Poprawione i z minimalnymi zmianami.Wszystkie części razem.
To jest około 100 stron maszynopisu.
(8607)
Część 1.
1. ONI - Gdyby tak chcieć chronologicznie, to najpierw był ślub z Aliną. Urodziła się im Martusia. A po jakimś czasie cały związek posypał się w gruzy i doszło do rozwodu. Po długiej przerwie spotkał swoją Sarę-Rebekę. Spotkań - tych przypadkowych - było kilka i kilka razy wydawało się, że już nigdy następnego nie będzie. Wreszcie miał pewność, że tylko ta i żadna inna - ale ona zniknęła na dobre, nie bacząc na to, że jemu wali się świat. O to, czy jej się ten świat też wali - nikt nie zapytał, a sama nikomu nie powiedziała. W bezradności, jaka przychodzi, gdy nic już nie można zrobić - łkała bezgłośnie przed komputerem. Nawet się nie modliła, bo przecież trwała w związku uświęconym sakramentem, a tamten był jak mrzonka, jak letni deszcz delikatny, szemrzący łagodnie, niosący ułudę chłodu, gdy po chwili znów słońce wybucha.
Cóż on? Mógł tylko patrzeć. Wszędzie by ją rozpoznał, wszędzie! Ale nic nie mógł zrobić. Jak to jest, że życie ni stąd ni zowąd tak nagle wiatr potarga, jak w mrowisku gałęzią zamiesza, zakręci jak młynek elektryczny ziarnka kawy, zostaje tylko pył. Może - jeśli chodzi o kawę - pył miło pachnący, jednak tylko pył...
czwartek, 27 października 2011
czwartek, 20 października 2011
Chaos - czyli miłość na Facebooku - odcinek ósmy, ostatni.
58. Pojechali.
Miał dla Haliny okazały wielokolorowy bukiet, a dla chłopaków po butelce Blackjacka - podpowiedź Martusi. Jeśli chodzi o kwiaty - długo nad tym myślał. Nie róże. Nie chciał, by kwiaty mówiły więcej, niż on sam chciał powiedzieć. A w każdym razie po tak długim niewidzeniu. Uradowali się ich przyjazdem. Wszyscy. Kacper nawet poszedł po Kamilę.
(8344)
(8344)
środa, 19 października 2011
Chaos - czyli miłość na Facebooku - odcinek siódmy - dopiero ten jest przedostatni
53. Leszek wielokrotnie w ciągu weekendu próbował skontaktować się z Halusią, wreszcie w niedzielę wieczorem przyszedł od niej sms. Halinka pisała:
- Mój mąż zginął w czwartek w wypadku samochodowym. Nie dzwoń do mnie. Zrywam wszelkie kontakty. Uszanuj to.
Koniec.
(8297)
niedziela, 16 października 2011
Chaos - czyli miłość na Facebooku - część szósta, przedostatnia
48. „Miłego dnia ci życzę. I niech się skończą twoje troski". – Czytała to dziesiątki razy. Płakała tak rozdzierająco, że aż Robert do niej zapukał z pytaniem, czy może jej jakoś pomoc. Nie mogła się pozbierać.
(8232)
środa, 12 października 2011
Chaos - czyli miłość na Facebooku - odcinek piaty.
43. „A teraz dotykam twojej twarzy „ – powtarzała w myślach. Była cała rozedrgana. Czuła jego palce, czuła delikatny, pieszczotliwy gest… Serce waliło jak głupie i nie wiadomo skąd znów tyle łez… Jakże bardzo potrzebowała nie tylko takich słów… Lata całe nikt jej nie pieścił, nie dotykał, nie dawał ciepła, takiego prawdziwego… Leszku – wołała w myślach – daj mi to! Przyjedź i daj mi to! Przecież widziała na tylu filmach, że mężczyzna może dać kobiecie więcej, niż ona zna. Musi być coś więcej! Czytała o tym!
(8122)
poniedziałek, 10 października 2011
Chaos -czyli miłość na Facebooku - odcinek czwarty
33. Halina nie mogła się pozbierać. Za dużo, za mocno, za obficie. Wszystko w jednym czasie. Niczemu nie była winna, a czuła się winna! Co za paradoks! Tak łatwo dawała w siebie wmówić winę, tak łatwo brała odpowiedzialność na swoje barki, choćby była nie do udźwignięcia… Dla wszystkich w koło znajdowała usprawiedliwienie, tylko nie dla siebie…
(8017)
piątek, 7 października 2011
Chaos - czyli miłość na Facebooku - część trzecia
22. Halina starannie dobierała czas na rozmowę z mężem. Żadnych sportów w telewizji – sprawdziła dokładnie. Upewniła się, że nie wziął ze sobą pilnych papierów. Wprawdzie mówił, że jest zmęczony, ale zmęczony był prawie zawsze.
(7869)
niedziela, 2 października 2011
Chaos - czyli miłość na Facebooku - część druga
10.Wszyscy go naciskali, by wynajął część domu, bo to nieekonomicznie i w ogóle. Może i by się wybronił przed tym, ale zdrowy rozsądek mówił, że mają rację. Więc jeszcze raz wdał się w budowlane prace i przy pomocy majstrów oddzielił część piętra oraz dodał tam schody zewnętrzne. Chętnych na wynajem miał z polecenia Olgi. Okazało się, że to nie problem.
(7750)
(7750)
czwartek, 29 września 2011
Chaos - czyli miłość na Facebooku - część pierwsza.
O wybaczenie proszę - mam nadzieję niedługo odpowiedzieć na komentarze - :)
{To taka dziwna, poszarpana, chaotyczna opowieść o dwojgu, którzy powinni spotkać się ze dwadzieścia lat wcześniej. Ale ktoś namieszał... Nie wiem jeszcze, czy uda mi się napisać do końca, może być klapa zanim osiągnę metę... Jednakże pokazuję, co już napisałam, bo dwa razy o mały włos nie straciłam całego tekstu, zbierałam po kawałku tu i tam. Inna sprawa, że tekst od początku jest "pokawałkowany", w zamyśle chaotyczny.
Nie sądzę, bym po raz drugi zechciała pisać w ten sposób... }
(7557)
(7557)
środa, 28 września 2011
Co o tym myślicie? - .....ble.com.pl
Dzielę się z Wami otrzymanym dziś rano listem. Może się komuś przyda.
"Witam!
Chcialbym tylko podziekowac ci za super blog czas-i-ja.blogspot.com.
Przeczytałem pierwszy post "Myślę sobie...", i spędziłem na twoim blogu jeszcze "
Zrobiłam, co mogłam.
Ps.
Po raz drugi zrobiłam co mogłam - i wykasowałam większość listu.
No, w mordę jeża! Że też ja zawsze muszę być ta ostatnia naiwna...
Dziś było ponad 30 wejść tylko do tego posta. Koniec! Zirytowana jestem.
Początkowo pomyślałam, że nich sobie list będzie. Ktoś skorzysta z tamtej firmy, ktoś poczyta moje opowiadania. Symbioza. W nosie mam taką symbiozę! Dziękuję za takie super listy z super pochwałami. A mój adres wzięty z Fb.Pewnie jeszcze nie raz coś podobnego przyjdzie. Niestety.
"Witam!
Chcialbym tylko podziekowac ci za super blog czas-i-ja.blogspot.com.
Przeczytałem pierwszy post "Myślę sobie...", i spędziłem na twoim blogu jeszcze "
Zrobiłam, co mogłam.
Ps.
Po raz drugi zrobiłam co mogłam - i wykasowałam większość listu.
No, w mordę jeża! Że też ja zawsze muszę być ta ostatnia naiwna...
Dziś było ponad 30 wejść tylko do tego posta. Koniec! Zirytowana jestem.
Początkowo pomyślałam, że nich sobie list będzie. Ktoś skorzysta z tamtej firmy, ktoś poczyta moje opowiadania. Symbioza. W nosie mam taką symbiozę! Dziękuję za takie super listy z super pochwałami. A mój adres wzięty z Fb.Pewnie jeszcze nie raz coś podobnego przyjdzie. Niestety.
piątek, 23 września 2011
Jawor!
Nie robię tego, co powinnam, czego rodzina ode mnie oczekuje.
Za to siedzę sobie przed komputerem i cieszę się z tego, że już nabrałam sił na tyle, że mogę stukać w klawiaturę. Nie sądźcie jednak, że moja fantastyczna rodzinka pozwoli na stukanie bez miary!
Zaraz coś dla mnie wymyślą w ramach tego, bym czasem (przed tym komputerem) się nie nudziła.
Tymczasem ja muszę koniecznie o JAWORZE.
Kliknij niżej, żeby posłuchać.
Kliknij niżej, żeby posłuchać.
Jakiś czas temu w pewnej rozmowie stwierdziłam, że nie wiem jak wygląda jawor.
Zamykam oczy i wyraźnie widzę wierzby, te wyskokie i te "golone". Bez trudu po zamknięciu oczu widzę dąb, kasztanowiec, osikę, sosnę wysoką w lesie i te samotną, postrzępioną a nisko rosnącą gdzieś przy drodze. Widzę kępy leszczyny .
Lecz choćbym nie wiem jak się wysilała - nie widzę akacji, pod którymi chodziłam wiele razy - teraz już ich nie ma - a ja zawsze byłam tylko skupiona na ich zapachu. Podobnie z lipą - nie zapamiętałam pokroju drzewa. Za to doskonale radzę sobie z modrzewiem i brzozą.
A z jaworem wcale, choć przecież wiem, że to gatunek klonu.
Otóż w mojej wyobraźni nie ma rysunku klony, grabu, buku...
Za to są jarzębiny.
I topole. Szum ich - topoli - liści doprowadza mnie do szewskiej pasji!
Zauważyliście, że szumią inaczej niż wszystkie inne drzewa?
Kiedyś na wprost mego pokoju (w pracy) był cały rząd młodych topoli - koszmar...
I to by było tyle o jaworze - wiem, że to gatunek klonu, jakby mnie ktoś podejrzewał, że mogłam takiej wiedzy nie posiadać.
No i ta Laura z Filonem...
wtorek, 20 września 2011
Ludzie Lasu - Żołnierze Wyklęci
Strumienie deszczu z nieba spływają,
pasmami wody na falę zbóż,
chylą się zboża przez nich ciśnięte,
a nie postrzeżesz polnych tu grusz.
Pod falą zboża w bruździe się kryje,
patrol żandarmów, dowódca „Młot”.
swoje „derkacze” w dłoniach ściskają,
a oczy ognie rzucają w lot.
Ich to nie męczy, że mundur mokry,
że w but dziurawy woda się pcha,
lecz w sercu ogień mocny się pali,
on cel swój drogi prześwietnie zna.
Pod wiatr zgłuszone szumy motorów.
to szosą auto pomyka w dal,
z niego wystają lufy „dziekciarów”,
z nimi złączony ohydny wróg.
Z auta zanosi się płacz niewieści,
a z nim się miesza przekleństw grad,
ubowiec – bestia krzywdzi więzionych,
krwią ściekający Polak-nasz brat.
Serca nam ranią braci cierpienia
twarze wylękłe, gdy widzą nas,
a drzwi częstokroć są nam zamknięte,
żal z trwogą żyje u ludzi mas.
Terror nie zmieni nas, ni krwi strugi
idziemy rozbić krwiożerczą dłoń,
gdy zginie jeden, nastąpi drugi,
kroczymy w bliznach do Wolności bram.
Lecz ta godzina słuszna wybije,
w niej się rozlegnie wystrzałów huk,
czerwona hydra marnie zaginie,
A sędzią prawym będzie sam Bóg.
Piosenka powstała w odtworzonej na Podlasiu 6 Brygadzie Wileńskiej AK, dowodzonej od połowy 1946 r. przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”. Oddziały 6 Brygady, zwane szwadronami, operowały na rozległych terenach województwa warszawskiego, białostockiego i lubelskiego. 6 Brygada Wileńska była najsłynniejszym, a zarazem chyba najlepszym oddziałem podziemia niepodległościowego w tej części Polski. W jej szeregach służyli obok siebie miejscowi ochotnicy z Podlasia i akowcy z Kresów. Komendant „Młot” utrzymał się w polu do połowy 1949 r. (zginął 27 VI 1949 r.). Patrole 6 Brygady Wileńskiej, nad którymi dowództwo przejął kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar”, walczyły jeszcze przez kolejne trzy lata – do jesieni 1952 r. W tekście piosenki odnajdujemy frazę mówiącą o patrolu żandarmów prowadzonym przez dowódcę „Młota”. W 6 Brygadzie Wileńskiej wydzielane były bowiem pododdziały, zajmujące się głównie utrzymywaniem w terenie porządku społecznego, w szczególności zwalczaniem agentów bezpieki i przestępców pospolitych. Rolę taką spełniał szwadron ppor. Antoniego Borowika „Lecha” i sokołowski patrol Obwodu „Jezioro” dowodzony przez sierż. Kazimierza Wyrozębskiego „Sokolika” (obaj polegli w walce – pierwszy w maju, drugi w lipcu 1948 r.). W jednej z ulotek z 1946 roku komendant „Młot” tak tłumaczył społeczeństwu sens walki, jaką prowadzi: „Nie obchodzą nas partie, lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej. [...] Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny, czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię.” Jeśli jest w tym patos, to najwyższej próby. Słowa dotrzymali, z lasu nie wyszli, w ogromnej większości padli w walce o wolność. Z podstawowego składu sokołowskiego patrolu żandarmerii, liczącego około 20 żołnierzy, również prawie wszyscy zginęli z rąk komunistów. Tekst piosenki, z datą z lipca 1948 r., odnaleziony został przez funkcjonariuszy UB przy jednym z poległych partyzantów patrolu sokołowskiego w 1950 roku.
Teksty znalazłam TUTAJ
(A ja walczę z oporną materią i nie daję rady wstawić właściwej melodii.).
pasmami wody na falę zbóż,
chylą się zboża przez nich ciśnięte,
a nie postrzeżesz polnych tu grusz.
Pod falą zboża w bruździe się kryje,
patrol żandarmów, dowódca „Młot”.
swoje „derkacze” w dłoniach ściskają,
a oczy ognie rzucają w lot.
Ich to nie męczy, że mundur mokry,
że w but dziurawy woda się pcha,
lecz w sercu ogień mocny się pali,
on cel swój drogi prześwietnie zna.
Pod wiatr zgłuszone szumy motorów.
to szosą auto pomyka w dal,
z niego wystają lufy „dziekciarów”,
z nimi złączony ohydny wróg.
Z auta zanosi się płacz niewieści,
a z nim się miesza przekleństw grad,
ubowiec – bestia krzywdzi więzionych,
krwią ściekający Polak-nasz brat.
Serca nam ranią braci cierpienia
twarze wylękłe, gdy widzą nas,
a drzwi częstokroć są nam zamknięte,
żal z trwogą żyje u ludzi mas.
Terror nie zmieni nas, ni krwi strugi
idziemy rozbić krwiożerczą dłoń,
gdy zginie jeden, nastąpi drugi,
kroczymy w bliznach do Wolności bram.
Lecz ta godzina słuszna wybije,
w niej się rozlegnie wystrzałów huk,
czerwona hydra marnie zaginie,
A sędzią prawym będzie sam Bóg.
Piosenka powstała w odtworzonej na Podlasiu 6 Brygadzie Wileńskiej AK, dowodzonej od połowy 1946 r. przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”. Oddziały 6 Brygady, zwane szwadronami, operowały na rozległych terenach województwa warszawskiego, białostockiego i lubelskiego. 6 Brygada Wileńska była najsłynniejszym, a zarazem chyba najlepszym oddziałem podziemia niepodległościowego w tej części Polski. W jej szeregach służyli obok siebie miejscowi ochotnicy z Podlasia i akowcy z Kresów. Komendant „Młot” utrzymał się w polu do połowy 1949 r. (zginął 27 VI 1949 r.). Patrole 6 Brygady Wileńskiej, nad którymi dowództwo przejął kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar”, walczyły jeszcze przez kolejne trzy lata – do jesieni 1952 r. W tekście piosenki odnajdujemy frazę mówiącą o patrolu żandarmów prowadzonym przez dowódcę „Młota”. W 6 Brygadzie Wileńskiej wydzielane były bowiem pododdziały, zajmujące się głównie utrzymywaniem w terenie porządku społecznego, w szczególności zwalczaniem agentów bezpieki i przestępców pospolitych. Rolę taką spełniał szwadron ppor. Antoniego Borowika „Lecha” i sokołowski patrol Obwodu „Jezioro” dowodzony przez sierż. Kazimierza Wyrozębskiego „Sokolika” (obaj polegli w walce – pierwszy w maju, drugi w lipcu 1948 r.). W jednej z ulotek z 1946 roku komendant „Młot” tak tłumaczył społeczeństwu sens walki, jaką prowadzi: „Nie obchodzą nas partie, lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej. [...] Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny, czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię.” Jeśli jest w tym patos, to najwyższej próby. Słowa dotrzymali, z lasu nie wyszli, w ogromnej większości padli w walce o wolność. Z podstawowego składu sokołowskiego patrolu żandarmerii, liczącego około 20 żołnierzy, również prawie wszyscy zginęli z rąk komunistów. Tekst piosenki, z datą z lipca 1948 r., odnaleziony został przez funkcjonariuszy UB przy jednym z poległych partyzantów patrolu sokołowskiego w 1950 roku.
Teksty znalazłam TUTAJ
(A ja walczę z oporną materią i nie daję rady wstawić właściwej melodii.).
poniedziałek, 19 września 2011
Wspomnienie Września 1939 r.
To porywający utwór o naszych pod Wizną
na początku II wojny światowej .
=============================================
czwartek, 15 września 2011
"Juhas poetą", "Eureka", "Obidzkie rancho","Górskiej Pani", "Ojciec dyrektor" i "Pod Lubogoszczą "- wiersze Bronka zObidzy Kozieńskiego.
JUHAS POETĄ
rozklejoł sie juhas po wodce jak dziywka
łopar ło korca swe plecy i becy
załosno w świat płynie spiywka
mało sensowno - łod rzecy
stopniuje prowdy Tischnera
spiywo ło zbłojnickim prawie
łowce kce zmłożyć chłolera
baron kce topić sie w stawie
lecz juhas na to nie bacy
ze złyk łodbiorcow mo w stadzie
łon jest artystom-co znacy
ze lage na syćkik kładzie
dotarły wiesci do bacy
ło tworcej jego nauce
wzion kija i wytłomacył
ka miejsce juhasa we sztuce
================================
rozklejoł sie juhas po wodce jak dziywka
łopar ło korca swe plecy i becy
załosno w świat płynie spiywka
mało sensowno - łod rzecy
stopniuje prowdy Tischnera
spiywo ło zbłojnickim prawie
łowce kce zmłożyć chłolera
baron kce topić sie w stawie
lecz juhas na to nie bacy
ze złyk łodbiorcow mo w stadzie
łon jest artystom-co znacy
ze lage na syćkik kładzie
dotarły wiesci do bacy
ło tworcej jego nauce
wzion kija i wytłomacył
ka miejsce juhasa we sztuce
================================
niedziela, 11 września 2011
"Nie szkoda gadać","Prowadź przybłędo ku Tatrom", "Babie lato" i "Wniebogłosy" - wiersze Bronka zObidzy Kozieńskiego
NIE SZKODA GADAĆ
Mgłę przyprowadził do wsi z rana,
latem, podobnym do jesieni,
od pól, gdzie chleb nie pozbierany
leżał, odcięty przy korzeniach.
W południe zaczął opowiadać,
słonko na snopy zaświeciło,
a nam się wtedy, szkoda gadać,
nawet do chleba nie spieszyło.
Kto go nauczył takiej mowy,
że, nawet niedopowiedziane
nie mogło się pomieścić w głowie,
za szybko uchem połykane.
Nie było w opowieściach skargi,
lecz czasem tak się wydawało,
jakby oczami, nie przez wargi,
słowo ze łzami wypływało.
Czemu płaczecie, pytał cicho,
sam zakrywając łzę powieką,
a nasze, niczym nie przykryte,
kapały w glebę nasiąkniętą.
Głusi, i przez to bardziej głodni,
gdy zboże w polu znów zalało,
ze wsi wygnali go w noc chłodną,
a nam się wcale jeść nie chciało.
===============================
Mgłę przyprowadził do wsi z rana,
latem, podobnym do jesieni,
od pól, gdzie chleb nie pozbierany
leżał, odcięty przy korzeniach.
W południe zaczął opowiadać,
słonko na snopy zaświeciło,
a nam się wtedy, szkoda gadać,
nawet do chleba nie spieszyło.
Kto go nauczył takiej mowy,
że, nawet niedopowiedziane
nie mogło się pomieścić w głowie,
za szybko uchem połykane.
Nie było w opowieściach skargi,
lecz czasem tak się wydawało,
jakby oczami, nie przez wargi,
słowo ze łzami wypływało.
Czemu płaczecie, pytał cicho,
sam zakrywając łzę powieką,
a nasze, niczym nie przykryte,
kapały w glebę nasiąkniętą.
Głusi, i przez to bardziej głodni,
gdy zboże w polu znów zalało,
ze wsi wygnali go w noc chłodną,
a nam się wcale jeść nie chciało.
===============================
"Kiedy góral odchodzi", "Jak na dłoni", "Noc polnych koni" i "Ze starej płyty" - wiersze Bronka zObidzy Kozieńskiego
KIEDY GÓRAL ODCHODZI
Przykucnął, jak mnich na modłach, głowę skierował ku grani,
nagle gwizd przebiegł po jodłach, gdy go nie zobaczył na niej.
Hej! Powiedz echo świszczące, odbite od głaźnej skały,
czy cię wysłały grające skrzypki, co wczoraj śpiewały?
Zerwał się wiatr znad urwiska, rozszalał nad kotlinami,
rozdmuchał watrę w ogniskach, otoczył w krąg juhasami.
Hej! Wietrze halny, zaczekaj, powiedz nam, rześki muzyku,
nie widziałeś gdzieś człowieka, jak całował coś w strumyku?
Zasłoniła stawne oko mgła, wędrowna pokutnica,
a nad stawem, hen wysoko, zamyślone lśnią turnice.
Hej! Mgło schodząca ze stoków, co płoszysz kozicę dziką,
nie zamknęłaś w sobie kroków człowieka, co szedł z muzyką.
Jasnooki niech się zbudzi, puści żlebem na Podhale,
znajdzie skrzypka, co jak ludziom, grał temu, co zrosło w skale.
Nie patrz w górę, szukaj nisko, bo ten człowiek, oprócz grania,
dla natury robił wszystko i co dzień się górom kłaniał.
Sfruń z Giewontu srebrnopióry, zabierz zawiązane brzemię,
w którym leży zew natury i piosenka o nim drzemie.
Znajdź, gdzie odszedł góral stary, choćby to był kraniec świata,
rzuć pod nogi nasze dary, niech rzemyczki porozplata.
Gdy usłyszy nasze dźwięki, które kiedyś sam wygrywał,
może złapie znów do ręki skrzypki, i z nami zaśpiewa…
góralu, czy ci nie żal...
=========================================
Przykucnął, jak mnich na modłach, głowę skierował ku grani,
nagle gwizd przebiegł po jodłach, gdy go nie zobaczył na niej.
Hej! Powiedz echo świszczące, odbite od głaźnej skały,
czy cię wysłały grające skrzypki, co wczoraj śpiewały?
Zerwał się wiatr znad urwiska, rozszalał nad kotlinami,
rozdmuchał watrę w ogniskach, otoczył w krąg juhasami.
Hej! Wietrze halny, zaczekaj, powiedz nam, rześki muzyku,
nie widziałeś gdzieś człowieka, jak całował coś w strumyku?
Zasłoniła stawne oko mgła, wędrowna pokutnica,
a nad stawem, hen wysoko, zamyślone lśnią turnice.
Hej! Mgło schodząca ze stoków, co płoszysz kozicę dziką,
nie zamknęłaś w sobie kroków człowieka, co szedł z muzyką.
Jasnooki niech się zbudzi, puści żlebem na Podhale,
znajdzie skrzypka, co jak ludziom, grał temu, co zrosło w skale.
Nie patrz w górę, szukaj nisko, bo ten człowiek, oprócz grania,
dla natury robił wszystko i co dzień się górom kłaniał.
Sfruń z Giewontu srebrnopióry, zabierz zawiązane brzemię,
w którym leży zew natury i piosenka o nim drzemie.
Znajdź, gdzie odszedł góral stary, choćby to był kraniec świata,
rzuć pod nogi nasze dary, niech rzemyczki porozplata.
Gdy usłyszy nasze dźwięki, które kiedyś sam wygrywał,
może złapie znów do ręki skrzypki, i z nami zaśpiewa…
góralu, czy ci nie żal...
=========================================
sobota, 10 września 2011
"Naucz mnie słuchać" i "Naucz mnie mówić" oraz "Szukajcie mnie na Bukowinie"wiersze Bronka zObidzy Kozieńskiego
NAUCZ MNIE SŁUCHAĆ
Nie mów, że tego nie można słyszeć, co odbierają jasne źrenice,
chodź ze mną częściej w noc bez księżyca, a ja cię słuchem patrzeć nauczę,
powiodę szeptem ścieżką tajemnic, mroczne ostępy cicho przemierzysz,
gdy- krocząc w końcu ciemną doliną, usłyszysz słońce - wtenczas uwierzysz.
Popatrz, jak wiatr drzewami kołysze,
zmruż teraz oczy i słuchaj duszą.
Czy słyszysz w wietrze grającą ciszę?
Czy słyszysz drzewa, jak z wiatrem nucą?
Teraz - na strumień pod wodogrzmotem,
rozbity o głaz w mgiełkę srebrzystą,
tak, zrób to samo, zamknij z powrotem,
czy słyszysz z wody muzykę czystą?
Zobacz, jak jastrząb tam, nad górami
klucz dzikich gęsi pomieszał w szyku,
wiesz, co masz zrobić teraz z oczami,
aby szum skrzydeł zagrał muzyką.
Na koniec w słonko zerknij na niebie,
kiedy blask zamknie twoje oczęta,
masz jeszcze duszę, której w potrzebie,
słuchaj i zawsze o niej pamiętaj.
======================================
Nie mów, że tego nie można słyszeć, co odbierają jasne źrenice,
chodź ze mną częściej w noc bez księżyca, a ja cię słuchem patrzeć nauczę,
powiodę szeptem ścieżką tajemnic, mroczne ostępy cicho przemierzysz,
gdy- krocząc w końcu ciemną doliną, usłyszysz słońce - wtenczas uwierzysz.
Popatrz, jak wiatr drzewami kołysze,
zmruż teraz oczy i słuchaj duszą.
Czy słyszysz w wietrze grającą ciszę?
Czy słyszysz drzewa, jak z wiatrem nucą?
Teraz - na strumień pod wodogrzmotem,
rozbity o głaz w mgiełkę srebrzystą,
tak, zrób to samo, zamknij z powrotem,
czy słyszysz z wody muzykę czystą?
Zobacz, jak jastrząb tam, nad górami
klucz dzikich gęsi pomieszał w szyku,
wiesz, co masz zrobić teraz z oczami,
aby szum skrzydeł zagrał muzyką.
Na koniec w słonko zerknij na niebie,
kiedy blask zamknie twoje oczęta,
masz jeszcze duszę, której w potrzebie,
słuchaj i zawsze o niej pamiętaj.
======================================
niedziela, 28 sierpnia 2011
Opowiadanie - Życiorys
Napisałam w swoim życiu kilka życiorysów. Postanowiłam napisać nieco inny, taki, jaki załączyłabym do podania do Pana Boga o zmianę męża. Może to i nie jest najlepszy pomysł, ale ponieważ nie mam przyjaciółek, a chcę sobie pewne sprawy w głowie poukładać .. . Pierwsze zdanie jest podobno najtrudniejsze, dlatego będzie takie zwyczajne:
A tu jest Chopin - to znaczy jego muzyka.
Życiorys
Nazywam się Janina Grygo i lada chwila skończę czterdzieści lat. Nienawidzę, nie cierpię, gdy ktoś nazywa mnie zdrobniale.
Etykiety:
OPOWIADANIE,
zmyślanie bez odcinków
piątek, 26 sierpnia 2011
"Moja Janeczka" - opowiadanie
(zmyślone od początku do końca!)
Janeczkę poznałam bardzo dawno temu. Była wtedy małą dziewczynką. Nasza znajomość przechodziła różne fazy. Spotkania raz były niemal codzienne, ale było i tak, że nie widziałyśmy się przez rok lub dłużej. W zasadzie przychodziła wtedy, kiedy chciała, a jak po latach zamieszkałam samotnie - Janeczka przychodziła do mnie o przedziwnych porach - głównie po to, aby się wypłakać. Bo po latach okazało się, że Janeczka jest "kobietą po przejściach". W moim przekonaniu duża wina była po stronie matki, która przez całe swoje dorosłe życie nie miała czasu dla jedynej córki. Janeczkę wychowywało wiele osób - lecz nie matka. I w pewnym sensie miała z lekka poprzestawiane w głowie. Może gdyby trafiła na dobrego, zrównoważonego męża. Ale nie trafiła. Jej małżeństwo było wielką, straszliwą klęską. Wyszła z niego potwornie poraniona i długo "lizała rany". Wreszcie zaczęła się uśmiechać, ale od mężczyzn stroniła.
Etykiety:
OPOWIADANIE,
zmyślanie bez odcinków
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
FACETOM WSTĘP WZBRONIONY !!! --- JARZĘBINA CZERWONA - SŁAWA PRZYBYLSKA
Słucham Sławy Przybylskiej i... się rozmarzyłam... Ale akurat tu nie będę opowiadać o moich marzeniach. Opowiem o tym, co się zdarzyło.
Mieszkałam w innym miasteczku. Miałam innych przyjaciół. Basia była u mnie prawie codziennym gościem - jak nie pracowałam. Początek lat siedemdziesiątych. Przybiegała do mnie w czasie pracy na kawkę i coś słodkiego. Mieszkała pod miasteczkiem. Całą rodziną chodziliśmy w jej stronę na niedzielne spacery. Tak to było.
Aż przez kilka dni pod rząd Basia nie przyszła. Zaniepokoiłam się, ale nie za bardzo. Po za tym byłam ogromnie zajęta. Miałam małe dziecko, uczyłam się jak szalona i ... pisałam swoją powieść życia. O wielkiej i (obowiązkowo!) nieszczęśliwej miłości. Dobijałam do końca. Właśnie uśmierciłam skrzypka z filharmonii - zmarł na gruźlicę, a jego cudna żona odchodziła od zmysłów i serce pękało jej z bólu - wszystko na raz. Fabuła straszliwie banalna, ale takie są fakty.
Dziecko właśnie w południe usnęło, a ja spłakana niemożebnie - wszak za każdym razem, do dziś, przeżywam ogromnie mocno każde moje pisanie i tuzin chusteczek muszę mieć w pogotowiu, a tu stuk-puk do drzwi (małe dziecko, nie wolno dzwonić!) - Basia!!! Chwilę się wzajemnie wypytujemy.
ZBIEŻNOŚĆ
Aż przez kilka dni pod rząd Basia nie przyszła. Zaniepokoiłam się, ale nie za bardzo. Po za tym byłam ogromnie zajęta. Miałam małe dziecko, uczyłam się jak szalona i ... pisałam swoją powieść życia. O wielkiej i (obowiązkowo!) nieszczęśliwej miłości. Dobijałam do końca. Właśnie uśmierciłam skrzypka z filharmonii - zmarł na gruźlicę, a jego cudna żona odchodziła od zmysłów i serce pękało jej z bólu - wszystko na raz. Fabuła straszliwie banalna, ale takie są fakty.
Dziecko właśnie w południe usnęło, a ja spłakana niemożebnie - wszak za każdym razem, do dziś, przeżywam ogromnie mocno każde moje pisanie i tuzin chusteczek muszę mieć w pogotowiu, a tu stuk-puk do drzwi (małe dziecko, nie wolno dzwonić!) - Basia!!! Chwilę się wzajemnie wypytujemy.
27. Żarty o uśmiechu.
Poproszę kilogram uśmiechu.
Co? Znowu nie tu?
Po sklepach wiele takich bzdurnych towarów...
A uśmiechu — wcale !
2.
Poproszę kilogram uśmiechu,
Przecież słyszałam chichot
Zza tamtej firanki...
Zamknięto uśmiech na zamki... !
Na tysięczne zamki!
3.
Poszukuję serdecznego uśmiechu
Bez względu na deklinację.
I tak ten ma rację,
Kto się śmieje ostatni!
4.
Nie rozcieńczaj uśmiechu w piwie, bo wyjdzie głupawy.
Nie rozwieszaj na drzewach, bo będzie dziurawy
— jakby z czkawką.
— jakby z czkawką.
I nie wrzucaj go czasem do kieliszka
— to koniec zabawy.
— to koniec zabawy.
Śmiej się z tego, co ja piszę — tu ci nic nie grozi!
Możesz się śmiać bez obaw! Do woli! To nie boli
Ciebie.
Mnie - może ociupinkę.
El. Żukrowska sierpień 2011
niedziela, 21 sierpnia 2011
26. SPEŁNIENIE
Spełnienie
Oczekiwałeś mnie przez sto dni i nocy.
Każdego ranka stawiałeś dla mnie kubek na stole.
Każdego południa otwierałeś dla mnie drzwi marzeń.
Każdego wieczora spulchniałeś dla mnie poduszkę.
Aż przyszłam.
Rozedrgany i onieśmielony cofnąłeś się jak najdalej,
A później podarowałeś jedną różę.
Pachniała i była symbolem twojej miłości.
Wszystko, czego potrzebowałam —
Znalazłam w twoich oczach.
© el.żukrowska sierpień 2011,
© Obraz pędzla H.M.-Wilińskiej.
© Obraz pędzla H.M.-Wilińskiej.
25. MODLITWA II
MODLITWA II
Porannym niebem
Płynie rześki głos niedzielnych dzwonów.
Ptaki radośnie odpowiadają.
Wysoko gołębie
W zwrotach znaczą niebo
Słońcem odbitym w ich skrzydłach.
.
Klękam w kruchcie
Obejmując oczami
Błyszczące świecami piękno,
Obok którego balsamiczny zapach kadzidła.
Wplatam w niego moją
Dziękczynną modlitwę:
.
Panie, dziękuję Ci za nowy dzień,
Za słońce, za Twe miłowanie...
e.żukrowska sierpień 2011
Obraz namalowała Hania M.-Wilińska.
Porannym niebem
Płynie rześki głos niedzielnych dzwonów.
Ptaki radośnie odpowiadają.
Wysoko gołębie
W zwrotach znaczą niebo
Słońcem odbitym w ich skrzydłach.
.
Klękam w kruchcie
Obejmując oczami
Błyszczące świecami piękno,
Obok którego balsamiczny zapach kadzidła.
Wplatam w niego moją
Dziękczynną modlitwę:
.
Panie, dziękuję Ci za nowy dzień,
Za słońce, za Twe miłowanie...
e.żukrowska sierpień 2011
Obraz namalowała Hania M.-Wilińska.
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
modlitwa
piątek, 19 sierpnia 2011
24. ETIUDY
KROPECZKA
Jestem kropeczką.
Jestem kropeczką nad i albo nad ż.
Nie jestem żadną w wielokropku.
Ani ostatnią — kończącą zdanie.
.
Z TOBĄ
Przeczesuję twoje włosy palcami.
Zapalam w nich iskierki marzeń.
Chcę byś miał dość wyobraźni,
odkrywał świat uczuć ze mną.
Razem.
Razem.
.
W TONACJI E-MINOR
Liczysz palce na moich rękach
Zatrzymujesz najpiękniejsze drżenia dla siebie
Nie mówisz gdzie odchodzisz
Zostają nuty
Ktoś gra
zakończenie w tonacji E-minor
Jedynej jakiej nie znoszę...
e.żukrowska sierpień 2011
.
e.żukrowska sierpień 2011
.
czwartek, 18 sierpnia 2011
23.NIEDOKOŃCZONY WIERSZ
NIEDOKOŃCZONY WIERSZ
Biegnę boso przez trzy akweny,
Przez trzy stawy i trzy rzeki płynące powoli.
— Ciebie nie ma!
A przyśniłeś, że będziesz! Że teraz! Że szybko!
Kto ci kazał w sny wierzyć?
Rybko!
Tobie trzeba wody o łagodnym nurcie,
Żeby kołyską była, odrobiny chłodu,
Opanowania dużo. Troszkę miodu,
Byś sama stała się innym słodyczą....
Kołysz się na fali. Nie spiesz!
Nie uciekaj życiu, które ciągle przed tobą,
Które jeszcze dla ciebie do końca
Nie obmyślone na ziemi i w niebie.
Może tobie trzeba będzie
Jeszcze raz pokonać drogę przez manowce,
By zapamiętać wszystkie ciernie i skały,
Progi zdradliwe, wiry mocne...
I już więcej nie powtórzyć, nie stracić
Tylko wreszcie pokochać, żyć, być...
A woda jakieś głosy niesie...
Drzewa nad nią szumią
I wilga krzyczy przestraszona w lesie...
© Obraz namalowany przez Hannę M.-Wilińską
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
wiersze
wtorek, 16 sierpnia 2011
22. CICHUTKIE WSPOMNINIE
CICHUTKIE WSPOMNIENIE
Mleko się wylało, bo często tak bywa,
Że trzymając filiżankę — uszko nam się kiwa.
Ręka drży. Ze starości? Niekoniecznie wcale.
Może tylko wzruszenie, może inne żale
Tak rozhuśtały rękę... I oko zamgliły,
Że krzywo już widzisz, a obrazy stare
Są stokroć ważniejsze od mleka kropelki.
Dawny twój świat odchodzi. Znika wszelki
Ślad po nim. Tym bardziej chcesz zatrzymać
Nagły błysk wspomnienia: twarz przyjaciela,
Który odszedł tak dawno... Data się zaciera
W twojej pamięci... "Wnusiu ma kochana!
Zawieź mnie dziś na groby". Z miłością kładziesz
Gałązkę chryzantemy. Znicz dłonią okrywasz...
Czytasz datę — jak dawno...
A czemu ty ... żywa...?
.
e.żukrowska sierpień 2011
CHRYZANTEMY - Obraz pędzla Hanny M.-Wilińskiej.
CHRYZANTEMY - Obraz pędzla Hanny M.-Wilińskiej.
Etykiety:
do obrazów Hani,
refleksyjny,
wiersze
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
21.PIES
PIES
Dni w kalendarzu poznaczyłeś
Kolorowymi znakami:
Ten dla ciebie,
Ten dla niej,
Ten dla niej,
Ten na ryby, na grzyby,
A ten na winobranie.
Nic z tego nie wyszło —
— pada deszcz!
Pies?
Pies śmieje się do łez!
Ma ciebie tylko dla siebie!
Obraz namalowany przez H.M.-Wilińską. SARNY
Etykiety:
do obrazów Hani,
małe formy,
satyra,
wiersze
niedziela, 14 sierpnia 2011
20. KIEDY IDZIESZ
KIEDY IDZIESZ
Kiedy idziesz
Kiedy stoisz
Kiedy odkrywasz nową błogość
Ręce wyciągasz, nic nie dajesz
A bierzesz wszystko, całą mnogość...
Kiedy idziesz
A może płyniesz
Głowę unosisz, w chmury toniesz
Zabierasz każdą mgłę jak przędzę
I kiedy jesteś
Już najwyżej
Że wyżej to już grzbiet komety
Twoje Anioły ze złotej przędzy robią
Niebiańskie ornamenty z serc splecionych
Dusz splątanych, oczarowanych,
Zapatrzonych w siebie
Złoty deszcz gwiazd
Szczodrą ręką rozrzucą
Na nocnym nieboskłonie
Ułóż z nich napis — koniec...
Obraz namalowany przez H.M.-Wilińską.
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
Tomik 3,
wiersze
sobota, 13 sierpnia 2011
19. JUŻ PUSTE RĘCE
JUŻ PUSTE RĘCE
A po mojej stronie nieba tylko chmury i tylko wiatr, który je gna.
Może jeszcze odrobina ciepłych wspomnień o minionych dniach.
Może jeszcze jakieś nostalgiczne spojrzenie wstecz,
Jakiś letni drobiazg, pamiątkowa rzecz,
Jakiś zapomniany uśmiech albo śpiew
I już nic więcej,
Już puste ręce...
A po mojej stronie nieba tylko chmury i tylko wiatr, który je gna.
Może jeszcze jakaś spełniona obietnica, coś, co na zawsze się już ma.
Co się dostaje jak klejnot — do końca życia ...
Taka nasza myśl — serca tajemnica,
Talizman, skarb — nie do odkrycia...
I już nic więcej,
Już puste ręce...
© el.żukrowska sierpień 2011.
Obraz Hanny M.-Wilińskiej.
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
wiersze
piątek, 12 sierpnia 2011
Enderwigin95 i Bronek zO - wiersze - kilka słów.
W zasadzie nie powinnam już pisać wierszy, ani czegokolwiek do wierszy podobnego. Zresztą nawet to co do tej pory napisałam tylko w przypływie niezwykłej dobroci dla mnie można nazwać wierszem.
Chcę dziś podać dwa adresy, gdzie znajdziecie przecudowną poezję, która budzi mój nieustający zachwyt.
Najpierw wiersze Bronka zObizy Kozieńskiego.
Nie jestem dobrym recenzentem. W każdym razie Bronek jest ciągle duchem młody i gniewny. Nie przechodzi obojętnie koło trudnych spraw. I przepięknie o nich pisze. Ale to trzeba samemu przeczytać. A w zasadzie za pośrednictwem Bronka dotknąć bardzo trudnych spraw - On pisze o nich fantastycznym językiem. Ma niesamowite bogactwo sformułowań. Co za porównania!
Następnie zapraszam Was na blog http://koslawce.blogspot.com/2011/ tj. blog enderwigin 95. Tam sobie możecie poczytać tak piękne wiersze o kobietach, że... totalny zawrót głowy! Chyba każda kobieta chciałaby, aby tak o niej pisano. Oczywiście są i inne, ale... wiele z nich mimo wszystko nadal mówi o tej jedynej, widzianej nieustannie zakochanymi oczami . Co ja się tu będę rozpisywać - idźcie i czytajcie, bo jest co!
http://koslawce.blogspot.com
Zawsze miałam problemy z wstawianiem linków. Ten więcej odkrywa.
Obydwu Panów poznałam dzięki grupie z Fb "Myśli słowem spięte".
Chcę dziś podać dwa adresy, gdzie znajdziecie przecudowną poezję, która budzi mój nieustający zachwyt.
Najpierw wiersze Bronka zObizy Kozieńskiego.
Nie jestem dobrym recenzentem. W każdym razie Bronek jest ciągle duchem młody i gniewny. Nie przechodzi obojętnie koło trudnych spraw. I przepięknie o nich pisze. Ale to trzeba samemu przeczytać. A w zasadzie za pośrednictwem Bronka dotknąć bardzo trudnych spraw - On pisze o nich fantastycznym językiem. Ma niesamowite bogactwo sformułowań. Co za porównania!
Następnie zapraszam Was na blog http://koslawce.blogspot.com/2011/ tj. blog enderwigin 95. Tam sobie możecie poczytać tak piękne wiersze o kobietach, że... totalny zawrót głowy! Chyba każda kobieta chciałaby, aby tak o niej pisano. Oczywiście są i inne, ale... wiele z nich mimo wszystko nadal mówi o tej jedynej, widzianej nieustannie zakochanymi oczami . Co ja się tu będę rozpisywać - idźcie i czytajcie, bo jest co!
http://koslawce.blogspot.com
Zawsze miałam problemy z wstawianiem linków. Ten więcej odkrywa.
Obydwu Panów poznałam dzięki grupie z Fb "Myśli słowem spięte".
Z ostatniego postu usiłowałam usunąć muzykę, bo jest bardzo "zaszumiona" i wyobraźcie sobie - nie umiałam!
Pozdrawiam moich czytelników bardzo serdecznie i życzę dużo słońca tego lata.
Och, sama tego tak pragnę!
Och, sama tego tak pragnę!
czwartek, 11 sierpnia 2011
18. W ZAJĘCZYM SZCZAWIU
W ZAJĘCZYM SZCZAWIU
(z tomiku LIRA)
I znowu wiosna!
W wysokich kaloszach
Idę łąką zalaną wodą wrzącą od kaczeńców.
To nie tu!
W ledwie rozwijających się pączkach brzozy
Szukam i nie znajduję, choć lepkie są od soku.
To nie tu!
Pod czeremchami, które jeszcze wonią
Nie uwodzą szukam, dotykam dłonią.
To nie tu!
Zgubiłam cię zeszłej wiosny...
W miękkim posłaniu z zajęczego szczawiu
Całowałeś drżącymi ustami bez końca.
Aż zapomniałam, kim jesteś...
Aż zapomniałam, kim jestem...
Zgubiłam cię w zajęczym szczawiu,
Jak szpilkę do włosów...
© el.żukrowska sierpień 2011
Fot. Alicja Stankiewicz
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
wiersze
środa, 10 sierpnia 2011
17. SPÓŹNIONA MIŁOŚĆ
SPÓŹNIONA MIŁOŚĆ
Czasem ktoś przychodzi do ciebie nie w porę.
Chciałbyś powiedzieć — Przyjacielu, przyjdź jutro.
Ja dzisiaj nie mogę.
Ale tego nie mówisz.
Gościa z należnym szacunkiem przyjmujesz.
Drzwi otwierasz szeroko, choć serce się kuli, strwożone nagle.
Za późno, za późno, za późno! — Powtarzasz uparcie.
Ono cię nie słucha.Strzała uwięzła i narasta zmysłów gorączka.
I jesteś bezwolna! Każdym nerwem potrafisz tylko
Błagać o jeden dotyk, o uśmiech, spojrzenie, słów kilka...
Za późno! — Powtarza rozum. A serce kołysze nadzieję.
Dusza się w iskry rozrywa za tym jedynym,
Gdzie tęskność i wzgarda, gdzie pragnienie i obojętność...
Za późno!— Rozum powtarza. — Lepiej już być samotnym...
W resztkach rozumu duma popieleje.
Jesteś cała tęsknotą, młodym rozmarzeniem.
Nie ważny wiek twój — a tylko nadzieje.
Czepiasz się nich jak pajęczych nici...
Nic nie ocaleje. Za cienkie są. Za słabe...
Toniesz w beznadziei, toniesz wypalona,
Osłabła, zapomniana, gdzie są przyjaciele?
Drzwi były nie dość szeroko otwarte?
Odeszli z wiekiem... Odeszli w ciemności...
Czyjaś laska na chodniku jeszcze postukuje.
Zawarczał silnik auta...
Został ci twój czas — czas samotności...
© el.żukrowska sierpień 2011.
© Obraz namalowany przez Hannę M.-Wilińską
wtorek, 9 sierpnia 2011
16. CZAROWNICO - NIE MIESZAJ !
CZAROWNICO - NIE MIESZAJ !
Mój świat tymczasowy zaginał nagle pośród świateł błysków.
Nowy inny z niebytu właśnie się wylania:
Tu są wiersze, śpiew syreni i muzyki grania,
Ręce wysoko wzniesione, taniec, tęsknoty, mrzonki i zdumienie...
Czarownica to miesza, w kociołku właśnie napój warzy.
Tobie dam. Tobie nie dam. Dla ciebie łyk mały.
A tobie — ledwie kropelką jego czoła dotknie,
A on natychmiast cudnymi wybucha wierszami!
Słowa zaklęte rozsypuje przed nami, których ominęła,
Którzy, choć niepomazani, chcą pisać — i nie piszą...
Chcą odkryć duszę — zabrakło natchnienia...
Cisza.
Milczą i duszą się, świat ich nie chce.
Zabrakło wywaru czarownicy. Nie będą poznani.
Giną pod butami tłumu. Nikt ich nie widzi, nie schyli.
Tłum już depcze po nich...
Już ich nie ma...
e.żukrowska sierpień 2011
Obraz pędzla Hani M.-Wilińskiej.
Wszystkie prawa zastrzeżone!
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
wiersze o wierszach
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
15. MODLITWA I
MODLITWA I
Poznałam wiersze niesłychane
I teraz za nimi tęsknie...
Szukam ...
Tak niefrasobliwie porozrzucane to tu
to tam po wirtualnym świecie.
Odnajduje okruchy:
Tu wiersz,
Tam prawdziwe granie:
Słowa — pieśni,
Słowa — muzyka,
Słowa — czarowanie...
Przeglądam strony i szukam, i szukam.
Lecz więcej nie znajduje...
Uczę się na pamięć
Słów o szamanie, o górach,
O nauce patrzenia sercem.
I myślę :
— Tak proszę Panie!
Daj mi takie pisanie!
Podaruj mi takie wiersze,
Takie rymowanie,
Abym opowiedziała wszystko,
Co w głowie zebrane,
Sercem odczute,
Duszą kołysane...
Panie!
Tak rzadko Ciebie proszę!
Daj mi takie słowa,
Co wierszem pobiegną dalej i wyżej obłoków,
A ktoś przeczytawszy stanie zadumany i powie — dobry!
Przeczyta trzy razy i jeszcze będzie chciał...
Takie chcę pisać wiersze,
By serca poruszyły i ruszyły głowy,
By muzyką były
Jak słowa tamtego poety...
Czytam go i nie mam dość,
Wracam, smakuję każde słowo, każdy zwrot,
Każde porównanie... Wiersze-śpiewanie...
Znów czytam...
© el.żukrowska, lipiec 2011
© Obraz namalowała Hania M.-Wilińska.
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
modlitwa
niedziela, 7 sierpnia 2011
14.HANIA
HANIA
Widzę, jak stoisz przy sztalugach.
Skupiona, pochłonięta obrazem.
Zamyślona. W słońca smugach
tworzysz obraz i wiersz — zarazem.
Nie masz zmarszczek na czole. Uśmiechasz się cała.
Pędzlem dotykasz lekko — patrzącym się wyda,
że tworzysz bez wysiłku, jakbyś oddychała
rześkim morskim powietrzem, gdy przychodzi bryza.
Obraz skończony. Twoje Wzgórza
toną w zapachu mięty i pomarańczy...
Ty pod białym daszkiem, a sama w czerwieni,
kołyszesz kieliszkiem wina... Tańczysz...
Zmieniasz świat w obłok złotego pyłu....
Wirując pył sypiesz, jak dym kapłanka z ogniska...
Wołasz do siebie! Wernisaż już nowy!
Iskra za iskrą jak nowy blask błyska!
© el.żukrowska, sierpień 2011.
ze zmianami 7 lutego 2012 r.
© Fot z zasobów rodziny.
czwartek, 4 sierpnia 2011
12. MÓJ DROGI
MÓJ DROGI
Nie zapalaj światła i usiądź u proga.
Mów z daleka, bym ciebie zaledwie słyszała.
Dziś nie chcę ciebie widzieć.
Milczysz. Nie znajdujesz skargi.
Taki powtarzający się kicz...
I puste są twoje serce, usta...
Jedno się kończy. Inne się zaczyna.
Nic ja na to. Już nic.
Za późno przychodzisz,
Zabrakło w szklance wina...
e.żukrowska lipiec 2011
Obraz pędzla H.M.-Wilińskiej.
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
małe formy,
wiersze
11. NIE ZATRZYMASZ MNIE...
NIE ZATRZYMASZ MNIE...
Nie zatrzymasz mnie, nie ochronisz,
Zanim pomyślisz — już się stanie,
Skoro w gwiazdach było zapisane
Przed naszym narodzeniem, naszym powstaniem.
.
Nie zasłonisz mnie, nie ukryjesz,
Zanim gest ręką — już się stanie
Skoro całe życie do ciebie biegłam,
Jeśli całe życie to było szukanie...
.
Nie powstrzymasz mnie, nie ocalisz!
Nim mrugniesz okiem — już się stanie
Moja całopalna ofiara miłości...
I moje twojej miłości żebranie...
.
Ani ucieknę, ani będę chciała,
Z serca mego drobne kamyki się staną,
Żwir na ścieżkę twoją:
Gdziekolwiek będziesz szedł,
Gdziekolwiek skierujesz swoje myśli,
Gdziekolwiek spojrzenie wyślesz.
— A ja bez serca zostanę, bez krwi.
— Szarość całą zgarnę z twego życia.
— Aby ochronić ciebie, aby z tobą być.
— Uwolnić od najsmutniejszych dni,
— od tego bez siebie bycia...
© el.żukrowska sierpień 2011
© Obraz pędzla H.M.-Wilińskiej.
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
wiersze
środa, 3 sierpnia 2011
10. STOKROTKI ZAMIAST LAURU
STOKROTKI ZAMIAST LAURU
(z tomiku "Lira" oraz "Wiersze szarozłote")
Gonisz od wiersza do wiersza.
Rymem przemyślnym barwisz,
Słowem rzadkim upiększasz,
Szepczesz do wyobraźni,
Tam, gdzie ktoś skończył — zaczynasz,
Niesiesz powyżej szczytów.
Tworzysz i niszczysz. Ucinasz.
Dla sławy? Dla zachwytów?
.
A tu wieniec nie z laurów,
Tylko polne stokrotki białe i wiotkie —
Nietrwałe. A tak małe,
Że bukiecik ktoś do kieliszka włożył
— Ot — i szczęście całe!
© el.żukrowska lipiec 2011
© Obraz Hanny Moczydłowskiej-Wilińskiej.
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
Tomik 3,
wiersze,
wiersze o wierszach
wtorek, 2 sierpnia 2011
9. NAD NARWIĄ — obraz ODNOGA NARWI
NAD NARWIĄ
Nie mnie o Tatrach wierszem opowiadać
Od tego są górale, co góry ukochali,
Ja ich nie znam wcale.
Jestem z Podlasia,
gdzie Narew leniwie wodami chlupocze o brzegi.
Gdy staniesz nad rzeką
Tylko trzciny i tataraki rozrosłe szeroko...
I szeleszczą ci, a ptactwo krzyczy bez porządku
O wiośnie, o lęgach, o życia początku.
A pełno ptaków nad głową...
Pełno i na dole.
Pluszczą i łowią rybki — pożywienie swoje.
Całe stadka kaczuszek małych, albo i perkozów,
A tam czapla siwa nogi moczy.
Nie da się z bliska podejść,
Na próżno się starasz.
Co innego bociek
— on bardziej łaskawy
Czasem się tak pięknie do zdjęcia ustawi,
Że i żabę na zdjęciu wyraźnie zobaczysz...
Chociaż on woli myszy...
Bogactwo barw i głosów nie do powiedzenia...
Oko latem daleko nie pobiegnie,
Gdyż trzciny wysoko
Horyzont zaraz zasłonią
I niebo masz nad sobą.
Jeszcze wierzby wysokie,
Dość silne, że nurt wiosenny nie powalił w wodę...
Słyszysz i czujesz wiatr na twarzy
Pachnie rzeka i tataraki
Całe powietrze w takim śpiewaniu i drżeniu
Że jeśli nie dotkniesz tego swym okiem i uchem
— nie uwierzysz...
To trzeba poczuć, zobaczyć samemu,
By potem mówić o wielkim tęsknieniu
Do ziemi Ojców...
.
e.żukrowska sierpień 2011
Obraz namalowany przez H.M.-Wilińską.
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
wiersze
8. OGŁOSZENIE
OGŁOSZENIE
Zaginął humor mój czysty — osobisty.
Zaginął rano w sobotę,
Nie licząc się, co zrobię potem.
Szukam już tydzień cały,
Tydzień okazał się zbyt mały.
Nie ma. I nie wiem co dalej!
Obszukałam już typowe zakamarki —
To znaczy głowę i serce. Nawet... hm... garnki...
Nie ma! A może ktoś mi go świsnął?
Kto się ośmielił rzecz tak mi bliską?!
Przecież ja żyć bez humoru nie mogę...
Czy ktoś widział tę moją powsinogę?
Ale nie ma — o rety! — niestety!
Teraz płaczę za nim, smęcę straszliwie.
Nie ma! Ogarnąć się nie mogę.
Chusteczki — tyle poszło! To aż kłopotliwe...
Pomóżcie odnaleźć choć ślad!
.
Jest! Jest! Znalazł się!
Gdzie?
Tu, w zamrażarce!
Ktoś go widocznie zatrzasnął.
A on zmrożony — zasnął...
Tylko kiedy się teraz obudzi?
Budź się!
Ja muszę do ludzi!
.© el.żukrowska lipiec 2011.
Obraz namalowany przez Hanię Moczydłowska-Wilińską.
Wszelkie prawa zastrzeżone!
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
7. MOJE KOCHANIE
MOJE KOCHANIE
A rankiem to cię kocham
Delikatnym uśmiechem — zachętą
I wstającą jasnością
W rozbitej szybie rozszczepioną
Inaczej cię kocham
Inaczej...
inaczej...
inaczej....
I w południe cię kocham
Gorąco jak oddech burzy na dachu
Pod niebem ciężkim deszczem jeszcze nie rozlanym
W błyskawicy zygzaku okiem uchwyconej
Inaczej cie kocham
Inaczej...
inaczej...
inaczej...
Czy wieczorem cię kocham?
Przynosisz mi w kieliszku
Lekarstw groszki wyłuskane
W szklance wody rozprysły iskierki
Małej lampki światełko
Jak cię kocham?
Najpełniej
Najcieplej
Najpiękniej...
O, inaczej cię kocham
inaczej...
inaczej....
© el.żukrowska 2011.
© Obraz pędzla Hani Moczydłowskiej-Wilińskiej.
Wszelkie prawa zastrzeżone
Etykiety:
do obrazów Hani,
I tomik,
wiersze
niedziela, 31 lipca 2011
6. DO HANEK

DO HANEK
Hankom słodkim,
co ciemne włosy na wiatr rozpuściły,
chętną ręką te włosy wypieszczę,
palcami wydotykam, wzrokiem oszacuję...
Zastanowię się, co można jeszcze!
Radośnie rozedrgane łowię poruszenia
również Hanek blondynek uroczych
co jasne włosy polecają mym dłoniom.
I już myślę, co jeszcze mogę tu dokonać.
Ja je strzygę, myję, układam, zawijam,
odżywki nie żałuję. W czułości praktyka!
Kocham je wszystkie!
Miłuję! Całuję!
Niech pachną, niech się stroszą,
cudnie wyglądają dla swoich chłopaków!
Układam im te włosy z miłością!
Farbami maluję.
Przydaję objętości. Lakieruję.
Pokazuję światu.
Ja — fryzjer Jan Jacul.
e.żukrowska, lipiec 2011
Fot. z internetu
sobota, 30 lipca 2011
5. SATYRA NA NARZEKANIE
SATYRA NA NARZEKANIE
Narzekała kobietka stara,
Że się starość nie udała
Panu Bogu.
Że tu strzyka, a tam kłuje,
Z dnia na dzień gorzej się czuje.
A facet na to jej odpowie:
Ciesz się, że masz dobrze w głowie!
Wszystko stracisz dokumentnie,
Gdy ci piąta klepka pęknie!
A jeśli całkiem ją zgubisz —
Pośmiewiskiem jesteś ludzi.
© el.żukrowska 30.07.2011.
Fot. z internetu
czwartek, 28 lipca 2011
4. OBRAZ
OBRAZ
Widziałem, jak wiatr z tobą figluje,
Jak dotyka twój dekolt oddechem,
Rozsypuje włosy, uda pokazuje
I wciąż tęsknię za takim widokiem...
Widziałem twe oczy rozmarzone.
O kim wtedy myślałaś? Tęskniłaś?
Całe życie na ciebie czekałem!
Gdzieś ty była, ma miła, gdzie byłaś?
Moja miła i moja maleńka!
Długonoga... Tęsknoto jedyna!
Szarpię się teraz cały w rozterkach
I figlarny wiaterek wspominam...
© el.żukrowska lipiec 2011
© Obraz namalowała Hanna Moczydłowska-Wilińska.
Wszystkie prawa zastrzeżone!
piątek, 22 lipca 2011
3. Proszę Pana Koguta!
PROSZĘ PANA KOGUTA !
Ko, ko, ko! — Proszę Pana Koguta!
Proszę, ko!
Jestem grzeczna, milutka, o!
Oczko niczym czarny jaspis,
piórka słodko nastroszone,
jaj ochoczo dużo znoszę,
bo ja jestem materiał na żonę.
Moja Kurko Złotopiórko,
odpowiem ci tak:
twoje chęci nie wystarczą
kiedy uczuć brak!
Ko, ko, ko! — Proszę Pana Koguta!
Proszę, ko!'
Uczuć we mnie mnóstwo wielkie,
szczere chęci rozbudzone,
zgrabne udka mam, skrzydełka,
prześliczny ogonek.
Gdy kuperkiem mym zakręcę
— oczy pana żarem spłoną
i już pojmie Pan, Kogucie,
jaką będę świetną żoną.
Moja Kurko Złotopiórko
odpowiem ci tak:
ty nie tylko nie masz uczuć
— tobie także taktu brak!
© El. Żukrowska 23.08.2011.
Fot. z internetu
2. ZAROZUMIAŁOŚĆ...?
ZAROZUMIAŁOŚĆ...?
Czasem ktoś się mozoli
Coś na kartce gryzmoli
Gryzie pilnie obsadkę
W górny lewy róg patrzy
A mnie to niepotrzebne!
słowo spływa za słowem
ustawiają się równo i same
Moje słowa w wierszyki zebrane...
Czasem ktoś się mozoli
I słowniki przegląda
Myśli czyta roztrząsa
Rymy z nieba wręcz ściąga
A mnie to niepotrzebne!
albo są te serdeczne
albo wcale ich nie chcę
Moje słowa w wierszyki zebrane...
Czasem ktoś się mozoli
I kielichem wspomaga
A tu myśli zbyt ciężkie
Rymy dalej toporne
A mnie to niepotrzebne!
bo i tak nagle milkną...
cicho przyszły... odeszły...
Moje słowa stracone!
Bezcenne!
© TULIPANY (enkaustyka) - obraz namalowany przez Hannę Moczydłowską-Wilińską.
Etykiety:
do obrazów Hani,
wiersze o wierszach
1. CZYTAM WASZE WIERSZE
CZYTAM WASZE WIERSZE
(z tomiku LIRA)
Czytam wasze wiersze
Nasłuchując duszy,
Czy się łkaniem odezwie poruszona słowem?
Ale ona tylko ramionami ruszy,
Jakby ciągle myślała — dziś ci nie odpowiem...
Czytam wasze wiersze
Złotem malowane,
Roziskrzone siedmioma kolorami tęczy!
I czekam na odzew mej duszy zaspanej:
Może się obudzi? Może się rozkręci?
Ale ona z nizin,
A nie z górskich szczytów.
Nie ma okien z bursztynu,
Ni sznura korali.
Nie zna waszych porywów i waszych zachwytów.
Zagradzają drogę kordony betonowych murów.
Nie ma tęsknic. I nie ma porywów...
Roziskrzeni miłością, serdecznym natchnieniem
Wiążecie słowa piękniej niż wianki na Jana.
I rzucacie — dla wszystkich.
Ja złapałam — jeden...
I zaszkliły się oczy. A dusza załkała...
e.żukrowska lipiec 2011.
Obraz pędzla Hanny Moczydłowskiej-Wilińskiej.
Wszelkie prawa zastrzeżone!
.
środa, 20 lipca 2011
Roz. 30. NA KOŃCU KASZTANOWEJ DROGI
Wszystko przebiegało tak, jak sobie tego pani Helena życzyła. Dopisała pogoda i goście. Nowa, nieznana jej orkiestra, okazała się dobra ( tfu, tfu, odpukać, bo do końca wesela daleko!). A Urszula przebiła wszystko! Ani nie przypuszczała, że można wyczarować takie dania i tak pięknie to podać! Stoły wyglądały niemal jak u Pietkiewiczów na imieninach - przed wojną! Brakowało tylko bażantów i pieczonego prosiaka! O, trzy czwarte gości tego nie doceni, będą wspominać tylko, że było bardzo smacznie i bogato. Będą mówili, że Mazurówna miała piękne wesele... Na wszystko inne musiała mieć oko, ale o kuchnię mogła być spokojna - Urszula była skarbem! A z tą pannicą też miała rację - dziewczyna jest prawie pijana! Już! Choć od powrotu z kościoła upłynęły raptem trzy godziny. I Manugiewicz też się popisał! Jego kiełbaski oraz pieczone udźce baranie przejdą do historii - jak powiedziała Anna.
- To zdumiewające, że baranina podawana w Polsce zazwyczaj śmierdzi baraniną. A pieczeń zrobiona przez tego pomagiera Urszuli i pachnie, i wygląda tak, że tylko ją jeść! Ten Manugiewicz zna się na rzeczy! Zrobił z baraniny niemal wytworne danie!
Roz. 29.NA KOŃCU KASZTANOWEJ DROGI
Aleksander jeszcze nigdy w życiu tak bardzo się nie gryzł. Ktoś mu naopowiadał strasznych rzeczy o Manugiewiczu, gdy ostatnio był w Miasteczku. Tęczyński najpierw wyzwał człowieka od zuchwalców i szkalowników, ale po zastanowieniu - nie mógł tych wiadomości zlekceważyć. W grę wchodziło dobro jego siostry. Postanowił jedynie, że powie Urszuli o wszystkim dopiero po weselu, bo wiadomość była z rzędu "podcinających skrzydła". A później wpadł na pomysł, jak to wszystko posprawdzać, poupewniać się, mieć czarno na białym. Na wszystko potrzeba jednak było czasu, a po weselu, dopóki była pogoda, natychmiast miał brać się za wykopki. Tymczasem widział, że zażyłość między Jakubem a Urszulą pogłębia się, zatem będzie musiał powiedzieć bez sprawdzenia... Wydawało się, że nie ma innego wyjścia...A tu dodatkowa niespodzianka - Urszula poprosiła go, żeby na weselu znalazł odpowiedni moment i przeszedł z Jakubem na ty. Chciał zakrzyknąć, że to wykluczone! Niemożliwe!
- A musi być na weselu? Nie spiesz się! Nigdzie nie wyjeżdżamy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)














