą,
pszczoły miodną nutą dźwięczą, trzmiele niskim basem buczą.

Nad tym wszystkim het, wysoko, swoją pieśń śpiewa skowronek
dla maleńkiej szarej żonki - jajeczkami obciążonej.
Tu do odpoczynku prosi każda trawka, każde zioło,
bociek na to z góry patrząc - rozklekotał się wesoło!

© Elżbieta Żukrowska 1.07.2016.
fot. z internetu

niedziela, 19 czerwca 2016

POWRÓT



Powrót

Jesienne powroty, gdy już liść opadł złoty,
wiatr szeleści, rozmawia, do drogi namawia...
Gdy noce zbyt ciemne, a niewiara we mnie, 
ktoś znajomym głosem dociera, pozdrawia...
Koń się boczy, udaje, że nie jego to kraje, 
chce już zrzucić z siebie przyciężki ładunek.
A do progów już blisko, nawet i stare psisko 
poznało, się cieszy, pewnie wszystko rozumie.
Czemu siwku ustajesz, jeszcze wytrwaj dwie staje,
nie wykręcaj złośliwie w bok pyska,
a wypoczniesz sobie w ciepłej stajni, przy żłobie,
a nie w wietrze, nie w blasku ogniska.

© Elżbieta Żukrowska 2015.
fot. tapeciarnia.pl

niedziela, 3 kwietnia 2016

ACH, TEN DROZD




Ach, ten drozd


Szmaragdowe wody
błyszczą złotą łuską słońca
brzegi już zielonkawe
z cętkami krokusów
i drozd na gałęzi
choć śpiewa niedbale
w moim imieniu śle ci
aż kilka całusów...

© Elżbieta Żukrowska 30.03.2016
fot. edunauka.pl (drozd śpiewak)

piątek, 7 listopada 2014

849//14. . KOTY - CZYLI ROZMOWA ZIMOWYM ŚWITEM




Koty - 
czyli rozmowa zimowym świtem


- Witaj sąsiadko, co tam słychać?
- O, dość zwyczajnie dzisiaj leci.
Mglisto, więc może by poczekać,
aż słońce mocniej się rozświeci.

- Tutaj masz rację sąsiadeczko,
bo dachy zimne i niemiłe.
Lubimy przecież ciepełeczko!
A nockę całą  się trudziłem...

- Goniłeś  za myszkami pewno,
pouciekały gdzieś dziurkami.
Dobrze, że moja miła pani
karmi mnie sama przysmakami.

Tak, tak, przyklasnę tutaj chętnie.
Chciałam poranną gimnastykę,
lecz kości jakby nie dość giętkie,
zatem do domu szybko zmykam.

- To może później się spotkamy
i polowanko na wróbelki?
Albo spacerek wprost dachami,
pod samym grzbietem chmurek lekkich ?

© Elżbieta Żukrowska 12.01.2014.
Fot.z internetu
Remanenty

piątek, 29 sierpnia 2014

693//14. WRÓBELEK PÓŹNĄ JESIENIĄ



WRÓBELEK PÓŹNĄ JESIENIĄ

Już rozpędzone chmury ołowiane
płaczą jesiennym a przeziębłym deszczem.
Na klombach zbrzydłe kwiaty zaniedbane,
więdnące, smutne, bez złotych uniesień...

Świat poszarzały. Bębnią parasole,
do głośnych werbli stają parapety.
I tylko mały, zziębnięty wróbelek
ćwierkać próbuje, lecz chrypka... niestety...

Nie bój się, mały, tu już masz zacisze,
daszek, okruchy i garść słonecznika,
przemokłe piórka jakoś tu podsuszysz,
niedługo znowu pięknie się rozćwierkasz.

Przybędą małe niebieskie sikorki,
czerwonobrzuche przemądrzałe gile.
Przy nich też skubniesz z zawieszonej skórki
trochę tłuszczyku, aby przetrwać zimę.

© Elżbieta Żukrowska 29.08.2014.
Fot. z internetu

czwartek, 28 sierpnia 2014

689//14. GDY BOCIANY NA POŁUDNIE...



GDY BOCIANY NA POŁUDNIE

Zielona łączka nad rzeką w sam raz
albo ściernisko po złotym zbożu
bocianich  odlotów nadszedł już czas
teraz tutaj sejmiki założą

Zbierają się już każdego ranka
i debatują bardzo uparcie
bo drogę trzeba wybrać najlepszą
nie zniszczyć sprawy zaraz na starcie

Sprawdzają starannie skrzydła i puch
szczególnie nowej w lotach młodzieży
pozornie z młodych każdy jest jak zuch
lecz czy wytrzyma trudy podróży

Tymczasem człowiek już z łezką w oku
patrzy podgląda  i obserwuje...
jakaś tęsknota wraz z ich odlotem
wkrada się w serce i smutkiem kłuje

© Elżbieta Żukrowska 28.08.2014.
Fot. z internetu

piątek, 14 lutego 2014

160//14. PAN CZAPLA CZERWONA




PAN CZAPLA CZERWONA
(z przymrużeniem oka)

Widzę, że jakoś mnie nie poznajesz...
Czapla Czerwona. I nie kiwam.
Tak, facet! Przecież ponimajesz!
Czasami z lekka ... nadużywam...

Posuń się nieco, ustąp z drogi,
mam dziś z błędnikiem trochę kłopotu
i muszę teraz sam na piechotę,
 nie jak maszyna z Aerofłotu...

Choć jeśli wezmę rozbieg od kniei...
Spokój, bo mam chęć dać po dziobie!
A lecąc górą jest nadzieja,
że mniej kłopotów sobie zrobię...

Cóż znaczy przy tym lądowanie,
nie ważne: w wodzie, czy w szuwarach.
Ominę kładki, pale sterczące,
i tak najgorsza jest moja... stara...

© Elżbieta Żukrowska 14.02.2014.
Fot z internetu za P I C T U R E S of this U N I V E R S E.

czwartek, 13 lutego 2014

153//14. POŻEGNANIE ŻURAWI





POŻEGNANIE ŻURAWI

Różowy świt obudził ptaki
i zew natury – odlecieć w dal.
W szumie ich skrzydeł drżą tataraki,
tylko migawka strzela na „pal”.

Jest coś uroczystego w takiej chwili:
to pożegnanie… ( jak na lotnisku).
Serce leciutko drży niepokojem:
wiem, że powrócą… ale czy wszystkie?

© el.żukrowska 19.11.2013.
Fot. z internetu