czwartek, 29 października 2015
SCHODAMI MONTMARTRE
Schodami Montmartre
- inspirowany opowieścią Grażynki Hazeaux
Są takie urokliwe miejsca,
że mimo licznych barier, schodów,
przychodzę, aby szukać ciebie,
tak jak robiłem to za młodu.
Wszystko się zmienia, jesień przyszła,
a po policzku kropla spływa...
Lecz wciąż pamiętam, moja droga,
choć na grzbiet latek mi przybywa.
I w me alejki chodzę szukać
twych drżących cieni lub uśmiechów,
znajduję posmutniałe drzewa,
późnojesienny chłód oddechu.
Schodami w dół, wciąż w dół, donikąd!
Przecież już wiem, że wyjechałaś,
ale zaparzam dwie herbaty,
udaję, że tu wejdziesz, Mała.
© Elżbieta Żukrowska 29.10.2015.
Fot. Wonderful World
Etykiety:
lir.miłosna,
tomik 4,
wiersze do przyjaciół
środa, 28 października 2015
POETA I OBRAZ
Poeta i obraz
- dedykowany Stanisławowi Wojnarowi
Dopowiedzieć, czego malarz powiedzieć nie zdołał...
Wysnuć przypuszczenia dokładne z obrazu...
Czarować Czytelnika, myśli mu wymieniać
- na długą chwilę zatrzymać, by marzył...
Lecz i poetę obległy marzenia,
gdy w ten akt kobiety wpatrzył się zuchwale!
Zapomniał jakie cechy miał tu powymieniać,
bo już go uwiodły subtelne detale...
Ten półuśmiech szczególny, że zda się - do niego!
Albo ręka, która poetę chce dotknąć...
I jeszcze pierś tak stroma... że aż dreszcz przebiega.
Zatrzymał się w pisaniu, aby się nie potknąć!
A ona, ta z obrazu, zdaje się rozmawiać!
Wabi, coś nakazuje, przyspiesza bieg czasu!
Poeta się zreflektował, zatrzymał wśród marzeń,
jednak wiersz swój napisał - o urokach obrazu.
© Elżbieta Żukrowska 28.10.2015.
obraz Renata Brzozowska
obraz Renata Brzozowska
Etykiety:
do obrazu,
tomik 4,
wiersze do przyjaciół
sobota, 24 października 2015
Dwa fragmenty powieści, którą nadal piszę...
Przy sobocie dwa fragmenty piszącej się wlaśnie powieści... ciągle bez tytułu... :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pan Benio starał się jak mógł, wychodził wręcz z siebie. Rad by co ranka szykować Matyldzie kakao! I robić zakupy. Musiała go powstrzymywać przekonana, że jak najszybciej musi stanąć na własnych nogach. Ale nadal miał klucz od jej mieszkania – na wszelki wypadek. Powiedział, że nie może przestać ją odwiedzać, a Matylda wiedziała, że w którymś momencie może to być kłopotliwe… Czuła, że się zaplątała! Na szczęście „psiapsiółeczki” otoczyły ją zwartym kołem. Wpadały nawet po kilka razy dziennie. Przynosiły gotowe obiady, sprzątały, rozwieszały pranie i gadały. Aż do zmęczenia Matyldy.
Okazało się, że rana znów jest zakażona dwoma różnymi bakteriami, których nazwy Matylda nie zapamiętała, na szczęście nie należały do grupy najbardziej złośliwych. Znów antybiotyk… Przedtem Matylda przez kilka dni wychodziła przed blok na ławeczkę choć na piętnaście – trzydzieści minut dziennie. Teraz unikała i słońca, i chłodu. Prawie cały czas była w domowym dresie, leżała długimi godzinami. Upoważniła Benedykta, by sam sobie otwierał drzwi, bo zdarzało się jej spać gdy właśnie przychodził. Był bardzo zatroskany! Któregoś dnia chciał ją zabrać na samochodowy spacer, ale powiedziała – zresztą zgodnie z prawdą – że odchorowuje każdy wstrząs na drodze, że na razie tyle jazdy, co teraz konieczne. To choć kwiaty jej przynosił, zaręczając, że nie kupuje, a dostaje od sąsiadów z działek lub ogródków.
Niedzielnym popołudniem zatelefonował Nikodem.
wtorek, 20 października 2015
ŚWIAT ROMANTYCZNY...
Świat romantyczny...
W tysiącu lśnień się rozpływa,
by nagle skupić w kaskadzie czerwieni
i znów wystrzelić barwnym pióropuszem
liści rozwianych poprzez wiatr jesieni.
Może kapelusz, albo parasolka...
I zapomniana ławeczka w alejce.
Ona usiadła, bo bucik uwiera.
Ona usiadła, bo bucik uwiera.
On - dość niepewny - bo chyba drży serce...
Nagle spadł kapelusz!
Wiatr go rad poderwać!
Czy zdąży ocalić,
pięknej damie oddać?
© Elżbieta Żukrowska 20.10.2015.
Fot. z internetu
BYWA...
Bywa...
Bywa, że dusza piekłem jest strwożona,
a w niebo jakby nie do końca wierzy.
I nie wie, która jest właściwa strona,
i brak odwagi, by się z życiem zmierzyć.
Chowa przed światem swoje niepokoje,
nie zdradza nędzy przemożnego strachu,
podobno dla niej zamknięte podwoje,
może oczekiwać życiowego krachu.
Jeszcze wspina się troszkę i do drzwi kołacze,
gdy wspomni, że ktoś może je jednak otworzyć.
A w strachu zapytuje, co jeszcze zobaczy,
przecież tylko przykrości wydają się mnożyć!
I oto niespodzianka - za drzwiami przyjaciel!
Ma chętne dłonie, ramiona otwiera!
Strachy przegania, uczy żyć inaczej
i w dobre życie ze sobą zabiera!
© Elżbieta Żukrowska 19.10.2015.
Fot. z internetu
niedziela, 18 października 2015
PO PUSTYNI IDĘ...
Po pustyni idę
Stopy grzęzną w piasku.
Ślady wiatr zbyt szybko
przed okiem zaciera.
Po pustyni...
Czas zamienił się
w nieprzyjaciela,
większego niźli ci, którzy
piasek w moje oczy...
Lecz nowych dróg nie szukam
- cenię przyjaciół
i to ich wybieram.
© Elżbieta Żukrowska 18.10.2015.
Fot. z internetu
sobota, 17 października 2015
ZBYTECZNA SKARGA
Zbyteczna skarga
Serce głośne, bo pustka uporczywa w środku,
apatia chce ogarnąć kilka myśli w głowie.
W zasadzie nic już więcej czynić mi nie wolno,
tylko żyć w samotności. Nikt nic nie podpowie...
Serce już skamieniało i nie zmienia rytmu.
Wiatr jesienny pod lasem kłęby mgły rozwiewa.
Czas nie stanął w miejscu - a może powinien...
I dziś nie utulę się do białego drzewa...
Minęło... Teraz dni jałowe, pustką naznaczone,
jednostajnością urągają świetlistym marzeniom.
Usiłuję pojąć, że wszystko na marne...
Nie mogę! Tylko nowym ulegam zranieniom.
Zapłoną na stosie urocze wspomnienia
- bo muszę odrzucić to wszystko co było,
by dalej iść - bodaj cokolwiek kulawo -
tą drogą, na której zbrakło słowa "miłość"...
© Elżbieta Żukrowska 17.10.2015.
Fot. Rozystronka
Dwa fragmenty piszącej się powieści
... jeszcze takie dwa bardziej "zwyczajne" fragmenciki z piszącej się powieści (ciągle bez tytułu).
~~~~~~~~~~~~~~
Zaledwie go włączyła – przyszło połączenie z bratem.
- Aleksandrze! – ucieszyła się szczerze.
- Witaj mon Papillon.
Papillon… Od razu napłynęły wspomnienia! Dzieciństwo, cudowny rodzinny dom, najpiękniejsze chwile z rodzeństwem i rodzicami! Papillon… Jak dostała to imię? Nie pamiętała tego – ale znała z opowieści. Była wówczas trzyletnim bąkiem ustrojonym w nową, bardzo kolorową sukienkę. Całą rodziną konnym wozem wracano z kościoła. Jechał z nimi kuzyn – stryj Aleksander. To imię często powtarzało się w rodzinie ojca. Stryj był podczas wojny na robotach przymusowych w Niemczech, przyjaźnił się tam z równolatkiem Francuzem i dzięki temu poznał kilka francuskich słów. Czasem się nimi popisywał. Bywało, że Matyldę w domu – nie za często - nazywano Motylem, Motylkiem. Stryj to podchwycił i nazwał Papillon, co – o dziwo - natychmiast do Matyldy przylgnęło. W tej sukieneczce faktycznie wyglądała jak kolorowy motyl.
- Cieszę się, że cię słyszę! – zapewniła.
- Dzwonię, i dzwonię, a telefon masz ciągle wyłączony.
- Wysłałam SMS-a…
- E, tam! Co mi jakieś SMS-y! Wiesz, że ja nie pisuję. Opowiadaj mi tu po kolei.
Opowiadała dość swobodnie, tym bardziej, że nadal była w pokoju sama – aż się w duchu dziwiła, że ta druga pacjentka tak gdzieś przepadła. Musiała bratu zrelacjonować przebieg operacji i nie taić tego, jak się teraz czuje. Przyznała, że trochę słabo, ale najgorzej, że jest tak zimno, więc ją pocieszył, że od zachodu idzie ocieplenie, już nazajutrz ma być wyraźnie cieplej. Dopytywał się o więcej. I w końcu przyznała, że się posypała jako kobieta, że to zbrodnia robić takie operacje! Uderzyć, wydrzeć samo sedno kobiecości! Szlochała cicho. To wszystko w imię twojego życia – przypomniał. No tak, no tak… Pocieszał ją jak umiał.
- Przecież twarda z ciebie baba! Nie dasz się! – zapewnił ją na koniec.
Jaka twarda? – chciała powiedzieć, ale „wzięła się w garść” – cóż jej po tym mazaniu się i daremnych płaczach. TO już jest poza nią!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przyszedł Benedykt. Przyniósł kawę w termosie – zgodnie z życzeniem Matyldy. Jednak najpierw prysznic i to troskliwe wyczekiwanie pod drzwiami łazienki. Cały pan Benio…
- Kacper ma jutro przyjechać – powiedziała, gdy znów była w łóżku. – On nie ma klucza, a nie mam pojęcia, o której przyjedzie. Nie zapytałam! Prom przypływa rano, około siódmej. Mniej więcej po trzech godzinach powinien przyjechać…
- Niech się pani nie kłopocze. Spróbuję przypilnować, ale na wszelki wypadek zostawię kartkę na drzwiach. Nie będzie miał wtedy wątpliwości.
- Dziękuję, co ja bym bez pana zrobiła, panie Benedykcie! Patrzyłam z okna gdy pan szedł… Pan chyba dużo schudł… I zastanawiałam się dlaczego.
- Troszkę mnie ubyło, ponad dwadzieścia kilogramów… Tak jakoś się porobiło… Cukrzycę mam, teraz mi ją wybadali… Mówią coś lekarze o wyjściu do domu?
Rozmawiali o nieważnych sprawach przez blisko godzinę. W międzyczasie zadzwoniła Roma dziękując w imieniu dzieci. Wczoraj nie mogła, bo cały dzień była w rozjazdach i po lekarzach, aż wreszcie wieczorem padła i spała już aż do rana.
Benedykt dalej opowiadał historie ze swego życia kierowcy, o działce znajomego, przekazywał ploteczki z bloku. Matylda nie dała mu okazji do litowania się nad nią, do gładzenia po twarzy czy całowania rąk – była czujna! Ale gdy wyszedł, Chęcińska nie powstrzymała się od pytania:
- Ja myślałam, że to pani mąż. To kto to jest dla pani? On taki czuły, dbający…
- Mój sąsiad i… opiekun. Kiedyś przyjaźnił się z moim mężem, a teraz przyjaźni się ze mną.
- A zachowuje się tak, jakby był w pani zakochany!
- O tam, zaraz zakochany! Życzliwy jest tylko. I samotny jest, to może się trochę nudzi.
Chęcińska chciała dalej rozmawiać, ale Matylda przymknęła oczy. Jednak nie spała. Myśli niesforną falą płynęły, skakały z tematu na temat. Nikodem dalej nie przysyłał nawet SMS-a. Czuła, że z Paulą też czeka ją długa rozmowa, bo Paula nigdy nie odpuszcza. Nigdy. Poczeka na sprzyjające warunki i dobierze się do samego wnętrza. Na razie Matylda była niespokojna.
© Elżbieta Żukrowska 2015.
środa, 14 października 2015
ŚCIEŻKĄ KOCHANIA...
Ścieżką kochania...
- z wesołych opowieści Zdzisława Grużewskiego
Mówiłeś do mnie "skarbie", "kochanie",
a ja słuchałam z niedowierzaniem.
Czasem zaś, bardziej rozpędzony,
chciałeś pokazać świat rozgwieżdżony.
Lecz to nie dla mnie! Ja ledwie mogę
w moją zwyczajną wybrać się drogę.
Tak bez wyścigu, bez przyspieszania,
wędruję swoją ścieżką kochania:
za domem wzgórze pełne poziomek,
a z drugiej strony wrzosem zdobione.
Niżej na szczycie leśnych grzebieni
słońce odbite w wodzie się mieni.
Makowy zachwyt, kiedy jest lato,
wiosną w czeremchy zapach się wplatam.
I choć nie wszystko jest jednocześnie,
to przecież piękna tego nie prześpię.
© Elżbieta Żukrowska 14.10.2015.
Fot. Adem Karduman
Etykiety:
przyroda,
tomik 4,
wiersze do przyjaciół
W ZŁOTO-CZERWONEJ ZAWIERUSZE
W złoto-czerwonej zawierusze
- z inspiracji fotografią Ryszarda Lenartowicza
Opustoszały ptasie gniazda,
mysz się schowała w mysią norę,
w podmuchach wiatru czysta wzgarda,
więc drzewa gną się pod naporem.
Kurtki z kapturem, ciepłe botki,
szalem zabezpieczone szyje,
nosy cokolwiek różowiutkie,
jednak z humorem wciąż się żyje.
Wszak jesień to nie koniec świata,
były już słoty, zawieruchy,
nawet gdy deszcz ze śniegiem zmiatał
wszystkich przechodniów na lód kruchy.
A teraz tylko jesień miękka,
z powodzią liści uwolnionych,
ze złotem co z zachwytu pęka
i nagle staje się czerwone!
© Elżbieta Żukrowska 14.10.2015.
Fot. Ryszard Lenartowicz
poniedziałek, 12 października 2015
NA SKRAJU NOCY...
Na skraju nocy...
Na skraju nocy, chłodów, mgły,
przytulam skrawki myśli o tobie
i niezapomniane słowa modlitwy.
Żebrzę u Pana wszelkiego dobra,
które uczyni twoje życie łatwiejszym;
o opiekę i miłosierdzie
- jeśli przypadkiem potrzebujesz.
I choć dodaję "nie moja
ale Twoja wola nich się stanie",
to ufam, że i na moje pragnienia
też Pan będzie zważał.
Jeśli jednak nie - to tylko znaczy,
że ma dla ciebie szczególne zadania.
Uśmiecham się i dziękuję, że
trzyma nasze życie na swej otwartej dłoni.
© Elżbieta Żukrowska 12.10.2015.
Fot. Robert Zarecki
Na skraju nocy, chłodów, mgły,
przytulam skrawki myśli o tobie
i niezapomniane słowa modlitwy.
Żebrzę u Pana wszelkiego dobra,
które uczyni twoje życie łatwiejszym;
o opiekę i miłosierdzie
- jeśli przypadkiem potrzebujesz.
I choć dodaję "nie moja
ale Twoja wola nich się stanie",
to ufam, że i na moje pragnienia
też Pan będzie zważał.
Jeśli jednak nie - to tylko znaczy,
że ma dla ciebie szczególne zadania.
Uśmiecham się i dziękuję, że
trzyma nasze życie na swej otwartej dłoni.
© Elżbieta Żukrowska 12.10.2015.
Fot. Robert Zarecki
niedziela, 11 października 2015
SŁODKO TAK
Słodko tak
- swój udział w tym wierszu ma Zdzisław Grużewski
Przekwitłe kwiaty wiatr rozrzucił,
śmieje się w oczy, jest uparty!
Lecz przecież wiosna majem wróci,
lato zapłonie nie na żarty!
Jak zawsze będę czekać w oknie,
szeptać twe imię niczym mantrę.
Wrócisz - bo cóż beze mnie poczniesz?
Uśmiechem zlikwidujesz chandrę.
Będziemy spacerować w sadzie,
gdzie pierwsze jabłek zawiązeczki,
miłość zaś wszystko nam uładzi,
powróci słodycz poziomeczki.
W twoich ramionach znajdę spokój,
serce rozśpiewa się słowikiem,
iskierki znajdę w twoim oku,
szczęście rozświetli nas promykiem.
© Elżbieta Żukrowska 11.08.2015.
Fot. z internetu
sobota, 10 października 2015
Dwa fragmenty rodzącej się właśnie powieści mego autorstwa...
Dziś dwa fragmenty z nowo powstającej powieści
(która jeszcze nie ma tytułu):
~~~~~~~~~~~~~~~~
Mail
od Nikodema:
Skarbie mój, Słońce
moich oczu, Papillon!
Postanowiłem napisać,
opisać, jak bardzo za Tobą tęsknie. I okazuje się, że to jest zbyt ambitne
zadanie! Ale będę dalej próbował. Tylko nie dąsaj się za to na mnie. Za
nieudolność.
Rozmowa z Tobą… chwila,
gdy jesteś tak blisko… a dotknąć Cię nie można! Czasem sobie wyobrażam nas
razem, choć pewnie powiedziałabyś, że nie wolno, że to za daleko… Nie pamiętam
Twojego zapachu! A może nigdy go nie znałem…? Tak dużo chcę, że rozmowy na
Skype to na pewno jest zbyt mało! Oswoiłem Twój wizerunek i nie wystarcza mi
patrzenie na Twoje zdjęcia! Ani rozmowy z Tobą! Czy można tak kochać na
odległość? Ukochać? Czasem myślę, że jeszcze jeden dzień bez Ciebie – a umrę.
Cudne są Twoje wiersze.
Nie miałem pojęcia, że piszesz, że jesteś poetką. Te wiersze są dla mnie
bardziej prawdziwe, niż Twoje maile lub SMS-y, bo przemycasz w nich słowa o
miłości. Nie wiem, co jest prawdą, a co tylko mrzonką, ale chcę i wyobrażam
sobie wiele. Jednocześnie przecież wyczuwam Twoją nieufność i wiem, z czego ona
wynika. Kochanie moje! Ale teraz już nie będzie takiego milczenia!
Będąc w innym, odległym
kraju, tęsknię inaczej, niż gdy byłem w Polsce. To jest tęsknota głębsza,
ustokrotniona! Wydaje się, że w kraju nawet drzewa inaczej szumią, kwiaty
pachną bardziej intensywnie i z całą pewnością bardziej znajomo. Także śpiew
ptaków… Co dopiero mówić, gdy całą ta tęsknota odnosi się do ukochanej kobiety…
Słowa zamierają na ustach, bo też i nie
ma do kogo ich wypowiedzieć, serce zmienia rytm na samo wspomnienia – ale nikt
– TY – swojej ręki na nim nie położysz i nie uciszysz tego gwałtownego wrzenia!
Jestem jak samotny żebrak, który już nie ma siły dalej żebrać!
Moja Kochana, Papillon,
całuję Twoje oczy, Twoją twarz…
I tęsknię przeogromnie,
choć mam Cię zawsze w sercu. N.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
W
chwilę później zadzwoniła Beata – czy Matylda jeszcze jest w szpitalu? Jest. To
ona za chwilkę będzie, bo już wchodzi na teren szpitala. Przyszła, wycałowała i
w biegu opowiadała o swoich sprawach:
-
Nie miałam nawet czasu, by Cię zawiadomić, bo w czwartek przewieźliśmy teściową
z Pyrzyc do naszego szpitala. Tam była zbyt samotna, nie mogliśmy jej doglądać
tak, jak na to zasługuje. Nie uwierzysz, jaka to wspaniała kobieta. Nigdy się
nie skarży, nigdy nic nie potrzebuje, ze wszystkiego jest zadowolona, zawsze
uśmiechnięta. Była nauczycielką, uczyła języka rosyjskiego, od dawna już na
emeryturze, no i wdowa od… - Beata liczyła przez chwilę – no tak, już od
czternastu lat. W ubiegłym roku wzrok się jej bardzo pogorszył, już nie może
czytać. Miała operację na oczy, ale… I w tych Pyrzycach ma kolegę, emeryta i
wdowca jednocześnie, byłego nauczyciela biologii. Odwiedzają się, troszczą
wzajemnie. On czytuje jej książki – nawet po dwie godziny dziennie! A mama
piecze dla niego serniczek lub szarlotkę – tak na zmianę. Ciasto jest dzielone
na trzy części – jedną zjadają wspólnie, a prócz tego każde z nich ma też po
kawałku ciasta niejako dla innych gości. Bo, wyobraź sobie, odwiedzają ich
uczniowie! Powiedz mi, no powiedz mi tylko – ile razy odwiedziłaś jakiegoś
swego nauczyciela? A ilu uczniów odwiedza ciebie?
-
Miałam fajną wychowawczynię w liceum. Wysyłałam jej zawsze życzenia świąteczne
i imieninowe. Ale bardzo szybko odeszła do lepszego świata. Na zjazdy też nie
jeździłam, bo za daleko, albo nie było czasu, albo pieniędzy… Zawsze żałowałam…
W domu nigdy nie odwiedzałam. To nie było… w modzie?
-
Sama widzisz.
-
I choć muszę przyznać, że odwiedziło mnie kilka osób, to raczej tak…
interesownie… hm… Przykre to. Masz rację. Ale bez użalania.
-
I słuchaj dalej, Matyldzik, ten pan biolog przyjechał do mamy w sobotę, ktoś z
rodziny go autkiem tu przywiózł, i przez dwie godziny czytał rewelacyjną
czterotomową powieść Elżbiety Cherezińskiej pod wspólnym tytułem „Północna
Droga”. To jest taka saga norweska, rzecz z chrystianizacji Norwegii. Jestem
zachwycona tą lekturą, bo oczywiście chodzę mamie czytać. I teraz też lecę,
więc nie mogę długo u Ciebie siedzieć. Mało tego, mój małżonek też przychodzi
czytać, ale około dziewiętnastej. Chciałam zaangażować Dagmarkę, no nie dała
się – podobno w czymś pomaga bibliotekarce. Możliwe, bo przecież koniec roku,
ale… Według mnie babcia powinna być dla niej ważniejsza… No, to już wiesz
wszystko i mogę lecieć do mamy… A tu masz jeszcze kawałek placka z truskawkami.
O, jeszcze o Aleksandrze – zmarła jej córka. W piątek był pogrzeb.
-
O mój Boże…
-
Kupiłyśmy wieniec, także od Ciebie. I kondolencje dla Aleksandry. Przekazuje ci
jej podziękowania.
-
Dzięki, że o tym pomyślałaś.
-
Razem z Kasią, jak zwykle. Ale teraz naprawdę muszę już lecieć.
-
Jak się ona trzyma?
-
Aleksandra? Nawet nie pytaj. Kompletnie rozbita. Kompletnie! Musi upłynąć
trochę czasu… I niech mi nikt nie mówi, że na śmierć bliskiej osoby można się
przygotować. Nie można! Nawet jeśli od dwóch lat wiesz, że sprawa jest
przesądzona. A Aleksandra nie miała tyle czasu. Przez długi czas wierzyła, że
się uda… Lecz co komu sądzone… Przed losem nie uciekniesz. Na szczęście ma
mnóstwo obowiązków i m u s i się na nich
skupiać. Inaczej by się całkiem rozsypała. To pa, kochana, lecę!
~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~
© Elżbieta Żukrowska, 2015
czwartek, 8 października 2015
A ŻYCIE KOŁEM...
A życie kołem...
- z inspiracją fotografią Ryszarda Lenartowicza
Przybył jesienny wiatr, kołysze
czasze rudych drzew przy wodospadzie,
dzień nam za oknem szalony dyszy,
strąca jabłka i gruszki w sadzie...
Świtem w srebrnych pasmach różowe
mgły zasnują zbyt smutne ścierniska,
strąca jabłka i gruszki w sadzie...
Świtem w srebrnych pasmach różowe
mgły zasnują zbyt smutne ścierniska,
nawet wrony niemiło potwierdzą,
że zima już o krok - za blisko!
że zima już o krok - za blisko!
Lecz mimo tego w puszystych mchach
czeka echo schowane jak myszka,
a kiedy wesoło zaśmiejesz się -
wspomnienie wczoraj już rozbłyska!
Zamiera życie, czerwień łka,
kroplami rosy miłość w smutku spływa,
dzień znów podobny jest do dnia,
a gęsta mgła uczucie pilnie skrywa.
Nadmierną troską przegrzany mózg,
a wówczas serce w pląsach nie bywa,
przykry październikowy wpada chłód,
udaje, że jest komitywa...
Gdzieś w bliznach duszy, ranach rąk,
powstaje znamienne poruszenie:
właśnie się stało co musiało stać,
bo rodzi się czyste marzenie!
Gdy powróci wiosna, bocian, szpak,
gdy się obudzą wszystkie kwiaty i pszczoły,
spotkasz miłości najwspanialszy smak.
Wyrównasz krok, będziesz gotowy.
Starość uparcie rozpycha się,
poznajesz ostre serca kołatanie...
oddech nierówny, przez to krzyk uwiązł
bezradnie - po co? - w twojej krtani...
© Elżbieta Żukrowska 7.10.2015.
Fot. Ryszard Lenartowicz
czeka echo schowane jak myszka,
a kiedy wesoło zaśmiejesz się -
wspomnienie wczoraj już rozbłyska!
Zamiera życie, czerwień łka,
kroplami rosy miłość w smutku spływa,
dzień znów podobny jest do dnia,
a gęsta mgła uczucie pilnie skrywa.
Nadmierną troską przegrzany mózg,
a wówczas serce w pląsach nie bywa,
przykry październikowy wpada chłód,
udaje, że jest komitywa...
Gdzieś w bliznach duszy, ranach rąk,
powstaje znamienne poruszenie:
właśnie się stało co musiało stać,
bo rodzi się czyste marzenie!
Gdy powróci wiosna, bocian, szpak,
gdy się obudzą wszystkie kwiaty i pszczoły,
spotkasz miłości najwspanialszy smak.
Wyrównasz krok, będziesz gotowy.
Starość uparcie rozpycha się,
poznajesz ostre serca kołatanie...
oddech nierówny, przez to krzyk uwiązł
bezradnie - po co? - w twojej krtani...
© Elżbieta Żukrowska 7.10.2015.
Fot. Ryszard Lenartowicz
wtorek, 6 października 2015
TĘSKNOTA
Tęsknota
Klangor żurawi zmienił się w tęsknotę,
podobnie krzyk lecących ciemną porą gęsi...
Czego jeszcze trzeba - gwiazdy już migocą,
lecz nie zmniejsza to bólu, który nocą dręczy.
W dzień zajęta tysiącem spraw tych najdrobniejszych,
wspomnisz tylko w przelocie, myślą gdzieś zawiśniesz.
Gdy noc dzienne sprawy pootula kocem,
dręczące cienie tabunem do głowy ci wciśnie.
Z nagła całe wnętrze groźny war zaleje.
Czy choć jedną nadzieję uda się ocalić?
Czy już spłonąć w tęsknocie, gdy miłość szaleje?
Słów nie można wyrzec, cierpienia oddalić...
© Elżbieta Żukrowska 5.10. 2015.
Fot. Art. graphiK
niedziela, 4 października 2015
DZIEWCZYNA JAK MARZENIE
Dziewczyna jak marzenie
- z opowieści Zdzisława Grużewskiego
Zaznaczając owal tej prześlicznej twarzy,
już widział miłość idącą ku niemu,
tę, co w niejedną pustą noc się marzy
i rozrasta pieniście niczym góra kremu...
Widział... Czuł nawet to ufne spojrzenie
w oczach kolorem podobne kasztanom
i myślał, jak wiele darować potrzeba
słów i czułości modlitwą szeptaną...
Co z siebie dać może nad pragnień gorączkę,
jakie marzenia śmiało opowiedzieć?
Bo nie wystarcza trzymać ją za rączkę
i przed kominkiem razem się wygrzewać.
Jeszcze raz pod opuszkami rozpoznaje skórę,
chłonie jej zapach, lekkie drżenie brody,
czasem własną twarz we włosy jej wtuli
i wdycha ciepło kochanej, najmilszej osoby.
© Elżbieta Żukrowska 4.10.2015.
Fot. z internetu
środa, 30 września 2015
JESIENNA POGODA
Jesienna pogoda
Może roztańczmy się jesiennie?
We włosy babie lato wplećmy,
póki nad ranem nam bezcennie
słońce chce w oczy dalej świecić...
Może jesienne złote blaski
niech nam zapadną w głębię, w pamięć,
nim nie czekając na oklaski
zimna i biała przyjdzie zamieć...
Cieszmy się każdym dniem pogody,
każdym kasztanem i żołędziem,
a czas niech dla naszej osłody
dalej to babie lato przędzie.
© Elżbieta Żukrowska 30.09.2015.
Fot. Adem Karaduman
wtorek, 29 września 2015
DROGI JUBILACIE
Przyjacielowi na urodziny...
Drogi Jubilacie...♥
A gdyby dziś świat stanął na głowie...
I czarodziejsko wszystkim zapewnił zdrowie?
Kabzę napełnił albo Twe konto wielu zerami,
stosowną cyfrę stawiając z przodu przed rzędami?
Do tego szczodrze podrzucił humor, miłość, pogodę?
Zapewnił szczęście i bratnią duszę oraz urodę?
I w dzień urodzin, tak bez wysiłku, strzelając okiem,
powiedział - brachu, zrobiłem wszystko, więcej niż mogłem!!
© Elżbieta Żukrowska 29.09.2015.
Fot. Adem Karaduman
sobota, 26 września 2015
NOCNE SZEPTY
Nocne szepty
Całuj mnie, całuj - kiedy ujmiesz w dłonie!
Oplataj fantazją, naznacz czułym słowem.
Roztocz uroki dojrzałej miłości,
a może nawet troszeczkę zaszalej!
Kochaj najmocniej, uwódź i porywaj,
światem bądź całym w tym tańcu przedwiecznym,
siły miłości jak żagla używaj,
razem do przystani wpłyńmy bezpiecznej.
Skrzydła nam przypnij w drodze do rozkoszy,
bym zapomniała i swego imienia,
albo w zjednoczeniu, jak amorek bosy,
radośnie bezwstydna była bez zdumienia.
© Elżbieta Żukrowska 26.09.2015.
Fot. z internetu
JESIENNY RÓG OBFITOŚCI
Jesienny róg obfitości
Jabłka granatów, czy kiście winogron?
Co skusi bardziej - smak, a może zapach?
Choć w jednym miejscu wszystko ułożone -
każde ma inną wartość na witamin mapach.
Złocisty melon czy lekka szorstkość kiwi?
Zapach pomarańczy lub miękkość banana?
A ciebie pewnie żaden smak nie zdziwi,
ananas, gruszka smakuje od rana.
Orzech kokosowy... I tu jest ta trudność!
Nie każdy go otworzy, by się cieszyć smakiem.
Na szczęście wybór duży owoców i warzyw,
kolorów i kształtów z miłym aromatem.
© Elżbieta Żukrowska 26.09.2015.
Fot. z internetu
I NIE MÓW, ŻE TO TYLKO SŁOWA!
I nie mów, że to tylko słowa!
Patrzę na twoje zdjęcia niczym po raz pierwszy,
jakbym twoją twarz cudną zobaczył dla wierszy!
I już w głowie muzyka słów płynie z zapałem,
zwieńczona majestatycznym podniebnym finałem!
Choć słowa są te same, znane, powtarzane -
nie znajduje piękniejszych nad te wyśpiewane:
kocham, uwielbiam, tęsknię i całuję.
Dla ciebie żyję!
Tobą się zachwycam!
Duszą ogarniam!
Bez końca miłuję!
Chcesz mi zniknąć w miłosnej historii odmętach,
gdy uczuć garść zamykam najpiękniej w piosenkach.
Nie pozwalam ci odejść w zaprzeszłość przyziemną,
bo to ze mną być musisz i szybować ze mną!
Ożywiam, przywołuje - stajesz się od nowa!
I jesteś wciąż najpierwsza, radośnie gotowa!
O brzasku już ci szepczę najcudniejsze słowa,
wybacz, że wciąż te same, lecz jakbym całował
- kocham, uwielbiam, zdobywam, kosztuję!
Dla ciebie żyję!
Tobą się zachwycam!
Duszą ogarniam!
Bez końca miłuję!
Jeśli przypadkiem spisałem to co wczoraj było,
odkryję także, jak cię dla mnie odmieniło.
Dlaczego nosisz wianek z samej jarzębiny
i wierzysz, że minione łatwo zapomnimy.
Wcale nie jest przypadkiem fakt, że piszę wiersze.
Dla ciebie wciąż znajduję słowa najpiękniejsze
i składam wszystkie tobie do kolan z wyznaniem,
że jesteś ponad wszystko, skoroś mym kochaniem.
I jeszcze w uniesieniu całą cię całuję...!
Cieplejszych zwrotów w sobie nie znajduję
- kocham, uwielbiam, doceniam, szanuję!
Dla ciebie żyję!
Tobą się zachwycam!
Duszą ogarniam!
Bez końca miłuję!
Kiedy ciemność na chwilę zasłoni złe światy,
wtedy łyk odpoczynku i nutki ballady.
A ty garniesz się do mnie i do mnie przytulasz,
jesteś bez reszty moja, nadzwyczajnie czuła!
Powstają nowe rymy, jasne słowa, dźwięki,
którymi opowiadam już odkryte wdzięki.
Nie pozwolę uczuciom odejść w zapomnienie,
godziny z tobą dla mnie są właśnie jak mgnienie.
Zaledwie odejdziesz na bok na niewielką chwilę,
a plącze wersy, nawet własne słowa mylę!
Jednak - na szczęście - sedno zostaje bez zmiany:
kocham, uwielbiam i chcę być kochany!
Dla ciebie żyję!
Tobą się zachwycam!
Z duszą upojoną
- bo zawsze oddany!
© Elżbieta Żukrowska 26.09.2015.
Fot. z internetu
środa, 23 września 2015
SERCE
Serce
To serce nie zna czarnej nienawiści,
choć niezbyt wielkie - miłość daje, bierze.
Nie ważna pora, obręczy zaciski,
bardziej się liczą szeptane pacierze.
To serce z dala chce od nienawiści!
Skłonne iść w stronę, gdzie ziarna spokoju.
Gdy w zimnej wodzie stoją przęsła mostu
- serce gorące, chce uczuć przyboju.
Serce chce poczuć nowe uniesienia,
rozsypać wokół swoje złote iskry.
Niech inni czują, że się już nie zmienia,
dobrą miłością obejmuje wszystkich.
© Elżbieta Żukrowska 23.09.2015.
Fot. z internetu
niedziela, 20 września 2015
JESIENNE NOCE I DNIE
Jesienne noce i dnie
O, już spadają liście z drzew, kasztany wyzbierane,
ostatnich ptaków słychać śpiew, odlecą dziś nad ranem.
Astry smutnieją z dnia na dzień, wiatr szarpie ich płateczki,
z hukiem się toczy Wielki Wóz i smutne są gwiazdeczki.
To jesień się tak w szpary pcha, w mgłach moczy zimne palce,
wiatr przemęczony chmury gna, nie skory jest do walca.
A na kamiennych płytach trzech, które przed krzyżem leżą,
przysiadł samotnie wielki pies - czy też szepcze pacierze?
Gdzieś na rozstajach wiejskich dróg ktoś kierunki obiera:
nie wie, gdzie jechać - tu, czy tu, czy czeka go kariera.
Wiejskie pielesze, mały świat i byt taki zwyczajny...
W głowie zaś pełno marzeń jest, wystarczy nie być chwiejnym.
© Elżbieta Żukrowska 20.09.2015.
Fot. Włodzimierz Stąsiek
NA GRANI
Na grani
- inspirowany fotografią
Andrzeja Kosiby
Gdzie postrzępione zęby szczytów
chmury miłośnie, czule tulą -
człowiek, zaledwie mała iskra,
chce swoją miłość mówić górom.
I kiedy siądzie przy ognisku
(a wierna brać jego zagrzewa)
jak dawny skald poskłada pieśni
i górom czule je wyśpiewa.
Będzie w nich chwalił trudne szlaki,
widoki innym niepojęte,
żleby i turnie, strome ściany
- najprościej opowiadał piękno.
© Elżbieta Żukrowska 20.09.2015.
Fot. Andrzej Kosiba
REFLEKSJE PRZY KAWIE W NIEDZIELNY PORANEK
Refleksje przy kawie w niedzielny poranek
- z inspiracji zdjęciami Adama Mondzelewskiego
Bywa, że kapnie łezką słoną, że życie wciąż z oporem płynie,
szczęście schowało się raniutko, może utknęło gdzieś w dolinie...
Zdaje się - za mną to co ważne, zostały wspomnień jasne szlaki,
łąki niebiesko-karminowe, gdy obok siebie chabry, maki.
Do zdjęć dodaję przemyślenia, kwilenie ptaka i psie oczy,
a zimą falowanie zorzy, gdy malachitem świat otoczy.
To wszystko razem tworzy klimat, któremu odejść nie pozwalam
- niezaprzeczalnie: to świat złudzeń, a od realiów się oddalam.
Mięciutki kocyk, ciepłe kapcie, książka, herbata, okulary,
jeszcze różaniec, modlitewnik, wiara, że może być wspaniale.
Gdzieś w roziskrzonych słońcem szybach, albo i w świecy migotaniu,
umiem rozpoznać cień nadziei - nie pora myśleć o rozstaniu.
Zatem następne wschody słońca, sieć zwykłych trosk o chleb powszedni,
powrót do nizin z marzeń szczytów. I do przyjaciół oraz krewnych.
Wspomnienia - owszem - w wolnej chwili, szczególnie drogie główki dzieci
- lecz to dorośli już panowie! Za szybko czas - przez palce - leci...
© Elżbieta Żukrowska 20.09.2015.
Fot. Adam Mondzelewski
Fot. Adam Mondzelewski
Etykiety:
refleksyjny,
religijne,
tomik 4
czwartek, 17 września 2015
KARNAWAŁ WŚRÓD MASEK
Karnawał wśród masek
(z cyklu "Wszystko jest iluzją")
Strojni, ciekawi, odmienieni maskami,
wśród barwnego tłumu,
oczarowani i podnieceni
tańcem, winem, chwilą
- tak inną od codzienności,
szukamy siebie
w szalonym karnawale,
w gondolach i na moście Rialto,
wśród całujących się par.
Sztuczne ognie zapowiadają
nastanie nowego,
szampan pieni się jasnym strumieniem.
Dotykam cię,
wsuwam rękę pod ramię
- nie zgub się - mówisz wprost do ucha,
gdy już wiruje w mej głowie
radość z twojej bliskości.
© Elżbieta Żukrowska 17.09.2015.
Fot. z internetu
środa, 16 września 2015
BYĆ MOŻE...
Być może...
Popołudniami milknę zmęczona,
już nie wykrzyczę ran, bólu, nędzy
i tak krępuję duszę zmartwiałą
na zimnych grudach, bez miękkiej przędzy.
Wśród pospolitych słów o miłości,
żebrania uczuć pośrodku głuszy,
teraz już tylko popiołem moszczę
ten skrawek ziemi, na który wrócisz.
Lecz... czy aby wrócisz? To rzecz wątpliwa.
Po szarpaninie, dąsach i gniewach...
Może ty w inny świat już wypływasz,
a do mnie mówisz, że to dla chleba...
© Elżbieta Żukrowska 16.09.2015.
Fot. własne
WE DWOJE
We dwoje
Pora na miłość? Otwórz siebie.
Być może to jest dla nas szansa.
Może wystarczy podać ręce,
szczerym spojrzeniem w głąb zapraszać.
Spacer, gdy ptaki już kołują,
wracają w gniazd swoich pielesze,
słońca promienie zaś próbują
ciemne grzebienie lasu czesać.
W cudowne dni złotej jesieni,
gdy dymy z ognisk tuż nad ziemią,
my dalej razem nieodmiennie,
bo teraz tutaj mamy niebo.
© Elżbieta Żukrowska 16.09.2015.
Fot. internetu
wtorek, 15 września 2015
OD PALUSZKÓW PO KOŃCE WŁOSÓW
Od paluszków po końce włosów
Jesteś moją kołysanką wciąż niewyśpiewaną
i tęsknotą wędrującą przez snów zawiłości;
drzewem, pod którym najmilszy cień upalnym latem,
gwiazdą, która odniesieniem i smugą jasności.
Jesteś niedościgłym pięknem, do którego wzdycham
i staram się, by wciąż nowe szczegóły odkrywać.
Uroczym natchnieniem, które często mnie porywa,
bym z głębi siebie o gorących uczuciach śpiewał.
© Elżbieta Żukrowska 15.09.2015.
Fot. z internetu
poniedziałek, 14 września 2015
JESIENNE OCZAROWANIA
Jesienne oczarowania
Już tataraki cierpko pachną,
woda się marszczy srebrną łuską...
Gwiazdy nad nami, pod stopami...
Nostalgia płynie do nas łódką...
Oczarowanie jesień niesie,
mgłami otula jak dziewczyna,
pochód zaczyna ciepły wrzesień,
w korale stroi jarzębina.
Kiści winogron przepych słodki,
granatem kuszą wielkie śliwy,
z kasztanów powstają maskotki,
świat czerwienieje urodziwy!
Jesień chce, by jej pamiętano
szczodrość, bogactwo i urodę.
A jak najszybciej zapomniano
wszystkie ulewy, złą pogodę.
© Elżbieta Żukrowska 9.09.2015.
Fot. z internetu
niedziela, 13 września 2015
SZUKANIE CIEPŁA
Szukanie ciepła
Obudzona jesienią, gdy skostniałe ciało
stara się ogrzać w pachnących ogniskach,
gdy w dymach odnajduje - choć niezwykle mało -
tańczących słów-wspomnień w melancholii liściach...
Ścielą się wraz z dymem, gdy wiatr dmuchnie silniej,
gdy w nagich konarach huśta się niemile,
szarpiąc każdą gałązkę - już ich nie ożywi,
na pośmiewisko wygwiżdże złośliwie!
Czerwonym smutkiem zachód rozświetli skraj nieba.
Chętnie omami oczy ostatnią pożogą.
Ale to jesień. Jej deszczy potrzeba,
choć ludzie chcą słoneczną podróżować drogą.
Rytm serca to dwutakt spragniony bliskości.
Dusza w zapamiętaniu chyli się ku drugiej!
Z westchnień i spojrzeń czerpie drobimy radości
i zaprasza - by dalej już podążać wspólnie.
Zimną rosą skropione resztki zieloności,
krople na gałęziach są niczym diamenty.
Dusze już utulone - nie strach samotności.
Gdy razem - to każde zwyciężą odmęty.
© Elżbieta Żukrowska 13.09.2015.
Fot. Ania Garden
PANIE MÓJ!
Panie mój!
Zakończ już moją drogę ślepca.
Niech czystym sercem
czytam Twoje słowa,
znajduję znaki dla mnie przeznaczone.
Uczyń mnie
otwartym na Ciebie dzieckiem,
które niczego nie musi
ogarniać własnym rozumem,
a z ufnością powtórzy
- To jest mój Pan,
Jego kocham,
dla Jego miłości żyję.
Amen.
© Elżbieta Żukrowska 13.09.2015.
Fot. Adam Mondzelewski - cerkiew w Wlko Trnovo.
piątek, 11 września 2015
MOŻE KIEDYŚ
Może kiedyś
Może jeszcze kiedyś ktoś
wierszem szepnie - moją bądź,
a rozwiane wiatrem włosy
szept jak żagle uszom wzniosą...
Gdy do niespokojnych dłoni
tamta głowa się pochyli,
może Dobra Wróżka skłoniswoją różdżkę w dobrej chwili...
I choć wiatr jesienny w sadzie
strąca jabłka, śliwki zrywa,
jestem blisko na tym wietrze,
a gdy z tobą - to szczęśliwa!
© Elżbieta Żukrowska 11.09.2015.
Fot. krzewy.net.pl
środa, 9 września 2015
... BO TO JUŻ WRZESIEŃ
... bo to już wrzesień
Czas już na świty mgłami wysłane,
klangor żurawi z nieba się niesie,
lato tak łatwo idzie w niepamięć
- bo to już wrzesień.
Dzień się wyraźnie jesiennie skrócił,
grzybiarze raźno krążą po lesie,
wiatr dla zabawy kasztany rzucił
- bo to już wrzesień.
Nostalgią płonną dorodne wrzosy,
gamą kolorów szczyci się jesień,
ogródki jarzą się aż astrami
- bo to już wrzesień.
© Elżbieta Żukrowska 5.09.2015.
Fot. wymarzony ogród.pl
wtorek, 8 września 2015
NA SZKLE NIENAMALOWANE...
Na szkle nienamalowane...
Wiatr w oczy jednym.
Innym szampana bąbelki ulotne.
Którędy rozdział światów wyznaczony?
Nie każdemu dane bawić się rozkosznie
bez marzeń i nadziei zwiększonej stokrotnie!
Są piękne, aksamitne wieczory,
oczy roziskrzone miłosnym wezwaniem...
A dla innych zostają ciche słowa skargi...
Lecz czy rzeczywiście warto je szeptać
chwilę przed... skonaniem?
© Elżbieta Żukrowska 8. września 2015.
Fot. Adem Karaduman
DUMANIE NAD FILIŻANKĄ KAWY...
Dumanie nad filiżanką kawy....
Piję wieczorną smutną kawę...
Smutną, bo dziś się nic nie zdarzy.
Los wyczerpał nieprzewidziane,
pozostał tylko światem marzeń...
Już palą się wiśniowe świece,
gdzieś tam za domem miauczy kot.
Myślami więc daleko lecę,
strach, by nie trafić kulą w płot...
Na jutro kawa ma być słodka!
I wyraźne plany właśnie mam:
zatrzymać zegar na czas spotkań.
A ty? Nie wypij czasem kawy sam!
© Elżbieta Żukrowska 8.09.2015.
Fot. Rozystronka
poniedziałek, 7 września 2015
ZACZAROWANI
Zaczarowani
Tańcz mnie jeszcze, ciągle tańcz!
Światło dnia, czy świece nocy,
gwiazd poświata w nas!
Tańcz! - Póki dla nas czas!
Póki jeszcze czas...
Niech muzyka przez nas płynie
i odmierza sny pogodne,
niech nasącza marzeniami
jakie nie są dla nas co dnia.
Jakie nie są co dnia!
Zanurzona w taniec, w dźwięki,
nie pozwolę snów zrujnować,
i wibrują twoje słowa,
które wplatasz wciąż od nowa,
szeptem w pocałunek miękki...
© Elżbieta Żukrowska 7.09.2015.
Fot. Art.GraphiK
niedziela, 6 września 2015
OD TĘSKNOTY DO DEPRESJI
Od tęsknoty do depresji
Tęsknoty jak żagielki w dali sobie płyną,
lecz jeden się zabłąkał... i mnie nie ominął...
Za nim przybyły inne, jak pszczoły do miodu.
Uwiły zgrabne gniazdo, ruszyły do przodu!
Zajęły wszystkie myśli i spętały wolę
- a jakże wielki smutek usiadł na mym czole!
Strapienie na grzbiet szybko się wdrapało,
ciężarem troska legła i przygniotła ciało!
Tęsknot coraz więcej... Smutek jak pierzyna!
Tylko grzać nie umie, do dołu przygina...
Czyli już w świat depresji zostaję porwana!
Przez maleńką tęsknotę, co wpadła tu z rana....
© Elżbieta Żukrowska 6.09.2015.
Fot. www.jeziorak.wojtuś.pl
Strapienie na grzbiet szybko się wdrapało,
ciężarem troska legła i przygniotła ciało!
Tęsknot coraz więcej... Smutek jak pierzyna!
Tylko grzać nie umie, do dołu przygina...
Czyli już w świat depresji zostaję porwana!
Przez maleńką tęsknotę, co wpadła tu z rana....
© Elżbieta Żukrowska 6.09.2015.
Fot. www.jeziorak.wojtuś.pl
JESIENNY WEEKEND
Jesienny weekend
Właśnie taki, deszczem płynący,
z parasolami. I wiatrem drżący...
Nikt nie przytulił, nie wziął pod ramię...
Nie szepnął czule "Witaj, Kochanie".
Spacer samotny, smutkiem owiany,
starą alejką wśród zakochanych.
Bo oni zawsze, nawet gdy pada,
jedno drugiemu do uszka gada.
Tulą się słodko, to zajrzą w oczy,
głowa do głowy, niech myśl się toczy
spowita marzeń tęczowym tiulem...
Lecz ja samotna,... Ja tak nie umiem...
© Elżbieta Żukrowska 6.09.2015.
Obraz *Albini Leblanc*
WYŚMIEWAJĄC, IRONIZUJĄC
Wyśmiewając, ironizując
Jasnego ranka, późnego wieczora,
płyną do nieba te same słowa.
A ktoś, kto modlić nie umie się wcale
jeszcze wyśmiewa, że wciąż płyną żale.
Te same. Nudne. Jednostajne takie.
Piękna nie widzi, ni nuty nadziei,
którą modlitwa wierzącym przynosi
- a kpiny robi, sam o nic nie prosi.
Lecz może w sercu tajemnicę chowa,
żal, że nadzieja nie była mu dana.
Z zazdrością patrzy, gdy wierni od nowa
modląc się - z pokorą zginają kolana!
Nie patrząc żartów, ironii, szyderstwa
wciąż powtarzają w różańcu modlitwy,
także w litaniach, których nikt nie zmienia
- choć dla niewierzących to puste relikty.
© Elżbieta Zukrowska 5.09.2015.
Fot. z internetu
TRAGICZNIE I GORZKO
Tragicznie i gorzko!
W harfę się wsłuchaj, co z zakątków duszy
wywodzi melodię bogatą nadzieją.
I śpiewa dnia każdego. I zapory kruszy.
A ludzkie serca niech purpurowieją!
Bo gdy sczerniałe od krwi gorzkiej, czarnej
- smutki w nich wzrastają posiane najgęściej!
Dużo światła trzeba i prawdy wyraźnej,
by nie skłoniło się czasem ku zemście...
W rogi nikt nie dmie, nie szumią proporce,
tu czarnym mętem wylewa się rzeka.
Kamienie w dłoniach miast chleba widoczne,
a choć spragniony - nikt wody nie czeka.
Już groza ciągnie, widzisz porównania,
to męskie ramie prawa nie szanuje.
Zamęt wciąż wzrasta i gwiazdy ogarnia,
a żadna nacja ulgi dziś nie czuje!
© Elżbieta Żukrowska 6.09.2015
Fot. z internetu
Etykiety:
refleksyjny,
wiersze specjalne
sobota, 5 września 2015
RAZEM PRZEZ ŻYCIE
Razem przez życie
Z tobą być zawsze, szeptać o w c z o r a j,
dalekie j u t r o ogarnąć w ciszy...
I morza słuchać, ono też szepcze,
kołysze serca, nie mąci myśli...
A jeśli razem po mokrym pisaku
prosto we wschody słońca podążać,
rozsypać westchnień iskrzące blaski,
a może nowe nadzieje wiązać...
To życia urok, bogactwo, krasa!
Z rozmysłem pić je, jak nektar z czary!
Czy można przy tym rozum zatracać?
Czy może stać się nazbyt figlarnym?
To bycie z tobą jest tutaj sednem,
czas połączony jak wino poi.
Nawet co trudne - lżej, kiedy wspólnie
i każda rana wtedy się goi.
© Elżbieta Żukrowska 5.09.2015
Fot. z internetu
A jeśli razem po mokrym pisaku
prosto we wschody słońca podążać,
rozsypać westchnień iskrzące blaski,
a może nowe nadzieje wiązać...
To życia urok, bogactwo, krasa!
Z rozmysłem pić je, jak nektar z czary!
Czy można przy tym rozum zatracać?
Czy może stać się nazbyt figlarnym?
To bycie z tobą jest tutaj sednem,
czas połączony jak wino poi.
Nawet co trudne - lżej, kiedy wspólnie
i każda rana wtedy się goi.
© Elżbieta Żukrowska 5.09.2015
Fot. z internetu
... BO WARTO KOCHAĆ!
... bo warto kochać!
Miłość rzeką wciąż w pobliżu płynie.
Ile z niej dla siebie dziś możesz zaczerpnąć?
Jeśli tylko tyle co pomieszczą dłonie
- to już dużo i możesz szczęśliwy odetchnąć.
Opasany tęsknotą jak szerokim pasem,
podążasz traktem, gdzie zbójcy grasują.
Nie pozwól wyrwać tej garści uczucia,
bez niego twe plany całkiem się zrujnują!
Może nie warto szukać już po świecie
następnych skarbów, czy lepszej pogody.
Dobrze mieć własny kawałeczek nieba
obok kochaną przecudnej urody...
© Elżbieta Żukrowska 5.09.2015.
Fot. z internetu
czwartek, 3 września 2015
CIĄGLE POTRAFISZ...
Ciągle potrafisz...
Ciągle masz bujną wyobraźnię
Nic, że pożółkły fotografie,
na innych kolor jest wyblakły,
gdy zamkniesz oczy - są wyraźne,
po dawnych śladach iść potrafisz.
Tu wspomnisz góry, tam ognisko,
a czasem zajrzysz w piwne oczy
(dalej pamiętasz - oczy-migdały,
kształt i blask ciebie zauroczył).
Jeziora były z krzykiem mewy,
z łopotem żagli gdy świt wstawał.
Nie chciałeś wtedy życia dzielić,
ale beztrosko je rozdawać!
Pozamykałeś dawne sprawy.
Wolność zmieniłeś na zasady.
Szybko wyzbyłeś się obawy,
że sobie w świecie nie dasz rady.
Kolejny raz opadły liście,
kwiczoły wpadły w jarzębinę,
ty... po staremu dalej marzysz,
chociaż przy boku masz dziewczynę...
© Elżbieta Zukrowska 02.09.2015.
Fot. Rozystronka
Ciągle masz bujną wyobraźnię
i umiesz patrzeć głębiej, duszą.
To co dalekie jest wyraźne,
zaledwie lekko dotkniesz myślą ...
Nic, że pożółkły fotografie,
na innych kolor jest wyblakły,
gdy zamkniesz oczy - są wyraźne,
po dawnych śladach iść potrafisz.
Tu wspomnisz góry, tam ognisko,
a czasem zajrzysz w piwne oczy
(dalej pamiętasz - oczy-migdały,
kształt i blask ciebie zauroczył).
Jeziora były z krzykiem mewy,
z łopotem żagli gdy świt wstawał.
Nie chciałeś wtedy życia dzielić,
ale beztrosko je rozdawać!
Pozamykałeś dawne sprawy.
Wolność zmieniłeś na zasady.
Szybko wyzbyłeś się obawy,
że sobie w świecie nie dasz rady.
Kolejny raz opadły liście,
kwiczoły wpadły w jarzębinę,
ty... po staremu dalej marzysz,
chociaż przy boku masz dziewczynę...
© Elżbieta Zukrowska 02.09.2015.
Fot. Rozystronka
środa, 2 września 2015
JESIENNE ZNAKI
Jesienne znaki
Mgły płyną nocą - jesień chce wkroczyć.
Już splata z liści barwny warkoczyk.
Snuje się dymem w sennych ogrodach
i jabłkiem kusi jak Ewa młoda...
Mgły powracają, by zimną nocą
nasączać ziemię swoją wilgocią,
a później ścięte przedwczesnym chłodem
szronem podniosą roślin urodę.
Stężałe liście w uścisku lodu,
od zawsze boją się tego chłodu.
Lecz skrzą się dumnie, prawie radośnie,
bo zaczynają marzyć o wiośnie...
© Elżbieta Żukrowska 2.09.2015.
Fot. z www.roślinki.net
CZAS KASZTANÓW
Czas kasztanów
Jesień, już jesień... I liść smutku
pod stopą często zaszeleści...
I wyśpiewuje zamiast ptaków,
Z oczarowaniem wodzić okiem
A wiatr swawolny (zawsze, wciąż!)
w szczelinach gwiżdże stare pieśni.
I wyśpiewuje zamiast ptaków,
które już wysłał w ciepłe kraje,
jesienny song, zawsze jednaki,
nam tylko zachwyt pozostaje!
Z oczarowaniem wodzić okiem
po barw wybuchu wręcz szalonym,
zamyślić się nad łanem wrzosów
i być jesienią upojonym...
© Elżbieta Żukrowska 2.09.2015.
Fot. z internetu
wtorek, 1 września 2015
NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ...
Nie da się zapomnieć...
Bo ona ciągle jest w nas
- melodia naszego życia -
plusk deszczu, wiatru szum,
i ptak co wygląda z ukrycia...
I ty, i ja... i uśmiech
zalotny, troszkę nieśmiały...
I nasz kolorowy świat,
dziś ociupinkę za mały...
© Elżbieta Żukrowska 1.09.2015.
Fot. z internetu
© Elżbieta Żukrowska 1.09.2015.
Fot. z internetu
SŁOŃCE W ZENICIE
Słońce w zenicie
Już jest zamglone, wyblakły cienie, na horyzoncie burza się miota!
Kochany - nie mów do widzenia! Przecież w nas drzemie dalej ochota!
Na nowe lato, wiaterek z pląsach oraz czerwone, słodkie maliny!
Chyba... że już uchodzisz, biegniesz na przełaj do swej dziewczyny!
© Elżbieta Żukrowska 1.09.2015.
Fot.z internetu
KWIATY I PRAGNIENIA
Kwiaty i pragnienia
Wciąż są tęsknoty niezaspokojone,
choć usta chętne, do szeptu złożone.
Serce rytm gubi, z duszy ledwie strzępy.
Bycie oddzielnie jakby niepojęte.
Tam kwiaty w wazonie w woniach cichych płoną ,
mówią znaczniej więcej, a może się bronią...
Tylko suche liście, które drżą przy wietrze
skupiają uwagę nieśmiałym szelestem...
Niech kwiatów mowa będzie ci pomocą,
czerwone cynie z nadzieją jednoczą.
A przy tej jednej, plamką wyróżnionej,
powiesz wyraźnie, że pragniesz jak one:
słońca - by w dłonie brać ciepłe promienie,
sycić się nimi, grzbiet w cieple wyginać.
A myśli w wachlarz układać przemiennie
i dalej planować - nie tylko wspominać.
Nie tylko wspominać...
© Elżbieta Żukrowska 28.08.2015.
Fot. "Zielony Świat"
SŁONECZNYM RANKIEM
Słonecznym rankiem
Słońce z mgieł się wyłania świeże i pogodne,
niesie ludziom zapowiedź dnia uśmiechniętego.
Mgły z różowych w złociste zamienia pochodnie
i skraca wszystkie cienie, aż do najmniejszego.
Już prężnym mostem brzegi podają swe dłonie,
na wyższych piętrach płoną okna ciepłym kolorem,
rzeką maleńkie żagielki - nadzieje spełnione -
odpłyną już, by spotkać się później, wieczorem...
© Elżbieta Żukrowska 1.09.2015
obraz - Wilfred Lang
© Elżbieta Żukrowska 1.09.2015
obraz - Wilfred Lang
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















































